Nowy numer 42/2020 Archiwum

Quo vadis, Tarnobrzeg?

Dzisiaj miasto przywołuje frazę ze znanej piosenki śpiewanej przez Krystynę Jandę: „Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie”.

Na dziejowym zakręcie Tarnobrzeg znalazł się bynajmniej nie w bieżącym roku, chociaż wydarzenia związane z aresztowaniem urzędującego prezydenta z pewnością sytuacji nie poprawiły, ale w chwili upadku przemysłu siarkowego w drugiej połowie lat 90. ubiegłego stulecia. Sytuację pogorszyła dodatkowo reforma administracyjna, w wyniku której Tarnobrzeg stracił status siedziby województwa, stając się miastem na prawach powiatu grodzkiego. – Zaprzestanie wydobycia siarki i likwidacja przemysłu związanego z tym surowcem było prawdziwym trzęsieniem ziemi – zatrzęsły się bowiem posady miasta, budującego swoją strukturę i dobrostan na kopalniach „Machów” i „Jeziorko” – stwierdza Dariusz Bożek, przewodniczący Rady Miasta Tarnobrzega oraz wieloletni nauczyciel historii w Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika. – Upadek przemysłu siarkowego i pozbawienie statusu województwa wpędziły Tarnobrzeg, a właściwie jego społeczność, w głęboką depresję, z której, mam takie nieodparte wrażenie, wciąż nie możemy wyjść – dodaje dr hab. Tadeusz Zych, dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega.

Wieje pesymizmem

Wraz z reformą administracyjną w 1999 r. na mapie Polski pojawiło się 65 (obecnie 66) miast na prawach tzw. powiatu grodzkiego. W tej grupie, wraz z liczną rzeszą innych miejscowości, które utraciły status stolicy województwa, znalazł się również Tarnobrzeg. Na ich tle w statystykach wypada raczej blado, plasując się pod wieloma względami na dalszych miejscach. Niekorzystnie dla przyszłości miasta przedstawiają się dane demograficzne, świadczące o jego nieubłaganym wyludnianiu i starzeniu się społeczeństwa. Oficjalnie Tarnobrzeg liczy 47 tys. mieszkańców, choć według nieoficjalnych danych jest ich przynajmniej o 10 tys. mniej. Spada liczba osób w wieku przedprodukcyjnym oraz produkcyjnym, wzrasta zaś populacja seniorów – z 20,8 proc. w 2014 r. do 22,4 proc. w dwa lata później. Tak wynika z danych GUS. Tymczasem, jak szacował urząd miasta, w Tarnobrzegu mieszka ok. 12 tys. osób określanych mianem 60 plus. Przy rzeczywistej liczbie mieszkańców – ok. 37 tys., stanowią prawie 1/3 społeczności miasta. – Ewidentnie, podobnie jak w skali kraju, nasza społeczność starzeje się, ale proces ten nie tylko sprawia, że liczba osób 60 czy 65 plus sukcesywnie wzrasta. Niestety, młodzież, wyjeżdżając na studia wyższe do większych ośrodków akademickich w Polsce czy za granicę, opuszcza Tarnobrzeg na stałe. W rozmowach uczniowie naszego liceum zdecydowanie deklarują, że nie zamierzają wracać w rodzinne strony, ponieważ nie widzą tu dla siebie perspektyw – mówi Dariusz Bożek. Potwierdzeniem tych słów są plany, jakie w kwestii swojej przyszłości snuje Karolina, studentka anglistyki. – Wszystko wskazuje na to, że do Tarnobrzega nie wrócę, ale będę szukać swojej szansy w innym, dużym ośrodku. W rodzinnym mieście nie znajdę pracy, o jakiej marzę, poza tym nie widzę dla siebie żadnych perspektyw na dalszy rozwój. Co mogłabym robić w Tarnobrzegu? Uczyć języka angielskiego w szkole? Wątpię, bym znalazła wolny etat. Zresztą nie takiej pracy chcę – wyjawia Karolina. Równie pesymistycznie rysuje się kondycja finansów miejskich, od kilkunastu lat bowiem miasto zmaga się z pokaźnym zadłużeniem, będącym ogromnym obciążeniem, które uniemożliwia podejmowanie większych inwestycji. Zwyczajnie brakuje pieniędzy np. na wkłady własne przy realizacji projektów dofinansowywanych przez Unię Europejską. Tymczasem perspektywa finansowa UE 2014–2020 zmierza ku końcowi, nowa zaś jest nadal nieznana. Największym jednak problemem Tarnobrzega jest brak wizji, pozwalającej określić i wypracować wieloletnie plany na przyszłość. – Ogromną bolączką kolejnych ekip rządzących jest brak perspektywicznego myślenia, które winno wybiegać 10, 20, 50 lat do przodu, a nie jedynie na okres czteroletniej kadencji – zaznacza przewodniczący Rady Miasta. – Jaki sygnał wysyłamy do potencjalnych inwestorów, nie zgadzając się np. na 10-letnią dzierżawę, a jedynie 3-letnią? Nie tak dawno taką decyzję rada podjęła w przypadku prośby przedsiębiorcy zamierzającego zainwestować w przedsięwzięcie nad Jeziorem Tarnobrzeskim. Kto, myślący zdroworozsądkowo, zechce ryzykować? Przecież nikt nie zagwarantuje, że za 3 lata radni miejscy nie zmienią zdania i zgodzą się na przedłużenie dzierżawy. Niestety, zamknęliśmy się na przedsiębiorców. Niejedna firma przeniosła już swoją działalność do innych gmin, a miasto traci wpływy z płaconych przez nie podatków. By oddać sprawiedliwość, należy wspomnieć o dużych inwestycjach w infrastrukturę, jakie, po latach komunistycznych zaniedbań, zostały przeprowadzone przede wszystkim za prezydentury Stanisława Żwiruka (1990–1998) i Jana Dziubińskiego (1998–2010). Mocno zmieniło się również zewnętrzne oblicze miasta.

Poszukiwanie szans

– Głównym atutem i szansą dla miasta są ludzie pochodzący stąd, a rozsiani po całym świecie. To jest ogromny, niewykorzystany potencjał. Są wśród nich osoby o bardzo dużym znaczeniu i wpływach. Nikt nigdy nie zwrócił się do nich z propozycją szerokiego lobbowania na rzecz miasta – mówi Dariusz Bożek. – Brakuje dywergencyjnego myślenia. Wiem, że może się to wydawać szalone, ale w sprawowaniu władzy potrzeba tej odrobiny pozytywnego szaleństwa, nie w stylu Kaliguli, ale de Gaulle’a. Niewątpliwym i ważnym atutem Tarnobrzega jest wysoki poziom bezpieczeństwa, bliskość urzędów, instytucji, lecznic oraz charakterystyczny dla niedużych miast – spokój. Tadeusz Zych wbrew powszechnemu myśleniu szansę dla miasta upatruje w zachęcie do osiedlenia się tutaj osób przechodzących na emeryturę, a pragnących spokoju. – To, co jest słabością, można przekuć w atut – stwierdza dyrektor muzeum, wieloletni samorządowiec. – Moim zdaniem – człowieka żyjącego w tym mieście od urodzenia i który tu zapewne skończy swój ziemski żywot – zaklinaniem rzeczywistości jest twierdzenie, że Tarnobrzeg znów stanie się atrakcyjny dla młodych, że zaczną tu wracać, że powstaną miejsca pracy, które spowodują, iż znowu będzie to 50-tysięczne miasto. To mrzonki. Szansą jest pokazanie go jako miasta idealnego dla seniorów. Można by promować go jako jedno z bardzo przyjaznych miast dla osób starszych, gdzie jest spokój, bezpieczeństwo, dużo zieleni, wszędzie blisko. To może stać się atutem zachęcającym starszych, mieszkających w dużych ośrodkach, a posiadających niezłe emerytury, by w jesieni życia osiedli w przyjaznym i spokojnym miejscu. – W ostatnich kilku latach miasto szeroko otworzyło się na seniorów, wychodząc naprzeciw ich potrzebom. Powstało wiele nowych ofert, oddano im głos w postaci Miejskiej Rady Seniorów, bardzo prężnie działającej organizacji – mówi Dariusz Bożek. Niewątpliwie dodatkowymi atutami są główne atrakcje miasta: Jezioro Tarnobrzeskie i Zamek Tarnowskich w Dzikowie ze zbiorami MHMT oraz położenie na szlaku pomiędzy Sandomierzem i Baranowem Sandomierskim, miejscowościami obleganymi przez turystów. – Przyciągnięcie choćby co dziesiątego turysty odwiedzającego Sandomierz byłoby znaczącą pomocą dla naszych restauratorów i szansą dla firm. To jednak nie stanie się samo, potrzeba mądrych i szybkich działań – dodaje T. Zych. – Jezioro jest wciąż niewykorzystane. Jaką mamy tam infrastrukturę turystyczną? Oprócz mariny – żadnej, tylko tymczasowe budki gastronomiczne i fatalne drogi dojazdowe. Poza tym musimy postawić na popieranie małej i średniej przedsiębiorczości, bo o wielkim przemyśle typu „siarka” musimy zapomnieć. To zamknięta przeszłość – zaznacza D. Bożek.

Nie tylko prowincjonalne dzieje

– Historia Tarnobrzega w naturalny sposób dzieli się na dwa okresy. Zdecydowana większość wydarzeń od lokacji, czyli 1593 r., do 1939 r. w większym lub mniejszym stopniu związana była z rodem Tarnowskich, dziedzicami Dzikowa, założycielami miasta i jego głównymi donatorami – mówi dyrektor MHMT. – Drugi okres dziejów, który otwiera rok 1953, to czas budowania nowego miasta opartego na profitach płynących z rozwoju i funkcjonowania wielkiego przemysłu siarkowego. Była to swoista rewolucja cywilizacyjna – z 5-tysięcznego miasteczka powstało miasto liczące 50 tys. mieszkańców. Całkowicie zmienił się charakter Tarnobrzega. Jego dotychczasowymi mieszkańcami były osoby zasiedziałe tu od pokoleń, kultywujące tradycje. Tymczasem powstanie kopalni siarki przyciągnęło rzeszę ludzi z całej Polski, poszukujących swojej szansy w rozwijającym się w szybkim tempie przemyśle siarkowym. To diametralnie odmieniło oblicze społeczne miasta. Przeszłość Tarnobrzega to jednak nie tylko mała historia prowincjonalnego miasteczka. Przynajmniej kilkakrotnie wkroczył on na karty wielkiej, krajowej historii. Tak się stało w 1734 r., kiedy w listopadzie w Dzikowie doszło do zawiązania się konfederacji dzikowskiej w obronie prawnie obranego na tron polski Stanisława Leszczyńskiego. Drugim bardzo ważnym wydarzeniem była pierwsza koronacja cudownego obrazu Matki Bożej Dzikowskiej w 1904 r. – Było to zwieńczenie kilkuwiekowego, żywego kultu Dzikowskiej Pani, niewątpliwie mającego ogromny wpływ miastotwórczy – zauważa Tadeusz Zych. – Nie można pominąć – choćby z uwagi na obecność w podręcznikach do historii – republiki tarnobrzeskiej z lat 1918–1919, bez względu na jej ocenę, która w moim mniemaniu wypada negatywnie. Kolejna istotna data to rok 1920 i wymarsz ochotników dzikowskich. Podręczniki odnotowują także inną datę – rok 1927 – i ważny dla polityki krajowej zjazd konserwatystów, na którym obecny był Walery Sławek jako przedstawiciel marszałka Józefa Piłsudskiego. – Istotnym, a niestety słabo akcentowanym faktem jest powołanie przez Władysława Jasińskiego tuż po klęsce wrześniowej 1939 jednej z pierwszych organizacji konspiracyjnych, która przetrwała cały okres II wojny światowej – mówi T. Zych. – Wreszcie czas wielkiej siarki i rok 1953, kiedy prof. Stanisław Pawłowski wraz ze swą żoną Katarzyną odkrył pod Tarnobrzegiem ogromne złoża „polskiego złota”. Ostatnie znaczące daty to rok 1975 – powstanie województwa tarnobrzeskiego i rok 1999 – jego likwidacja. I tak Tarnobrzeg znalazł się w gronie miast upadłych, z jednej strony szukających nowej formuły dla swego istnienia i zmagających się z trudną rzeczywistością, z drugiej żyjących wspomnieniami wielkiej przeszłości oraz marzeniami o jej powrocie. A tymczasem, jak mawiają nasi południowi sąsiedzi: „To se ne vrati, pane Havranek” – podsumowuje z uśmiechem dyr. Tadeusz Zych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama