Nowy numer 24/2018 Archiwum

Wybrańcy umierają młodo

– Przyjechał do domu na święta z Warszawy, gdzie występował w klubie Polonia. Nikt nie przypuszczał, że wizyta skończy się tragicznie – mówi Marek Freyer.

Święta Bożego Narodzenia 1927 r. w Dzikowie i Tarnobrzegu okryły się żałobnym kirem. W nocy z 20 na 21 grudnia w pożarze zamku Tarnowskich zginęło dziewięć osób. Byli to mieszkańcy obu miejscowości. Ponieśli śmierć podczas ratowania bezcennych pamiątek narodowych i dzieł sztuki zgromadzonych w zamku. Przygniótł ich żelbetowy strop, który zawalił się nad wielką salą.

– Wśród nich był mój stryj Alfred Freyer. Jako jedni z pierwszych wraz z Janiną Kocznerówną ruszyli na pomoc. Stryj zatrzymał się u rodziców, mieszkających w budynku usytuowanym opodal bramy wjazdowej. 18-letnia Janina, uczennica seminarium nauczycielskiego, wynajmowała zaś u nich pokój. Mieli zatem blisko do pałacu – opowiada Marek Freyer. – Przez lata krążyły informacje, że odnaleziono ich trzymających się za ręce. Być może tak było, w końcu znali się i przyjaźnili. Stryjka odnalazł mój tata Bronisław, a zidentyfikował zwęglone ciało dzięki scyzorykowi, który mu sam ofiarował. Informacje o tym pochodzą z listu cioci Matyldy Kowenickiej do brata Artura, w którym pisała: „Znaleźli 3 szkielety, względnie węgle, ale przy Fredka kościach znaleźli scyzoryk i Bronek poznał, że to on”. 26-letni biegacz, wielka nadzieja polskiej lekkoatletyki, zginął u szczytu kariery. Kilka miesięcy później miał reprezentować Polskę na IX Igrzyskach Olimpijskich w Amsterdamie i walczyć o złote medale. Z jego startami wiązano wielkie nadzieje, które miały twarde podstawy. – Alfred urodził się w Dzikowie, dokąd w 1899 r. moi dziadkowie – Karolina i Alfred Freyerowie – przenieśli się z Buczacza, obecnie leżącego w granicach Ukrainy. Dziadek otrzymał bowiem propozycję objęcia posady koniuszego u hrabiego Zdzisława Tarnowskiego. Oprócz stryja urodziło się tu jeszcze czworo dzieci, w tym mój tata, który przyszedł na świat w 1905 r. W opowieściach rodzinnych dziadek jawił się jako osoba bardzo wymagająca, zarówno od siebie, jak i od innych, zdyscyplinowana, punktualna i kierująca się żelazną konsekwencją. Te zasady bardzo mocno wpoił swoim dzieciom. Ponadto był zafascynowany sportem, co również starał się im zaszczepić – mówi pan Marek. – Ciocia Stefania, która mieszkała w Krakowie i zmarła jako ostatnia z rodzeństwa w 2005 r., potrafiła w wieku ponad 80 lat wyskoczyć z ruszającego pociągu, jakby robiła to codziennie. Mimo swych lat nadal była niebywale sprawna fizycznie – opowiada Anna Freyer, żona pana Marka. – Szczególne zamiłowanie do sportu i predyspozycje w tym kierunku mieli Alfred i mój tata, który startował w zawodach konnych, kajakarskich, kolarskich, motocyklowych oraz – naturalnie – w biegach długodystansowych. W 1930 r. zdobył nawet mistrzostwo Polski w maratonie – informuje z dumą pan Marek. – Podobnie jak stryj zginął w tragicznych okolicznościach. Został zamordowany w obozie w Pustkowie 27 maja 1944 r. Trafił tam za działalność w podziemiu. O tym, gdzie i kiedy zginął, dowiedzieliśmy się z mamą długo po wojnie, z akt znajdujących się w Archiwum Państwowym w Rzeszowie. Alfred Freyer zaczął na poważnie zajmować się sportem po wojnie polsko-bolszewickiej (zgłosił się wówczas na ochotnika) i odbyciu służby wojskowej. W 1923 r. zaczął grać w piłkę nożną w barwach Klubu Sportowego Dzikovia. Do zmiany dyscypliny przyczynili się koledzy, którzy namówili go do startu w biegu przełajowym organizowanym przez KS Dzikovia 3 maja 1925 r. Jeszcze w tym samym roku wziął udział w biegu o puchar „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”. Później doszły kolejne zwycięstwa, m.in. na Międzynarodowych Zawodach Lekkoatletycznych AZS, na których pobił rekord kraju, oraz mistrzostwach Polski w Krakowie. Po tych sukcesach w 1925 r. postanowił zmienić klub na Polonię Warszawa i przenieść się do stolicy, gdzie oferowano mu zdecydowanie lepsze warunki treningowe. Efekty pojawiły się szybko. Tylko w 1925 roku 9 razy stawał na najwyższym podium podczas startów w różnych zawodach. Pod koniec następnego roku mógł się poszczycić rekordami Polski na wszystkich długich dystansach, od 3000 m do maratonu. W 1927 r. na 23 starty aż 20 razy zajmował pierwsze miejsce, jeden raz drugie i dwukrotnie trzecie. W sierpniu 1927 r. Freyer rozpoczął przygotowania do olimpiady w Amsterdamie. W rozmowie ze Stanisławem Rotherem z „Przeglądu Sportowego” zapewniał, że przed olimpiadą będzie osiągał: na 5 km – 15,05 min, na 10 km – poniżej 32 minut, a maraton pokona w czasie nie dłuższym niż 2 godz. 35 minut. Plany radykalnie zmieniła tragiczna noc 21 grudnia 1927 r. Muzeum Historyczne Miasta Tarnobrzega przygotowało na zakończenie Roku Alfreda Freyera mocny akcent w postaci wystawy poświęconej rodowi Freyerów, którą można zwiedzać do 31 stycznia 2018 roku.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma