GN 28/2018 Archiwum

Biskup o rozbrajającym uśmiechu

Po dyplomatycznym pacie między rządem a Stolicą Apostolską dotyczącym obsady biskupiej w Sandomierzu, kierowanie diecezją powierzono ks. Janowi Kantemu Lorkowi, który dzielnie stawił czoła niełatwym wyzwaniom.

Postać bp. Jana Kantego Lorka była różnie oceniana. W czasach komunistycznych nazwano go „zdrajcą”, a z racji pochodzenia z Opolszczyzny – „biskupem Niemcem”. Jednak był to pasterz o heroicznej postawie wobec szykan antykościelnej propagandy, zarówno w czasie wojny, jak i po jej zakończeniu. Zarządzał diecezją przez 31 lat w czasie trwania dwóch systemów totalitarnych, które jawnie walczyły z Kościołem. Zanim jednak diecezja otrzymała nowego pasterza, po odejściu do Łodzi bp. Włodzimierza Jasińskiego zaistniał konflikt między Stolicą Apostolską a polskim rządem dotyczący kandydata i nominacji na biskupią stolicę w Sandomierzu.

Pat dyplomatyczny

Na wakującą po bp. Jasińskim katedrę w Sandomierzu papież Pius XI chciał mianować bp. Czesława Sokołowskiego, sufragana z diecezji siedleckiej. – Kandydatura ta nie uzyskała jednak aprobaty rządu i prezydenta Ignacego Mościckiego, który skorzystał z prawa weta, przysługującego mu na mocy przepisów konkordatu z 1925 r. Był to przypadek bez precedensu. Uzasadnieniem weta ze strony władz miały być zarzuty, że bp Sokołowski był zbyt mocno zaangażowany w akcję neounijną i skłonność do konfliktów – wyjaśnia ks. Piotr Tylec, dyrektor Biblioteki Diecezjalnej. Inną przyczyną mogły być błędy dyplomatyczne w relacji między nuncjuszem abp. Francesco Marmaggim a prezydentem, któremu przedstawiono kandydata bez wcześniejszych uzgodnień z kompetentnymi członkami rządu. Pius XI, powiadomiony o sprzeciwie rządu, miał oburzyć się, „że ktoś chce kierować papieżem”. Rozpoczęły się dyplomatyczne negocjacje. Najpierw podjął się ich o. S. Sopruch, prowincjał jezuitów, który proponował rezygnację z kandydatury bp. Sokołowskiego w zamian za rezygnację z przysługującego prezydentowi prawa weta. Kandydatury biskupa bronił zwłaszcza papież, który twierdził, że jej wycofanie byłoby dyshonorem dla Stolicy Apostolskiej. Minister Józef Beck przekazywał jasne stanowisko rządu, że bp Sokołowski nie może być brany pod uwagę przy obsadzaniu stanowiska w jakiejkolwiek diecezji w kraju ze względu na osobisty sprzeciw prezydenta Mościckiego. – Gdy fiaskiem zakończyły się kolejne rozmowy, Stolica Apostolska zdecydowała się na wyznaczenie biskupa administratora diecezji sandomierskiej. Papież 26 kwietnia 1936 r. mianował nim ks. Jana Kantego Lorka ze Zgromadzenia Misjonarzy św. Wincentego à Paulo – dodaje ks. Tylec.

Wytrawny duszpasterz

– Jedną z wielu zalet ks. Lorka, obejmującego administrowanie diecezją, było to, że był praktycznym duszpasterzem. Powołano go z funkcji proboszcza po długim okresie intensywnej pracy w duszpasterstwie. To doświadczenie pozwoliło mu bardzo praktycznie podejść do wielu spraw związanych z zarządzaniem i pasterzowaniem powierzonym mu Kościołem lokalnym – podkreśla ks. Piotr. Przyszły biskup sandomierski urodził się na Śląsku Opolskim 20 października 1886 r. Był to teren Niemiec, choć on sam pochodził z polskiej rodziny, gdzie w domu mówiło się w ojczystym języku. Języka niemieckiego nauczył się w szkole. – Znajomość niemieckiego będzie miała później w czasie okupacji duże znaczenie, gdy bp Lorek osobiście będzie interweniował u władz faszystowskich w sprawach uwięzionych księży, cywili, a nawet Żydów. Pochodzenie z tzw. Ziem Odzyskanych będzie także miało konsekwencje po wojnie, gdy władza komunistyczna zechce zdyskredytować bp. Lorka, nazywając go „biskupem Niemcem” i oskarżając o kolaborację z Niemcami – wyjaśnia ks. Piotr Tylec. Po ukończeniu szkoły powszechnej przyszły biskup uczęszczał do gimnazjum w Strzelcach Wielkich, które po czwartej klasie musiał opuścić ze względu na narodowość. Za radą wuja ks. Jana Broma wstąpił do Małego Seminarium prowadzonego przez Księży Misjonarzy św. Wincentego à Paulo w Krakowie. W 1905 r. został przyjęty do zgromadzenia i odbył pełny cykl studiów seminaryjnych oraz formację zakonną. Święcenia przyjął w 1911 r. w katedrze krakowskiej i zgodnie z tradycją zgromadzenia kontynuował studia w zakresie kaznodziejstwa i praktyki misjonarskiej. – Ważnym etapem w pracy duszpasterskiej ks. Lorka była posługa w zakładzie dla biednych i osieroconych chłopców im. ks. Siemaszki w Krakowie. Najpierw zarządzał domem filialnym w Czernej, a potem całym zakładem. To właśnie dzięki jego zaangażowaniu dom unowocześniono i rozbudowano, tak że mógł pomieścić około 300 podopiecznych. Na początku lat 20. XX w. był mocno zaangażowany w przygotowanie plebiscytu na Górnym Śląsku, za co w okresie rządów nazistowskich nie mógł uczestniczyć w pogrzebie matki, gdyż jego rodzinna parafia pozostawała w granicach Rzeszy – opowiada ks. Piotr. Biografowie podkreślają jego łatwy kontakt z młodzieżą i charakterystyczny rozbrajający uśmiech, który towarzyszył mu także podczas posługi biskupiej. W 1930 r. został przełożonym domu i proboszczem parafii Świętego Krzyża w Warszawie. Tutaj także dał się poznać jako ksiądz oddający całe serce swojej wspólnocie parafialnej. – Odnowił kościół, organizował pielgrzymki na Jasną Górę, letnie kolonie dla dzieci, założył koło Caritas i zaczął wydawać parafialną gazetkę. To nie uszło uwadze kard. Kakowskiego i nuncjusza abp. Marmaggiego, którzy zaproponowali papieżowi jego kandydaturę na administratora w Sandomierzu wobec zaistniałego kryzysu dyplomatycznego – podkreśla ks. Piotr.

Wysoki o łagodnym wyrazie oczu

Pius XI mianował ks. Jana Kantego Lorka administratorem diecezji sandomierskiej 26 kwietnia 1936 r. Biskup nominat sakrę biskupią przyjął 7 czerwca w kościele Świętego Krzyża w Warszawie, tam, gdzie jako proboszcza zastała go papieska nominacja. Do Sandomierza przybył na ingres dwa dni później, tj. 9 czerwca. W chwili objęcia administrowania diecezją miał 50 lat, był jednym z młodszych wśród dotychczasowych zarządców diecezji. – Bardzo ciekawy jest opis ks. Koceniaka, który znał osobiście bp. Lorka. Pisze on tak: „Wysokiego wzrostu 182 cm, dobrej tuszy, o łagodnym wyrazie oczu, miał postać wyróżniającą się urodą. Był urodzonym sangwinikiem, szybko reagował, ale jeszcze szybciej wracał do spokoju i pogody ducha. Nie odznaczał się dobrą pamięcią, chociaż był pojętny i miał duże zrozumienie dla wykorzystywania nowych metod w duszpasterstwie” – przytacza sandomierskiego historyka ks. Tylec. Nowy administrator od razu rozpoczął wizytacje parafii, zmodyfikował translokaty proboszczów, w niektórych wypadkach nie wahał się usunąć ze stanowisk księży zaniedbujących swoje obowiązki. Zalecił budowę Domu Katolickiego, który według zamysłu biskupa miał „służyć prawdzie i godziwej rozrywce”, zainicjował Katolicki Uniwersytet Ludowy w Wąchocku i Instytut Wyższej Kultury Religijnej w Radomiu. – Jedną z cięższych prób dla posługi bp. Lorka okazał się czas II wojny światowej. Na kilka dni przed jej wybuchem wydał zarządzenie, aby księża na wypadek wojny byli przykładem patriotyzmu i poświęcenia dla ojczyzny. Nie opuścił Sandomierza podczas bombardowania w pierwszych dniach wojny. Gdy miejski szpital został uszkodzony przez pociski, kazał przenieść chorych do pobliskiego seminarium. Po uwięzieniu przez wkraczających Niemców 600 mężczyzn z lokalnej inteligencji, ingerował o ich uwolnienie, przeznaczając na to 6 tys. zł, to jest połowę sumy żądanej za uwolnienie internowanych – opowiada ks. Tylec. Wiele troski i interwencji u okupanta wymagały konsekwencje działania oddziału majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Niemcy spacyfikowali 31 wsi i zamordowali 771 osób na terenie parafii w granicach diecezji. Biskup podjął także starania, aby Niemcy zaprzestali urządzania łapanek przed kościołami po niedzielnych nabożeństwach. Z dużą życzliwością przyjmował do diecezji wysiedlonych księży. Łącznie przebywało tu około 150 kapłanów, a w sandomierskim seminarium kontynuowali studia alumni z innych zamkniętych uczelni. W czasie okupacji w Sandomierzu święcenia przyjęło 48 kleryków z obcych diecezji.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma