Nowy numer 46/2018 Archiwum

Pielęgniarki chcą podwyżek

Niecodzienną formę przybrał protest w trzech podkarpackich szpitalach, między innymi tarnobrzeskim.

W poniedziałek 2 lipca nieoczekiwanie 73 pielęgniarki i położne w Szpitalu Wojewódzkim im. Zofii z Zamoyskich Tarnowskiej w Tarnobrzegu przedłożyło zwolnienia lekarskie lub opiekę nad dziećmi. Spowodowało to braki w obsadzie grafiku, a co za tym idzie – brak możliwości zapewnienia stosownej opieki pacjentom. W związku z tą sytuacją dyrekcja szpitala podjęła decyzję o wstrzymaniu planowanych przyjęć pacjentów i przeprowadzania zaplanowanych zabiegów do odwołania. Pracował tylko Szpitalny Oddział Ratunkowy, który przyjmował jedynie osoby z bezpośrednim zagrożeniem życia. W identycznej sytuacji znalazły się jeszcze dwa inne szpitale podkarpackie – w Mielcu oraz Kliniczny Szpital nr 2 w Rzeszowie.

– Od piątku 29 czerwca, zgodnie ze stanem prawnym, weszliśmy w spór zbiorowy. Przedstawicielki pielęgniarek i położnych przedstawiły na piśmie żądanie podwyżki 1500 zł brutto do pensji zasadniczej plus pochodne, co uśredniając, w sumie dawało ok. 2200 zł. Suma ta zależała od tego, czy ktoś ma dyżury nocne, świąteczne, itp. I to był zasadniczy postulat pań, na który nie mogliśmy przystać, albowiem szpitala na to zwyczajnie nie stać – mówi Wiktor Stasiak, dyrektor tarnobrzeskiej lecznicy. – W środę 4 lipca przedstawicielki Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych wystąpiły z modyfikacją swoich oczekiwań, różnicując proponowane kwoty podwyżek od 500 do 1500 zł w zależności od stażu pracy – im dłuższy tym naturalnie wyższa kwota. Postulaty pielęgniarek i położnych wynikają z przyjętej w czerwcu ubiegłego roku ustawy o najniższych minimalnych wynagrodzeniach pracowników wykonujących zawody medyczne, która przewiduje w kolejnych latach wzrost minimalnej pensji. Wzrost ma następować od 1 lipca danego roku; w obecnym pracodawca powinien zwiększyć wynagrodzenie o minimum 20 proc. różnicy. – Otóż jest to różnica pomiędzy indywidualnym wynagrodzeniem zasadniczym danego pracownika a przyjętą na najbliższe lata kwotą 3900 zł i współczynnikiem pracy ustalonym dla poszczególnych grup zawodowych, uwzględniającym ich wykształcenie i posiadane specjalizacje – wyjaśnia Wiktor Stasiak. – Oblicza się ją następująco: 3900 razy współczynnik, np. w przypadku pielęgniarki z wyższym wykształceniem i specjalizacją jest to 1,05. Od uzyskanej w ten sposób sumy należy odjąć wysokość zasadniczego wynagrodzenia i powstaje owa różnica. W tym roku od 1 lipca ma być wypłacone minimum 20 proc. tej różnicy. Cały problem polega jednak na tym, że w ustawie zapisano artykuł odnoszący się do tzw. dodatku zembalowskiego przyjętego w 2015 r. przez ówczesnego ministra zdrowia Mariana Zembalę, zgodnie z którym czterokrotnie miał nastąpić wzrost wynagrodzeń o 400 zł brutto ze skutkami dla pracodawcy, czyli zabezpieczeniem kwoty pokrywającej składki ZUS-owskie. Trzy transze zostały już zrealizowane, ostatnia ma wejść 1 września tego roku. – Ubiegłoroczna ustawa pozwala, aby wzrost wynagrodzeń zasadniczych finansować poprzez dodatek zembalowski. I tu tkwi główny problem, albowiem pielęgniarki i położne chciałyby, podobnie jak wszystkie inne grupy zawodowe, by ów wzrost finansować nie z  zembalowskiego, ale bezpośrednio z pieniędzy pracodawcy. I to jest najbardziej zapalny punkt sprawy. Na takie rozwiązanie szpital nie może sobie pozwolić – podkreśla dyrektor tarnobrzeskiej lecznicy. Wojewoda podkarpacki Ewa Leniart i marszałek Władysław Ortyl postanowili zadbać o zdrowie i życie pacjentów, a także zażegnać trwający spór. – Przede wszystkim zobowiązałam dyrektorów szpitali, aby dwa razy dziennie o godz. 9 i 19 raportowali o wolnych łóżkach szpitalnych, bo informacje te są niezbędne dla pracy dyspozytorów medycznych oraz wojewódzkiego koordynatora ratownictwa medycznego – mówiła wojewoda podkarpacki podczas konferencji prasowej zorganizowanej wspólnie z marszałkiem. Oboje apelowali ponadto o zaniechanie protestu, powrót do pracy i przystąpienie do negocjacji. – Mamy dzisiaj do czynienia z jakimś hybrydowym protestem, do którego nikt się nie przyznaje i od nikogo nie można dowiedzieć się, o co chodzi, z nikim nie można także rozmawiać w tej sprawie. Apelujemy do wszystkich, którzy dzisiaj protestują, aby tego zaniechali – prosił Władysław Ortyl. – W tej sytuacji pozostaje jedynie zwrócić się z apelem, ażeby zakończyć taki niecodzienny protest, powrócić do pracy i oczywiście, rozumiejąc potrzebę negocjacji w kwestii podwyżek wynagrodzenia i zmiany warunków pracy, prowadzić je zgodnie z przepisami prawa, a nie wbrew zasadom moralnym – dodała Ewa Leniart. W związku z protestem, do stolicy województwa przyjechała sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko, która spotkała się ze środowiskiem pielęgniarskim. Rozumiejąc ich postulaty, wyraziła nadzieję na wypracowanie porozumień. W poniedziałek 9 lipca wobec braku porozumienia dyrekcja szpitala w Tarnobrzegu wystąpiła do ministra rodziny o wyznaczenie mediatora. Mimo starań nie udało się skontaktować z przedstawicielkami OZZPiP w tarnobrzeskim szpitalu.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy