GN 28/2018 Archiwum

Franciszkańska recepta na życie

Ponad pół wieku temu, mając szesnaście lat pokonała pół Polski po to, aby wstąpić do klasztoru. Każdego dnia jest szczęśliwa, że dobrze odczytała Boże powołanie.

- A co ja tam mam do opowiadania? Od dziecka chciałam być zakonnica i moje marzenie się spełniło i trwa. Wiem, że to dzięki Bogu, który mnie prowadzi a Jego wolę chcę odczytywać każdego dnia – podkreśla s. Monika Bujnowska. Niemal całe jej życie zakonne związane jest z posługą w parafii św. Józefa w Sandomierzu, gdzie poprzez pokorną posługę i cichą modlitwę pokazuje piękno realizacji życia w zakonie.

Wyprawa życia

Sandomierska franciszkanka   Sandomierska franciszkanka ks. Tomasz Lis /Foto Gość Nie jest łatwo nakłonić siostrę Monikę do wspomnień. Wymawia się, że mało co już pamięta, że nic nadzwyczajnego nie ma w jej powołaniu. – Już jako dziewczynka obserwowałam siostry zakonne w naszej parafii w Goniądzu koło Białegostoku, ale nic im nie mówiłam o moim pragnieniu. Podobało mi się jak prowadziły procesje eucharystyczne w niedziele, jak się modliły – opowiada siostra Monika. Jak podkreśla swoje powołanie chyba wymodliła z rodziną, bo codziennie wszyscy wspólnie mówili różaniec. – Gdy skończyłam dziewiątą klasę, bo wtedy były inaczej te klasy w szkole, powiedziałam mamusi, że chcę wstąpić do klasztoru. Miałam wtedy szesnaście lat. A mama na to, że przecież już książki kupiłam do następnej klasy. Odpowiedziałam, że książki zwrócę. I tak się stało. Mama tylko się martwiła czy wytrwam – opowiada siostra.

Zaczęła więc szukać zgromadzenia dla siebie. Pytała proboszcza i bliskich w rodzinie o radę, lecz jakoś nie przychodziło to łatwo. Dopiero jedna z matek zakonnicy, która była u franciszkanek w Sandomierzu poradziła by pojechała właśnie tam. – Ona wytłumaczyła mi jakimi pociągami i autobusami mam jechać, gdzie wysiąść, jak iść by trafić do klasztoru. Trochę się bałam, bo ja nigdzie wcześniej nie jeździłam, ale pragnienie wstąpienia do zakonu było silniejsze – dodaje. Pod koniec sierpnia spakowała małą walizkę, wzięła ciepłą kołdrę i wyruszyła w podróż życia. – Do Białegostoku pojechałam autobusem, jechał ze mną tatuś, który udawał się do lekarza. On poszedł do szpitala a ja na stacje PKP. Trzy godziny czekałam na pociąg do Warszawy. W stolicy kolejne kilka godzin na pociąg do Skarżyska Kamiennej i potem do Sandomierza. Z dworca autobusem trafiłam pod katedrę i tu zobaczyłam moje siostry jak wychodziły ze Mszy św. Poszłam więc za nimi. I tak trafiłam do upragnionego zakonu. Siostra przełożona myślała, że przyjechałam do szkoły, ale ja powiedziałam, że nie lubię się uczyć, za to bardzo chcę być zakonnica. I tak się stało – dodaje z uśmiechem siostra.

Zakonny przepis na życie

Izba pamięci bł. ks. Antoniego Rewery   Izba pamięci bł. ks. Antoniego Rewery ks. Tomasz Lis /Foto Gość Siostra Monika za rok będzie świętować złoty jubileusz ślubów zakonnych. Opowiadając o swoim życiu w zgromadzeniu podkreśla, że jest ono piękne, bo proste i takie o jakim marzyła. – Czuję się szczęśliwa jako siostra zakonna. Tym, co daje mi siłę jest modlitwa. Oczywiście, że czasem przychodzą i ciężkie dni, ale wtedy wracam jeszcze bardziej do modlitwy i zaufania Panu Bogu. Pomodlę się, zawierzę Bogu moje problemy i troski i wszystko się odwraca o 360 stopni. Modlitwa jest lekarstwem na wszystko – podkreśla zakonnica. Podkreśla, że smutne jest to, że dziś wiele młodych osób boi się pójść za głosem zakonnego powołania, gdyż obawiają się trudności i monotonni. – Myślę, że jest to piękne życie, jeśli jesteśmy przekonani, że właśnie tak realizujemy wolę Pana Boga. W naszym życiu Pan Bóg działa przez osoby, wydarzenia, okoliczności i w nich powinniśmy szukać Jego woli, tego co chce nam przekazać. Dziś młodzi oczekują może jakiejś niespotykanej ingerencji Boga i może czują się zawiedzenia jeśli On objawia im swoją wolę w prosty sposób. Piękno życia zakonnego tkwi właśnie w takiej prostocie do której świat nie jest przyzwyczajony. Młodzi powinni uwierzyć, że Pan Bóg chce tylko i jedynie ich dobra. Jeśli słyszą w sercu głos powołania, powinni pójść za nim odważnie i wtedy będą szczęśliwi. Gwarantuję im to, bo ja się nie zawiodłam – tłumaczy siostra. Niemal całe swoje zakonne życie spędziła w Sandomierzu, posługując przy parafii św. Józefa, tam, gdzie pracował ich założyciel ks. Antoni Rewera. Pokazując Izbę Pamięci poświęconą bł. ks. Rewerze, siostra wspomina jak w pierwszych latach pobytu w zgromadzeniu franciszkanek, żyły jeszcze siostry, które osobiście znały założyciela bł. ks. Antoniego Rewers. – Opowiadały jak bardzo był zatroskany, aby ich życie duchowe się rozwijało. Przychodził do nich z konferencjami ascetycznymi i na spotkania formacyjne. Siostry podkreślały, że nieustannie przypominał , aby troszczyły się o innych na wzór franciszkański. Dlatego całe życie uczę się pracy, modlitwy, pomocy innym i jak dobrze żyć na wzór św. Franciszka. Jego recepta na świętość jest ciągle aktualna – dodaje siostra Monika.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma