Nowy numer 43/2020 Archiwum

Niosą pomoc każdemu

Są zawsze gotowi, by spieszyć na ratunek innym. Dziś nie tylko gaszą pożary, ale przede wszystkim chcą być fachowcami w ratowaniu ludzi.

Patron strażaków, św. Florian, przedstawiany jest najczęściej podczas gaszenia płonącego domu. Dziś zadania strażaków stanowią szeroki zakres działań ratowniczo-gaśniczych (z podkreśleniem tych ratowniczych). Gdy popatrzymy na wykaz akcji, do jakich są wzywani, zobaczymy, że muszą być specjalistami od niemal wszystkiego. Nie tylko gaszą pożary, ale też niosą pomoc ofiarom wypadków drogowych, ratują tonących, pomagają osobom uwięzionym w nietypowych miejscach czy niosą pomoc podczas klęsk żywiołowych.

Nowe wyzwania

Klimontowska jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej to jedna z najstarszych w regionie sandomierskim. Jak wynika z archiwalnych dokumentów, Towarzystwo Straży Ogniowej Ochotniczej powstało w 1910 r., jednak dopiero w 1912 r. straż była w pełni wyposażona i gotowa do działań. Dlatego ten właśnie rok uznaje się za początek historii OSP w Klimontowie. – Stuletnia tradycja zobowiązuje. I choć specyfika działań jednostki zmieniła się diametralnie przez te sto lat, to jednak najważniejsze jest zaangażowanie w służbę i gotowość do niesienia pomocy innym – podkreśla druh Jan Kapusta, komendant OSP w Klimontowie. Jedną z cech wyróżniających tę jednostkę jest specjalizacja w ratownictwie wysokościowym. W 1995 r. decyzją Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej klimontowską jednostkę strażaków ochotników włączono do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego, co wiązało się z utworzeniem trzech sekcji: ratowniczo-gaśniczej, ratownictwa wodnego i ratownictwa drogowego. Kilka lat temu jednostka zadeklarowała kolejną specjalizację w ratownictwie wysokościowym. Każda ze specjalizacji wiąże się z wyposażeniem jednostki we właściwy sprzęt i wyszkoleniem ludzi do niesienia określonej pomocy. – Ktoś może pomyśleć: po co taka specjalizacja na terenie, gdzie nie ma wysokich gór, jaskiń lub miejsc sprzyjających zdarzeniom, które wymagałaby użycia specjalistycznego sprzętu, umiejętności i wiedzy strażaków w zakresie ratownictwa wysokościowego? Życie jednak czasem zaskakuje i coraz więcej jest przypadków, kiedy jesteśmy zadysponowani, aby udzielić pomocy w nietypowych sytuacjach. Niedawno byliśmy wezwani do pomocy przy wydobywaniu osób, które znalazły się w głębokich studniach. Pomagaliśmy również osobie, która pracowała na wysokości przy wycince drzew i została przyciśnięta przez konar. Każde z tych zadań wymagało użycia specjalistycznego sprzętu i naprawdę dużych umiejętności oraz doświadczenia strażaków – dodaje komendant. Dlatego klimontowscy strażacy podjęli starania o odpowiednie wyposażenie i zdobycie umiejętności w tego typu ratownictwie.

Prezent pod choinkę

Jeszcze kilka miesięcy temu jednostka posiadała tylko dwie pary uprzęży i znikome ilości lin oraz innego sprzętu asekuracyjnego. – Mieliśmy tylko podstawowy sprzęt, który nie pozwalał na podejmowanie często niebezpiecznych zadań. W każdej akcji liczy się nie tylko zdrowie i życie poszkodowanego, ale także bezpieczeństwo ratownika. Szukaliśmy okazji, aby taki sprzęt pozyskać. I dostaliśmy go dosłownie pod choinkę. Podczas prowadzonej przez Radio Kielce akcji „Choinka pod choinkę” nasz biskup ordynariusz Krzysztof Nitkiewicz ufundował bożonarodzeniowe drzewko, które miało być zlicytowane, a dochód przeznaczony na zakup sprzętu dla naszej jednostki. Dzięki biskupowi oraz osobom, które nabyły choinkę, dziś dysponujemy fachowym sprzętem do akcji ratowniczych prowadzonych na wysokości – podkreśla Mirosław Kwapiński, prezes OSP Klimontów. W pakiecie strażacy otrzymali specjalne kaski ochronne, uprzęże asekuracyjne, liny i cały osprzęt potrzebny do bezpiecznego przeprowadzania tego typu akcji. – Kilka tygodni temu uczestniczyliśmy także w specjalistycznym szkoleniu na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, gdzie poznawaliśmy zasady niesienia pomocy w ratownictwie wysokościowym. Było to bardzo cenne doświadczenie. Pierwszej nocy musieliśmy odnaleźć i wydobyć osobę uwięzioną głęboko w jaskini. Nie było to łatwe. Trzeba było w ciasnych szczelinach zabezpieczyć osobę poszkodowaną (oczywiście pozoranta), ustabilizować jej funkcje życiowe i wydobyć na powierzchnię, dbając o bezpieczeństwo poszkodowanego i nas, jako ratowników. Każde nasze działanie było obserwowane, oceniane i omawiane później na odprawie. Kolejnym wezwaniem, tej samej nocy szkoleniowej, była pomoc osobie, która próbowała targnąć się na własne życie. Musieliśmy odszukać w ciemnościach tę osobę i udzielić jej pomocy aż do przybycia ratowników medycznych. W kolejnych ćwiczeniach otrzymaliśmy zadanie udzielenia pomocy osobom poszkodowanym podczas wypadków drogowych. Były to bardzo wymagające dni, ale doświadczenie, jakie zdobyliśmy, jest bardzo cenne i teraz czas, abyśmy je przekazali naszym kolegom z jednostki – opowiada Karol Kaczorowski.

Trening czyni mistrza

Mimo że nie zawyła strażacka syrena, do wozu bojowego sprawnie wskakuje kilku klimontowskich strażaków, w tym jedna młoda dziewczyna. Szybki wyjazd, choć bez sygnałów dźwiękowych, tym razem nie do akcji, ale na ćwiczenia. Zadanie: pomoc osobie uwięzionej na dnie głębokiego wąwozu, gdzie nie mogą dotrzeć ratownicy medyczni. Istnieje podejrzenie, że osoba poszkodowana ma uszkodzone kończyny. Po kilku minutach strażacy ochotnicy z Klimontowa są już na miejscu. Szybka ocena sytuacji, pierwsze rozkazy i przygotowanie sprzętu do wykonania zadania. – Poszkodowany znajduje się w miejscu niedostępnym dla ratowników medycznych, dlatego naszym zadaniem jest zorganizowanie stanowiska do podjęcia działań ratowniczych, opuszczenie strażaków, którzy zdiagnozują stan osoby poszkodowanej i podejmą działania, aby bezpiecznie ją wydobyć i przekazać medykom – wyjaśnia komendant Jan Kapusta, kierujący akcją. Strażacy zwinnie rozpakowują sprzęt, tworzą strefę asekuracji i sami zakładają uprzęże, by bezpiecznie zejść do poszkodowanego. Każdy doskonale wie, co ma robić. Nie potrzeba zbędnych słów. Co chwila słychać tylko krótkie meldunki o tym, co już jest gotowe. Ubrani w specjalistyczne uprzęże i asekurowani przez kolegów, do poszkodowanej osoby schodzą druh Tomasz Pacholczyk i Karol Kaczorowski. Jeden jest wyposażony w torbę medyczną, a drugi zabiera deskę ratowniczą, która posłuży do bezpiecznej ewakuacji osoby poszkodowanej. Po kilku minutach od rozpoczęcia akcji już są na dole. Składają szybki meldunek kierującemu akcją i rozpoczynają udzielanie pomocy. – Tutaj pośpiech jest niewskazany. Drobny błąd może okazać się tragiczny w skutkach. Trzeba dobrze rozeznać, jaki jest stan poszkodowanego, zabezpieczyć funkcje życiowe i przygotować do bezpiecznego transportu – podkreśla kierujący akcją druh Jan Kapusta. Po kilkunastu minutach rozpoczyna się najtrudniejszy element akcji, ewakuacja osoby poszkodowanej. Nie jest to łatwe, bo strome ściany wąwozu wymagają odpowiedniego zabezpieczenia transportowanej osoby i wzajemnego ubezpieczania ratowników. – Tutaj musimy zachować duży spokój i rozwagę, bo łatwo o błąd – podkreśla Tomasz Pacholczyk. W tym samym czasie inni strażacy, tzw. asekuranci, czuwają nad bezpieczeństwem całej akcji. To oni przy użyciu odpowiedniego sprzętu i siły własnych rąk opuszczali ratowników, a teraz wyciągają całą grupę. Bardzo dobrze radzi sobie tutaj druhna Joanna i choć to drobna dziewczyna, to jednak koledzy mogą czuć się pewnie. Po chwili osoba poszkodowana jest już w bezpiecznym miejscu. Akcja się kończy. – Oceniam bardzo dobrze dzisiejsze ćwiczenia. Kilku naszych kolegów po raz pierwszy podejmowało takie zadanie, ale radzili sobie bardzo dobrze. Ćwiczenie jest konieczne, aby podczas prawdziwej akcji działać sprawnie i profesjonalnie – dodaje komendant. O konieczności takich ćwiczeń mówią wszyscy uczestnicy akcji. – Strażak musi się uczyć całe życie. Każdy z nas podejmuje różne szkolenia, zdobywając określoną wiedzę w zakresie różnych form ratownictwa. Każda akcja jest inna i wymaga szerokiej wiedzy oraz doświadczenia. By nieść pomoc innym i samemu być bezpiecznym podczas akcji, nie wolno wyłączać myślenia, ale trzeba działać zdecydowanie, profesjonalnie i z rozwagą – podsumowuje druh Paweł Gronek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama