GN 28/2018 Archiwum

Śladami francuskich mistrzów

– Wreszcie mam czas i mogę oddać się swojej największej pasji – wyznaje Jolanta Dąbrowska-Iskra.

W pracowni na piętrze swego domu w Tarnobrzegu, do którego przeprowadziła się z rodziną kilka lat temu, spędza każdą wolną chwilę, malując lub tkając. – Przygoda z malarstwem zaczęła się bardzo wcześnie, bo chyba jeszcze zanim rozpoczęłam naukę w szkole podstawowej. Bardzo lubiłam rysować, malować i z czasem to zamiłowanie zaczęło przybierać coraz konkretniejszą formę – wspomina Jolanta Dąbrowska-Iskra.

– Kończąc podstawówkę, nie miałam żadnych wątpliwości, ani chwili zawahania, że powinnam wybrać szkołę artystyczną. Wybór padł na Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Sędziszowie Małopolskim, które po latach zostało przeniesione do Rzeszowa. – Miałam to szczęście, że szkoła była jeszcze w Sędziszowie, bo z opowieści następnych roczników, uczących się już w Rzeszowie, wynikało, że straciła swój klimat. A ten był niepowtarzalny. Stary budynek, niewielkie sale, wąskie, nieco ciemne korytarze i to coś nieuchwytnego, co dawało jej aurę tchnącą prawdziwą sztuką. I wspaniali profesorowie, wprowadzający atmosferę rodzinnej bliskości. Z niektórymi do dzisiaj utrzymuję stały kontakt, jak np. z prof. Skubiszewską. O tym, że była i jest cudownym człowiekiem i pedagogiem, najlepiej świadczy fakt, iż mimo upływu 40 lat wciąż do niej lgniemy. Po liceum przyszła praca w Fabryce Firanek „Wisan” w Skopaniu i studia w Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Pracę rozpoczęła od stanowiska projektanta wzorów, by dojść do funkcji kierownika Działu Wzornictwa. – Przed laty był to potężny zakład, jeden z największych w Europie, z czasem, po okresie tzw. transformacji gospodarczej, stopniowo malał. Chociaż praca była bardzo absorbująca i nie pozostawiała mi zbyt wiele czasu na największą pasję, to jednak przynosiła również chwile satysfakcji. Jeżdżąc po kraju, zwłaszcza autobusem, i przyglądając się domom stojącym przy drogach, niejeden raz zobaczyłam w oknach firanki z moimi wzorami. Zresztą nawet dzisiaj, chociaż upłynęło już trochę lat, można jeszcze spotkać moje projekty. Niektóre z nich były prawdziwymi hitami, rozchodzącymi się niczym ciepłe bułeczki – uśmiecha się malarka. – Wiele z nich trafiło za granicę, bo znaczna część produkcji szła na eksport. Po wzory firanek, obrusów i serwet opracowane przez panią Jolantę fabryka sięga także dzisiaj, choć zmieniają się gusta i moda. Okazuje się, że jej projekty mają charakter ponadczasowy. Studia na Wydziale Tkaniny i Ubioru w pracowni projektowej dywanów i tkaniny artystycznej prof. Mariusza Kowalskiego i prof. Jolanty Rudzkiej-Habisiak pozwoliły artystce poszerzyć swój warsztat o nowe techniki. – Zaczęłam wykonywać gobeliny i robię to do dzisiaj, ale stanowią one niewielki ułamek mojej twórczości. Obecnie pracuję nad serią tkanin, które wykonuję w swojej autorskiej technice. Będzie je można zobaczyć na wystawie, którą – mam nadzieję – uda mi się zorganizować, gdy powstanie cały cykl – zdradza pani Jolanta. Podczas studiów naturalnie nie mogła nie wybrać pracowni malarstwa prowadzonej przez prof. Andrzeja Gieragę. – Malowanie zawsze sprawiało mi największą przyjemność. Teraz, gdy przeszłam na emeryturę, zyskałam ogromną swobodę twórczą. Nie muszę już myśleć o pracy, obawiać się, że zadzwoni telefon, który wyrwie mnie z mego świata – mówi artystka. – Mogę spokojnie zasiąść przed sztalugami w pracowni na pięterku. Pani Jolanta przez lata ubolewała, że zbyt mało czasu mogła poświęcić malarstwu, przez co nie rozwijała się w kierunku, który ukochała najbardziej. – Nie od dzisiaj wiadomo, że jeśli systematycznie nie ćwiczy się czy to rysunku, czy gry na jakimś instrumencie, to zatraca się niektóre umiejętności, wychodzi się z wprawy. Dla artysty stały kontakt z twórczością i doskonalenie warsztatu są konieczne jak tlen do oddychania – zauważa malarka. – Teraz mam tlen i mogę dać ujście mojemu temperamentowi. Jolanta Dąbrowska-Iskra w swojej twórczości najchętniej sięga po tematy związane z pejzażem, przyrodą. – Przed laty zafascynowali mnie impresjoniści i tak pozostało. Renoir, Monet, Degas to moi mistrzowie. Miałam okazję zobaczyć ich obrazy w paryskim Musée d’Orsay. Niezapomniane przeżycie. Naturalnie mimo całej fascynacji impresjonistami nie staram się bynajmniej malować tak jak oni. Niemniej jednak wpływ ich widzenia jest obecny w moich pracach. Poza tym impresjonistyczny sposób ujęcia tematu pozwala osobie tak niecierpliwej jak ja dać ujście twórczej pasji. Tarnobrzeska artystka wielokrotnie prezentowała swoje prace na wystawach. Obecnie jej obrazy można oglądać na ekspozycji „Nieuchwytne” w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tarnobrzegu.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma