Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Biskup z linii frontu

Mieszkańcy parafii, gdzie był proboszczem, wspominają, że po przyjeździe pierwsze kroki kierował do kościoła, a dopiero potem na plebanię. Bliscy wiedzieli, że gdy nie było go w domu, to klęczał przed Najświętszym Sakramentem.

W niełatwym czasie trwania reżimu komunistycznego władze na wszelkie sposoby próbowały podważyć autorytet Kościoła, rozbić jego jedność i zdyskredytować w oczach wiernych. Prowadzona intensywnie inwigilacja księży i biskupów miała na celu skłonienie jak największej liczby duchownych do współpracy ze służbami bezpieczeństwa. W momencie nominacji ks. Piotra Gołębiowskiego na biskupa pomocniczego diecezji sandomierskiej władze miały o nim bardzo mało informacji. Choć wiedziały, że „wykazuje negatywny stosunek do władz państwowych i ustroju”, to jednak oceniły, że „nie będzie to polityk na szerszą i większą skalę”, i „większych szkód politycznych przynosił nie będzie”. Kolejne lata pokazały, że bp Gołębiowski rzeczywiście nie był politykiem, ale pasterzem umiejącym stanąć zdecydowanie w obronie powierzonych sobie wiernych.

Uratowany przez Maryję

Dzieciństwo spędził w Jedlińsku, gdzie się urodził (1902 r.) i wychował. Wielokrotnie już jako biskup podkreślał, że swoje życie zawdzięcza Maryi, której został ofiarowany podczas ciężkiej choroby. Jesienią 1918 r. wraz z czwórką rodzeństwa Piotr zachorował na tyfus, którego epidemia szalała w okolicy. Przyjmując sakrament namaszczenia chorych, na wpół przytomny wzywał w gorączce pomocy Maryi z pobliskiego sanktuarium w Błotnicy. Po odprawionej tam Mszy św. dzieci Gołębiowskich wyzdrowiały. Po latach, dzięki jego staraniom, papież Paweł VI zezwolił na koronację obrazu, przed którym ojciec bp. Gołębiowskiego wybłagał zdrowie dla całej rodziny. – Młody Piotr Gołębiowski swoją edukację szkolną odbywał w Jedlińsku i Radomiu, a w 1919 r. wstąpił do seminarium w Sandomierzu. Można powiedzieć, że związał się wtedy na zawsze ze stolicą naszej diecezji. Po otrzymaniu święceń subdiakonatu w 1923 r. jako jeden z najzdolniejszych studentów, wraz z kolegą Wincentym Granatem, został wysłany na studia do Rzymu. Studiował na Uniwersytecie Gregoriańskim filozofię i teologię. Podczas wakacyjnego pobytu w Polsce przyjął święcenia kapłańskie 12 października 1924 r. w katedrze sandomierskiej z rąk bp. Pawła Kubickiego – opowiada ks. Piotr Tylec. Następnie kontynuował studia w Wiecznym Mieście, wieńcząc je dwoma doktoratami – z filozofii i teologii. Obrona drugiego doktoratu miała wyjątkowy charakter. Ks. Piotr został wybrany jako jeden z najzdolniejszych studentów, aby uczynić to w obecności papieża Piusa XI. Obrona wypadła znakomicie. Wiadomość o młodym księdzu z Sandomierza, który uwieńczył swe studia w obecności papieża, ukazała się w informacjach wielu agencji.

W wirze pracy duszpasterskiej

– Po dwóch tygodniach zgłosił się już w diecezji, gotowy do pracy duszpasterskiej. Po wakacjach został mianowany wikariuszem w sandomierskiej katedrze i notariuszem w kurii. Jego pierwszym proboszczem był ks. Antoni Rewera, późniejszy błogosławiony męczennik z Dachau. W kolejnym roku biskup powierzył mu wykłady z teologii moralnej i apologetyki w seminarium oraz opiekę nad uczniami Niższego Seminarium Duchownego. W kolejnym roku został ojcem duchownym alumnów. Bronił się przed nowymi obowiązkami, tłumacząc się młodym wiekiem. Bp Paweł Kubicki odpowiedział mu wtedy: „z tej wady będziesz się codziennie poprawiał” – dodaje ks. Piotr Tylec. Oprócz zajęć w seminarium ks. Gołębiowski uczył też w Szkole Rolniczej w Mokoszynie. Nie oszczędzał się w pracy. Bardzo przeżył wydarzenia w parafii Mnin w 1935 r., gdzie młody ks. Stanisław Król skłócił parafię i zbuntował przeciw proboszczowi i władzy kościelnej. Ks. Piotr jeździł tam wtedy, aby przekonywać młodego kapłana do zmiany postępowania. Epizod ten będzie bardzo podobny do późniejszej sytuacji, która rozegra się w parafii Wierzbica. Duża odpowiedzialność za kształtowanie duchowości przyszłych kapłanów wyczerpywała młodego ks. Piotra. W 1941 r. pojawiły się u niego objawy depresji. – Lekarskie zalecenia kierowały go na kurację i wskazywały, aby przez najbliższe lata nie wracał do pracy w seminarium. Dlatego bp Lorek zwolnił go ze stanowiska ojca duchownego i dał czas na wypoczynek. Biskup planował mianować go proboszczem w Przybysławicach, jednak wcześniej wynikła potrzeba obsadzenia parafii Baćkowice, którą ks. Piotr Gołębiowski objął 4 września 1941 r.

Z posługą pośród kul

W Baćkowicach przed nowym proboszczem stanęło wiele zadań. Jego poprzednik ks. Romuald Górski był jednym z wybitniejszych księży społeczników. Założył w parafii: Kasę Stefczyka, Spółdzielnię Mleczarską i Rolno-Handlową, które znacząco ją rozwinęły. Nowy proboszcz podjął i kontynuował te zadania. Jednak najcięższe chwile przyszły latem 1944 r., kiedy Armia Czerwona zajęła przyczółek sandomierski, a Baćkowice znalazły się na linii frontu. Wiele domów – a nawet całe miejscowości – było spalonych. W tym trudnym momencie plebania i budynki parafialne stanęły dla parafian otworem, schroniło się tam blisko 200 osób. Jeden z mieszkańców Michał Kot tak wspomina tamte czasy: „Podczas frontu mama była ciężko chora. Zachodziła obawa, że nie dożyje do wieczora, a za dnia strzelanina nie pozwalała przywołać księdza proboszcza z oddalonej o ok. 300 metrów plebanii. Była dopiero godzina druga po południu. Nagle staje w progu ksiądz proboszcz z różańcem w ręku. Był bardzo blady. W jego sutannie zauważyliśmy dziury. Była przestrzelona w kilku miejscach. Przyszedł, bo mały chłopiec powiadomił go o ciężko chorej. Udzieliwszy jej sakramentów św., mimo naszego tłumaczenia, by został do wieczora, postanowił wrócić na plebanię. Wziął różaniec do ręki, przeżegnał się i poszedł. Kilka razy padał na ziemię. Zanim skończyliśmy różaniec, doszedł szczęśliwie”. Kolejny parafianin Stanisław Wrocławski, który był w tamtych czasach ministrantem, we wspomnieniach zapisał: „Żołnierz sowiecki gonił jakiegoś uciekiniera. Rozwścieczony, z bronią w ręku, wpadł na plebanię, rozejrzał się po obecnych i wskazał na mojego ojca, że to ten, który mu uciekł. Wtedy ks. Gołębiowski z całym spokojem i powagą przemówił do niego po rosyjsku, tłumacząc, że ojciec nie opuszczał budynku. Sołdat uspokoił się, z dziwnym zaufaniem spojrzał na księdza proboszcza i wyszedł”. We wrześniu 1944 r. wysiedlono wszystkich z tego rejonu i ks. Piotr zamieszkał na plebanii w Mominie. W styczniu 1945 r. powrócił do zniszczonych Baćkowic. Czasowo zamieszkał nawet w bunkrze. Dodając otuchy powracającym mieszkańcom, zaczął odbudowywać kościół i budynki plebańskie. Jednak szybko, bo już w lipcu 1945 r., biskup mianował go rektorem kościoła Trójcy Świętej w Radomiu, gdzie miał organizować duszpasterstwo ludzi młodych.

Biskup maryjnej nadziei

Po dwóch latach bp Lorek przeniósł go na probostwo do Koprzywnicy i na nowo powierzył funkcję profesora w seminarium. Sandomierski ordynariusz chciał, aby ks. Gołębiowski wrócił do stolicy diecezji. – Powrotowi, który trwał aż siedem miesięcy, towarzyszyła pewna zabawna historia – opowiada ks. Albert Warso. – Otóż parafianie koprzywniccy za wszelką cenę chcieli zatrzymać u siebie proboszcza. W tym celu postanowili kupić samochód i nawet opłacić kierowcę. Ks. Piotr wiedział jednak, że nie jest możliwe łączenie tych dwóch obowiązków i dlatego w 1951 r. ostatecznie zrezygnował z probostwa – dodaje ks. Warso. Po powrocie do Sandomierza objął kilka ważnych stanowisk. W styczniu 1957 r. został kanonikiem penitencjarzem w Kapitule Katedralnej Sandomierskiej. Biskup Lorek widział w nim następcę rektora ks. Szymańskiego. Do tego momentu Urząd Bezpieczeństwa zbytnio nie interesował się ks. Gołębiowskim. I choć uznawano go za wrogo usposobionego do PRL, nie widziano w nim jednak dużego zagrożenia. Wobec postępującej choroby bp. Lorka mianowanie nowego sufragana stawało się konieczne, a nazwisko kanonika Gołębiowskiego coraz częściej wymieniano w gronie kandydatów. Papież Pius XII mianował go 3 czerwca 1957 r. biskupem pomocniczym sandomierskim. Sakrę biskupią otrzymał 2 lipca 1957 r. w sandomierskiej katedrze. Jako zawołanie biskupie obrał słowa: „Maria spes nostra” („Maryja naszą nadzieją”). Po uroczystościach z całym zapałem oddał się pracy w diecezji wspomagając i wyręczając swego schorowanego ordynariusza.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma