Nowy numer 47/2020 Archiwum

W wodzie i w śnieżycy

To były zawody dla prawdziwych mocarzy. Pięćdziesięciu dwóch zawodników, w tym jedenaście kobiet, zmagało się w trzech konkurencjach, nie zważając na mróz i padający śnieg.

Tym razem pogoda sprzyjała nazwie zawodów. To był prawdziwie zimowy triathlon. Ponad 50 odważnych specjalistów w pływaniu, jeździe na rowerze i bieganiu walczyło po raz jedenasty o triathlonowe mistrzostwo w Sandomierzu. Pomysłodawcą i głównym organizatorem imprezy jest Jacek Łabudzki, sandomierski ambasador sportu i utytułowany biegacz, a na co dzień sandomierski lekarz pediatra.

– Jest to impreza kameralna, która od początku cieszy się dużą popularnością. Wystarczy dodać, że zapisy zawodników trwają w internecie niecałą dobę. Myślę, że przez te jedenaście lat impreza wyrobiła sobie klimat i odpowiedni poziom organizacyjny. Spoglądając na dzisiejszą pogodę, trzeba wspomnieć pierwsze zawody w 2007 r., kiedy przez całą zimę nie było śniegu i mrozu, aż nagle dzień przed zawodami przyszły śnieżyca i znaczny mróz. Podobnie jest i dziś, więc mamy prawdziwie zimowy triathlon – mówił Jacek Łabudzki. Pytany, czy takie dyscypliny są bezpieczne dla zdrowia, podkreślił, że udział wymaga odpowiedniego przygotowania i zachowania rozsądku podczas startu. – Dzisiejsze warunki są trudne i mam nadzieję, że zawodnicy potraktują start bardziej rekreacyjnie niż jako rywalizację sportową. Ważne, aby w tego typu sportach pasja nie stawała się obsesją – dodał Jacek Łabudzki. Triathlon rozpoczął się od pływania na dystansie 500 metrów w Błękitnej Fali. Potem sportowcy musieli pokonać rowerem trasę o długości 11 km, wiodącą z miejskiego stadionu między innymi przez park Piszczele i sandomierskie podwale, na koniec zaś postawiono przed nimi zadanie pokonania biegowej trasy terenowej na dystansie 3,5 kilometra. W tym roku warunki nie były łatwe. Padający od rana śnieg sprawił, że w wielu miejscach trasa była zaśnieżona i oblodzona. Rywalizacja była trudna. Nie obyło się bez kraks. Jazdę na rowerze i bieg utrudniała także minusowa temperatura. – Był to mój trzeci start w zimowych zawodach. Nie było łatwo, zaliczyłem trzy upadki na rowerze, na szczęście nic się nie stało. W wielu miejscach trzeba było biec z rowerem, bo było ślisko i nie dało się jechać, szczególnie na podjazdach – mówił Piotr Drochowski ze Stalowej Woli. – Ja startowałem po raz szósty w sandomierskim triathlonie. Trzeba pochwalić organizatorów za wysoki poziom wydarzenia. Myślę, że każdy taki start to duże wyzwanie, ale i duża radość z ukończenia. To także dobry przykład dla młodych, którzy coraz mniej angażują się w uprawianie sportu. Mam nadzieję, że moi wychowankowie kiedyś pójdą w moje ślady – podkreślał Wiesław Sondej, uczestnik triathlonu, a na co dzień dyrektor Zespołu Szkół im. Jana Pawła II w Sokołowie Małopolskim. – Jest to duże przedsięwzięcie dla nas jako organizatorów. Przygotowania trwają kilka miesięcy, aby zawody odbywały się w warunkach bezpiecznych, a cała impreza przebiegała prawidłowo. Dzisiejsza zimowa aura sprawiła dodatkową trudność zawodnikom, ale są to doświadczeni sportowcy i dobrze dawali sobie radę. Oczywiście nie obyło się bez kilku wywrotek podczas jazdy na rowerze, ale skończyły się bezpiecznie – komentował Paweł Wierzbicki, dyrektor zawodów. Wszyscy uczestnicy rywalizacji otrzymali pamiątkowe medale i dyplomy, a najlepsi dodatkowo nagrody rzeczowe. W klasyfikacji open zwyciężył Marcin Mazurek, drugi był Andrzej Zwierzchowski, a trzecią lokatę zajął Jakub Abramiuk.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama