Nowy numer 43/2020 Archiwum

Duchowa kuźnia

Sandomierskie seminarium duchowne w ciągu blisko 200 lat wykształciło ponad 2300 księży. Dziś również jest to miejsce, gdzie dojrzewa kapłańskie powołanie.

Patrząc na Sandomierz z zabytkowej Wieży Opatowskiej, nie sposób nie zauważyć zespołu budynków po dawnym klasztorze sióstr benedyktynek, gdzie od ponad stu lat mieści się seminarium duchowne.

Niełatwe początki

– Obecne seminarium to nie pierwsze tego typu miejsce, które powstało w Sandomierzu. Gdy te tereny należały do rozległej diecezji krakowskiej, ks. Mikołaj Leopoldowicz założył tutaj w 1636 r. uczelnię mającą kształcić kapłanów dla archidiakonatu sandomierskiego. Mieściła się obok Collegium Gostomianum, a jej prowadzenie powierzył zakonowi jezuitów. Po kasacie klasztoru w 1773 r. seminarium przeszło pod opiekę kapituły kolegiackiej i niebawem zostało zamknięte – opowiada ks. Piotr Tylec, historyk. Jak można wyczytać w źródłach, mimo zamknięcia seminarium w domu księży emerytów nadal zamieszkiwała grupa młodzieńców, którzy chcieli się poświęcić stanowi duchownemu. – Była to szkoła na wzór niższego seminarium, jednak główne przygotowanie kandydatów do kapłaństwa w tamtym czasie odbywało się w seminarium w Kielcach. Gdy powstała diecezja, sytuacja się zmieniła. W bulli papieża Piusa VII czytamy zalecenie, aby powstałe diecezje posiadały gmach seminarium i przeznaczyły fundusze na utrzymanie i kształcenie kleryków – dodaje ks. Piotr. Krótkie rządy pierwszego bp. Szczepana Hołowczyca nie przyniosły wypełnienia papieskich zaleceń, choć utworzenia seminarium domagała się kapituła. Założenie i organizacja seminarium spadły więc na barki drugiego z kolei biskupa sandomierskiego Adama Burzyńskiego. – W chwili obejmowania przez niego urzędu sześciu sandomierskich alumnów uczyło się w kieleckim seminarium, którego rektor upominał się o odpowiednie środki na utrzymanie i studia kleryków. Dlatego biskup już na początku 1820 r. zwrócił się do Komisji Rządowej o pozwolenie na organizowanie seminarium i oczekiwał określenia wysokości uposażenia dla kleryków i profesorów. Pierwszym regensem (rektorem) uczelni mianował ks. Klemensa Bąkiewicza, który piastował urząd tylko kilka miesięcy. Rząd zaproponował biskupowi na siedzibę uczelni gmach dawnego kolegium jezuickiego, jednak był on w opłakanym stanie. Jako siedzibę seminarium objęto dom księży emerytów przy ul. Mariackiej, gdzie obecnie znajdują się urzędy kurialne – dodaje ks. Piotr. Uroczyste otwarcie seminarium odbyło się 7 listopada 1820 r. Regensem uczelni został ks. Jan Ratyński, a naukę rozpoczęło 20 alumnów. Pierwszymi profesorami zostali: o. Stefan de Medem, gwardian sandomierskich franciszkanów, ks. Antoni Putiatycki i ks. Maurycy Kuczępa, były cysters z Koprzywnicy.

W klasztornych murach

Młoda diecezja nie miała wystarczającej liczby duchownych. Seminarium dawało nadzieję na nowych kapłanów. I faktycznie, z roku na rok liczba alumnów powiększała się. Przyjęcie i utrzymanie większej liczby kleryków wymagało zgody Komisji Rządowej oraz zapewnienia uposażenia ze strony władz. Rząd zezwolił na 40 studentów, jednak dotychczasowy budynek mógł pomieścić tylko 25. – Warunki mieszkaniowe były, można powiedzieć, spartańskie i prowizoryczne. Często sale sypialne kleryków podczas dnia zamieniano na sale wykładowe, brakowało podstawowego wyposażenia, np. łóżek. Pokoje przeznaczone dla czterech kleryków miały tylko trzy łóżka, jeden spał na sienniku. Z czasem studenci zamieszkali na stancjach w domach prywatnych. W budynku seminaryjnym brakowało kaplicy, sali dla chorych czy miejsca na rekreację. W pierwszych latach nawet wodę noszono z Wisły. Taki stan rzeczy doprowadził do tego, że w 1839 r. wybuchła w seminarium epidemia tyfusu. Dwaj klerycy zmarli, a kilku, jak podają kroniki, „cudem uratowano od śmierci”. To spowodowało, że władze diecezjalne zaczęły usilnie szukać nowego lokum na duchową uczelnię. Pierwsza propozycja pojawiła się od władz, które chciały przekazać budynki po zlikwidowanym dominikańskim klasztorze św. Marii Magdaleny. Jednak ich stan techniczny nie pozwalał na zaadaptowanie do potrzeb uczelni. By zaradzić problemom mieszkaniowym, dobudowano do istniejącego budynku dwie parterowe oficyny. – Jednym z boleśniejszych wydarzeń tego okresu był pożar, który wybuchł w czerwcu 1863 r. Zniszczył dach, poddasze, bibliotekę, salę wykładową i spiżarnię. Był to czas powstania, ale jak podają kroniki, przyczyną pożaru nie były działania bojowe. Gmach odrestaurowano i poszerzono w latach 1863–1867. Po wprowadzeniu przez bp. Antoniego Sotkiewicza 6-letniego cyklu studiów budynek znów okazał się za mały, aby pomieścić kleryków. Biskup przedstawił władzom kilka projektów rozbudowy lub budowy nowego gmachu. Gdy w 1902 r. rząd Królestwa Polskiego na podstawie carskiego ukazu przystąpił do likwidacji klasztoru sandomierskich benedyktynek, władze diecezjalne zaczęły zabiegi o przekazanie tego budynku na cele seminarium – opowiada ks. P. Tylec. Działania administratora diecezji ks. Stanisława Zdzitowieckiego przyniosły skutek i przystąpiono do remontu i adaptacji poklasztornych budynków na potrzeby seminarium. – Całością prac kierował ówczesny regens ks. Marian Ryx, późniejszy biskup. W 1904 r. alumni rozpoczęli rok szkolny już w nowych pomieszczeniach. Zapobiegliwy regens w 1906 r. dobudował kolejne skrzydło, stylem nieodbiegające od reszty gmachu. W kolejnych dziesięcioleciach seminarium było sukcesywnie remontowane i adaptowane do potrzeb życia kleryków i wychowawców – dodaje ks. Piotr.

Szkoła duchowości i charakteru

Funkcjonowanie seminarium, kierunki kształcenia i wychowania oraz codzienne życie kleryków określa regulamin. – Pierwszy taki dokument opracował już na początku istnienia uczelni bp Burzyński. Gdy dziś go czytamy, może wydawać się rygorystyczny. Pobudka o 4.30, potem modlitwy, Msza św. i wykłady. Nie było wspólnego śniadania, o pierwszy posiłek klerycy musieli zatroszczyć się sami. Potem były wykłady i studium. Około południa był obiad. Jak można wyczytać w dokumentach, był on obfity, w niedzielę składał się z 4 dań. Do obiadu podawano podpiwek, gdyż woda nie była najlepszej jakości. Po południu czas był przeznaczony na wykłady i studium własne. Po kolacji były modlitwy i rekreacja. Dzień kończył się około 21.00. Dziś, podobnie jak przed laty, regulamin określa zakres kształcenia i wychowania przyszłych kapłanów – opowiada ks. Piotr. Tylec. Badając akta seminaryjne, można natknąć się także na opis buntu kleryków przeciw przełożonym. Było to w roku 1876 r. Powodem były nieporozumienia ze „zwierzchnością seminarium”. Sprawę badał nie tylko sąd kościelny, ale także gubernator radomski i naczelnik powiatu sandomierskiego. Dwaj klerycy, którzy najbardziej odstępowali od regulaminu, zostali usunięci z seminarium. – Podczas powstania styczniowego regensem był ks. Konstanty Foltański, który należał do organizacji przygotowującej insurekcję. Nie czynił sprzeciwu, gdy kilku alumnów przyłączyło się do oddziałów powstańczych. Niektórzy z nich zginęli podczas walki. Kilku alumnów, za pozwoleniem bp. Mariana Józefa Ryxa, wstąpiło także jako ochotnicy do wojska w 1920 r. Brali oni udział w walkach w wojnie z bolszewikami – opowiada ks. Tylec. Podczas II wojny światowej seminarium sandomierskie jako jedno z niewielu nie zostało zamknięte przez okupanta. Choć w części budynków stacjonowało wojsko, nadal odbywała się formacja kleryków, którzy przybywali tutaj także z innych, zamkniętych seminariów. W czasach komunistycznych wielu kleryków było powoływanych do odbycia zasadniczej służby wojskowej już po rozpoczęciu studiów. Było to celowe działanie reżimu w celu zniechęcenia do kontynuacji nauki w seminarium. – Wielki wpływ na poziom kształcenia i wychowania mają rektorzy, profesorowie, wychowawcy i ojcowie duchowni. Historia seminarium opisuje cały szereg postaci wspaniałych kapłanów, którzy swoją osobowością tworzyli odpowiedni styl i klimat formacji kleryków – podsumowuje ks. Piotr Tylec.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama