Nowy numer 47/2020 Archiwum

Tarnobrzeskie trzęsienie ziemi

Zatrzymanie prezydenta Tarnobrzega przez Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzęsło miastem.

Mieszkańcy i pracownicy urzędu miasta są skonsternowani zaistniałą sytuacją. – Czuję się zdezorientowana. Nie wiem, co o tym myśleć. Gdy rozważam ostatnie wydarzenia, zestawiam z innymi wcześniejszymi faktami, dochodzę do naprawdę bardzo dziwnych konkluzji. Mam nadzieję, że sprawa szybko się wyjaśni, zarówno dla dobra samego prezydenta, jak i miasta, które ucierpiało wizerunkowo. Zresztą zaistniała sytuacja może niekorzystnie odbić się na przyszłości Tarnobrzega – zauważa jedna z tarnobrzeżanek, pragnąca zachować anonimowość.

Do „trzęsienia” doszło w środę 21 lutego, kiedy po południu do siedziby urzędu miasta wkroczyło czterech agentów Delegatury CBA w Rzeszowie, by dokonać zatrzymania Grzegorza K. w związku z podejrzeniem przyjęcia przez niego 20 tys. zł. Na zwołanej dzień później konferencji prasowej Jolanta Kociuba, naczelnik Wydziału Edukacji, Promocji i Kultury, oraz Przemysław Rękas, sekretarz miasta, poinformowali, że funkcjonariusze zastali prezydenta, nie – jak podawano – w jego gabinecie, tylko w sekretariacie, w trakcie rozmowy z pracownikami urzędu.

W trakcie przeszukania gabinetu ujawniono pieniądze w kwocie 20 tys. zł. Agenci dokonali również przeszukania pozostałych pomieszczeń, a także przesłuchali najbliższych współpracowników prezydenta, w tym skarbnika miasta.

Jeszcze tego samego dnia Grzegorz K. został przewieziony do Rzeszowa, a następnie do Warszawy, gdzie trafił do Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. W czwartek, jak poinformowano, prokuratura przeprowadziła czynności procesowe, w wyniku których prezydent Tarnobrzega usłyszał zarzut przyjęcia korzyści majątkowej oraz został przesłuchany w charakterze podejrzanego. Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście zdecydował zastosować wobec niego trzymiesięczny areszt tymczasowy jako środek zapobiegawczy.

Grzegorz K. miał przyjąć pieniądze od tarnobrzeskiego inwestora zainteresowanego budową galerii, w zamian za wprowadzenie korzystnych dla niego zmian w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego os. Mokrzyszów w Tarnobrzegu.

Jolanta Kociuba nie ukrywała swego zaskoczenia i niedowierzania podczas konferencji prasowej. – Mówiąc kolokwialnie, nie było za co wziąć łapówki. Decyzja o zmianie w planie nie leżała w gestii prezydenta, tylko radnych, którzy mieli o tym decydować podczas sesji 22 lutego – mówiła pani naczelnik.

Poprawka miała dotyczyć drogi dojazdowej przebiegającej przez środek działki przeznaczonej pod budowę galerii, z której korzystałby tylko jeden użytkownik.

– Ponieważ prezydentowi bardzo zależało na powstaniu galerii, nielogiczne byłoby z jego strony odrzucanie owych poprawek. Wydał zatem decyzję korzystną dla inwestora i takie stanowisko zajmował od początku. Jego wolą było, aby powstały obie planowane galerie – na os. Centrum i os. Mokrzyszów. Od strony formalnej obie strony traktował w ten sam sposób. Można się domyślać, że sytuacja jest zaimprowizowana, ustawiona, zwłaszcza w świetle wcześniejszych obaw prezydenta, który mówił o możliwości prowokacji – mówiła Jolanta Kociuba.

Prezydent obawiał się i spodziewał prowokacji. Taką informację przekazał naczelnikom wydziałów na spotkaniu, które zwołał przed miesiącem. Uczulał, aby zachowali daleko idącą ostrożność. Prosił, by urzędnicy w biurze podawczym wnikliwie przyglądali się dokumentom, otwierali koperty i sprawdzali, co petenci przynoszą do urzędu miasta. Prezydent był bowiem świadomy, że służby przyglądają się jego działaniom i nie ukrywał, że jest w kręgu zainteresowań CBA, zwłaszcza po rozpoczęciu w ubiegłym roku budowy domu. Agencja sprawdzała prawidłowości procedur sprzedaży działek, zaciągnięcia kredytu, dochody żony prezydenta i jego własne oraz stan budowy.

Feralnego dla prezydenta dnia w jego gabinecie przebywali naczelnicy wydziałów, dwaj dyrektorzy oraz jeden radny, którym, jak ujawniła Jolanta Kociuba, był Dariusz Kołek. Nikogo więcej nie przyjął, nie był to bowiem jego oficjalny dzień przyjmowania interesantów.

Grzegorz K. jest prezydentem Tarnobrzega od 2014 r., kiedy jako kandydat bezpartyjny, popierany przez Komitet Wyborczy Wyborców Moje Miasto Tarnobrzeg, pokonał w drugiej turze wyborów Norberta Mastalerza z PO, ówczesnego prezydenta, zdobywając 64 proc. głosów. Przed objęciem rządów w mieście, podczas prezydentury Jana Dziubińskiego, pełnił funkcję naczelnika Wydziału Urbanistyki, Architektury i Budownictwa, później zastępcy kierownika Urzędu Stanu Cywilnego. Pracował też w Straży Miejskiej. Niedawno poinformował, że będzie ubiegać się o reelekcję na fotel włodarza miasta, na którą, w opinii wielu mieszkańców, miał ogromną szansę.

Na ten aspekt zwróciła uwagę także Jolanta Kociuba, twierdząc, że zaistniała sytuacja jest na rękę przeciwnikom Grzegorza K., w tym radnym z klubu Prawa i Sprawiedliwości, z którymi prezydent od stycznia ubiegłego roku pozostaje w ostrym konflikcie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama