Nowy numer 43/2020 Archiwum

Geniusz z Krakowa

Stanisław Wyspiański to fenomen nie tylko na skalę polską, ale i europejską.

Profesor Tymon Terlecki w 1995 r. pisał: „Należy głośno i odważnie powiedzieć światu, że Wyspiański to uniwersalny geniusz sztuki, jacy zdarzali się w renesansie, że jest to twórca uprawiający wszystkie gatunki, wszystkie rodzaje sztuki (…). I szczególnie powinno się akcentować, że we wszystkich tych dziedzinach Wyspiański zostawił dowody swej odkrywczej inwencji artystycznej, która sama jedna może starczyć za tytuł do wielkości światowej”. Przykłady owej uniwersalności oraz wszechstronności geniusza spod Wawelu znajdują się na wystawie „Wyspiański”, prezentowanej w Muzeum Regionalnym w Stalowej Woli, którą przygotowała kurator Anna Król.

– Artysta wszechstronnie uzdolniony, niepokorny, postać, która rzeczywiście zrewolucjonizowała rozmaite aspekty sztuki polskiej – zaznaczyła podczas wernisażu wystawy. Wszechstronność Wyspiańskiego podkreśliła poprzez układ ekspozycji skupionej wokół wątków: warsztatu, człowieka, sacrum, japonizmu, antyku, typografii i teatru. Na ekspozycji znalazło się wiele szkiców i studiów. Są te wykonywane do dekoracji kościoła franciszkanów w Krakowie, portrety bliskich, znajomych, a także książki, druki z zachwycającymi, awangardowymi na owe czasy winietami i kartami tytułowymi. Niezwykle cenne są niemal kompletne ilustracje do „Iliady” Homera, które po raz ostatni były udostępnione publiczności 10 lat temu. Wyspiański pracował nad nimi niemal przez rok, począwszy od połowy 1896 r. Zajął się jej zilustrowaniem na prośbę swego przyjaciela Lucjana Rydla, który podjął się tłumaczenia epopei na zlecenie warszawskiego „Tygodnika Ilustrowanego”. Wyspiański, przystępując do pracy, dogłębnie zapoznał się z grecką literaturą i sztuką, przestudiował dzieła poświęcone epoce homeryckiej, w tym opracowania opierające się na ówczesnym stanie wiedzy, czerpanej z odkryć archeologicznych Heinricha Schliemanna. Warto zobaczyć nie tylko portrety, które wyszły spod ręki mistrza, ale i – uznawane za bodaj najlepsze prace malarskie Wyspiańskiego – widoki na kopiec Kościuszki. Historia powstania tego cyklu, który sam artysta opatrzył mianem „Kroniki kilku dni”, jest doskonale udokumentowana m.in. dzięki zapisom malarza czynionym w „Raptularzu”. „Ojcem cyklu”, jak nazwał go Wyspiański, był Feliks Jasieński „Manggha”, znany mecenas i kolekcjoner sztuki, w tym sztuki Dalekiego Wschodu. To on, odwiedzając chorego, uwięzionego w domu malarza zachęcił do uwieczniania widoku rozciągającego się z okien jego pracowni, zwanej Szafirową. W ten sposób od 8 grudnia 1904 r. do 3 lutego następnego roku powstał cykl pasteli „Widok z okna pracowni artysty na kopiec Kościuszki”. Obrazy, powstające w różnych porach dnia, przy zróżnicowanej pogodzie, dokumentowały zmienność światła, koloru, ale także nastroju autora. „A więc: dzień szary, cichy; dzień słoneczny, mroźny; zadymka” – notował Feliks Jasieński. Widok z drugiego piętra kamienicy przy ul. Krowoderskiej, gdzie Wyspiański mieszkał z rodziną, do malarskich z punktu widzenia estetycznego nie należał – droga, nasyp kolejowy, w dali lekko falujące wzgórza, a na jednym z nich – św. Bronisławy – wznoszący się kurhan ku czci Tadeusza Kościuszki. Być może właśnie ów kopiec, jego wymowa ideowa mocno oddziałująca na myślenie autora „Wyzwolenia”, stał się bodźcem do podjęcia cyklu. Był on, obok powstającego wówczas „Veni Creator”, dodatkową wypowiedzią twórcy w kwestii narodowej. W cyklu uwidaczniają się wpływy japonizmu, choć Wyspiański od nich się odżegnywał. Wysoki punkt widzenia, z lotu ptaka, asymetryczna kompozycja, fragmentaryczność przedstawianego motywu, giętka linia i płaska plama barwna to cechy wymownie uwidaczniające wpływy mistrzów japońskiego drzeworytu. Na ekspozycji nie mogło zabraknąć teatru, silnie obecnego w twórczości Wyspiańskiego. Dzięki uprzejmości Archiwum Andrzeja Wajdy w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha oraz Starego Teatru w Krakowie na ekspozycji można obejrzeć ok. 100 różnego rodzaju eksponatów pochodzących z realizowanych przez Wajdę inscenizacji dramatów Wyspiańskiego – „Wesela” i „Nocy listopadowej”, zarówno dla potrzeb krakowskiego teatru, jak i filmu. Obok notatek znalazły się również kostiumy, zaprojektowane przez Krystynę Zachwatowicz, w tym słynny filmowy szal Racheli, a także stroje Pana Młodego i Panny Młodej ze spektaklu z 1991 r., czyli Jana Peszka i Doroty Segdy. Wystawa została przygotowana z okazji 110. rocznicy śmierci Stanisława Wyspiańskiego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama