Nowy numer 3/2021 Archiwum

Małżeńskie Oscary

Pół wieku temu trzy siostry, mieszkanki Ostrowca, w jednym tygodniu tego samego roku wyszły za mąż. Z okazji złotych godów małżeńskich otrzymały prezydenckie medale i specjalną statuetkę od gospodarza miasta.

Tę historię napisało samo życie, choć może się wydawać opowieścią z romansu. Jej reżyserem była miłość, która sprawiła, że ponad pół wieku temu trzy rodzone siostry stanęły na ślubnym kobiercu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wszystko wydarzyło się w jednym tygodniu upalnego sierpnia 1966 r. Jak się okazuje, mimo upływu lat ta miłość ani trochę nie wygasła, lecz promieniuje na całe ich rodziny. – To były spontaniczne decyzje. Wcale nie umawiałyśmy się z siostrami co do daty naszych ślubów. Wszystko dobrze się potoczyło i możemy mówić o małżeńskim szczęściu – podkreśla pani Barbara Warych. Podczas uroczystej gali w Urzędzie Stanu Cywilnego w Ostrowcu Świętokrzyskim z rąk prezydenta miasta Jarosława Górczyńskiego trzy siostry wraz z małżonkami: Barbara i Wiesław Warychowie, Urszula i Stanisław Rycomblowie oraz Ewa i Johannes Schuijlowie otrzymały nadawane przez Prezydenta RP medale „Za długoletnie pożycie małżeńskie”.

Życie pisało te historie

– Swojego przyszłego męża poznałam w Ostrowcu Świętokrzyskim na weselu mojej koleżanki, która wychodziła za jego kolegę – opowiada pani Urszula Rycombel. – Pracowałam wtedy w banku, a Staszek odbywał służbę wojskową. Jego rodzinne korzenie sięgają Wileńszczyzny, gdzie trafił jego ojciec jako wojskowy. Tam poznał przyszłą małżonkę i pozostał na Kresach. Jednak po wojnie powrócili do Ostrowca jako repatrianci. Podczas wspomnianego wesela koleżanki nie poznałam go, bo był bez munduru, a wcześniej widziałam go tylko w takim stroju. Zwrócił moją uwagę, bo był naprawdę przystojny. Po chwili zaprosił mnie do tańca i proszę sobie wyobrazić, że od razu zapytał: „A kiedy będzie nasz ślub?”. Oczywiście roześmiałam się, ale zaczęliśmy się spotykać. Niestety, początkowo nie było to częste, bo Staszek wracał do służby wojskowej, a ja nie tylko pracowałam, ale i grałam w teatrze amatorskim. Jednak codziennie dostawałam od niego kartkę pocztową z życzeniami i miłymi słowami. Jak opowiada, z przyszłym mężem spotykała się przez kolejne kilka lat i ich miłość jeszcze bardziej rozkwitała. – Doszliśmy do wniosku, że chcemy się pobrać. Okazało się, że także starsza siostra Basia planuje ślub. Początkowo nawet chciałyśmy, aby odbyło się to wspólnie, jednak wiele osób mówiło, że to nie przynosi szczęścia. Stanęło więc na tym, że wesele Basi będzie 14 sierpnia, a moje 20 – dodaje pani Urszula. Z kolei pani Barbara swojego przyszłego męża poznała w pracy, na wydziale montowni w ostrowieckiej hucie. – Wiesław przyszedł do pracy po odbyciu służby wojskowej i pracował na tym samym wydziale. Poznaliśmy się przez koleżankę, która pochodziła z tej samej miejscowości co on, z Częstocic koło Szewnej. Ona powiedziała, że to bardzo fajny chłopak. I tak zaczęliśmy się spotykać. Także po kilku latach postanowiliśmy się pobrać – opowiada pani Barbara. – Trafiłem na wspaniałą osobę, którą bardzo pokochałem. Taka miłość to jak szóstka w totolotku. Ja wychowałem się pod duchową opieką ks. Marcina Popiela, ówczesnego proboszcza szewieńskiego, który wspaniale przygotowywał nas, młodych, do dorosłego życia. Jego dobroć, szacunek do każdego człowieka promieniowały na nas. Uczył nas relacji do innych, także do osób, które kochamy. Myślę, że to stanęło u źródeł naszego wspólnego wspaniałego życia małżeńskiego – dodaje pan Wiesław. Historia trzeciej z sióstr, Ewy, potoczyła się trochę inaczej. Na drodze jej życia stanął przystojny Holender Johannes. Poznała go oczywiście w Ostrowcu i jak się okazało, była to miłość od pierwszego wejrzenia. Mama Johannesa była ostrowczanką, która w czasie wojny trafiła do obozu koncentracyjnego, gdzie poznała przyszłego męża. Oboje przeżyli gehennę obozową, pobrali się i osiedli w Holandii. Młody Johannes przyjeżdżał z matką do jej rodzinnego miasta i podczas wakacji w 1966 r. poznał Ewę. – Nasza miłość wybuchła nagle, ale była piękna i silna. Johannes zaczynał służbę w policji królewskiej i musiał wracać do Holandii. Poprosił, żebym z nim pojechała, bo chce ze mną spędzić życie. Nie było to łatwe, bo wtedy były inne czasy i trudno było nawet o paszport. Ale udało się i wyjechaliśmy, a w sierpniu pobraliśmy się. Było to 17 sierpnia, kilka dni po ślubie jednej siostry i jak się okazało, kilka dni przed ślubem kolejnej – opowiada pani Ewa. Oczywiście każda z sióstr miała własne wesele. – Nie były one tak wystawne jak dziś. Tutaj, w Ostrowcu, rodzice przygotowali przyjęcia dla najbliższej rodziny i znajomych. Odbyły się one w naszym rodzinnym domu, bo taka była tradycja. Podobnie było także u Ewy, choć nikt z naszej rodziny nie mógł uczestniczyć w jej weselu ze względu na trudności z wyjazdem z kraju. Za to jubileuszowe wesele zrobiłyśmy wspólne tutaj, w Ostrowcu, i zgromadziło ono całe nasze rodziny – podkreśla pani Barbara.

Wspólny jubileusz

Jak opowiadają jubilaci, codzienność małżeńskiego życia wcale nie obsypała kurzem ich miłości. Nie brakowało także trudnych dni we wspólnym życiu, jednak każde z nich podaje podobną receptę na udane małżeństwo. – Najważniejsze jest pielęgnowanie miłości, nie wolno pozwolić, by poszarzała. Kolejna tajemnica to wzajemne zrozumienie i wybaczanie nawet najdrobniejszych przewinień. Oczywiście, że nie da się bezstresowo i bez kłopotów przeżyć małżeństwa, ale jeśli nauczymy się sobie wzajemnie przebaczać, to jest to duży sukces i prognoza na dobre wspólne życie – podpowiada pani Barbara. – Jest czymś oczywistym, że potrzebny jest także wzajemny szacunek, tolerancja wobec własnych charakterów i duża wzajemna opiekuńczość. Wraz z małżeństwem dojrzewa także miłość. Najpierw jest fascynacja, słynne motyle w brzuchu, potem przychodzą na świat dzieci i dochodzi miłość rodzicielska, która nie może zamazać tej małżeńskiej. Potrzeba także wzajemnego dopasowania charakterów, kompromisu i tolerancji, by słabe strony nie przygaszały miłości. Trzeba odnawiać nieustannie tę miłość i nie pozwalać, aby jej przybywało lat tak jak nam – dodaje z uśmiechem pani Urszula. – Nie tylko nasze śluby odbyły się w jednym czasie, ale proszę sobie wyobrazić, że także nasze dzieci przychodziły na świat w tych samych latach – dodaje pani Barbara. U państwa Rycomblów, jako pierworodny przyszedł na świat syn Piotr, w tym samym roku w rodzinie Warychów także urodził się syn – Paweł. Po sześciu latach siostry znów mogły się cieszyć z daru macierzyństwa. Tym razem u Basi na świat przyszła córka Marta, a u Urszuli kolejny syn Tomasz. W Holandii pani Ewa wraz z Johannesem doczekała się dwojga pociech – córki Sylwii i syna Edwina. Na wspólnych złotych godach spotkały się całe rodziny trzech sióstr, by wspólnie świętować małżeńskie jubileusze. – Wszyscy już jesteśmy szczęśliwymi dziadkami i czekamy na prawnuki. Podczas jubileuszowego przyjęcia szczególnie miło było popatrzeć na spotkanie naszych wnucząt. Ci z Polski nie znali tych z Holandii. To właśnie od wnucząt dostaliśmy wspólne zdjęcie trzech sióstr ze ślubnego kobierca – dodaje pani Barbara. Także w ostrowieckim Urzędzie Stanu Cywilnego siostry świętowały wspólnie. – Poprosiłyśmy prezydenta miasta, aby w naszym jubileuszu mogła uczestniczyć także trzecia siostra z Holandii, która przez lata bardzo mocno angażowała się w pomoc dla miejscowych szpitali i domów troszczących się o osoby potrzebujące. Oczywiście pan prezydent się zgodził i przygotowano wspaniałą uroczystość. Otrzymaliśmy medale od prezydenta Andrzeja Dudy i wspaniałe statuetki od pana Jarosława Górczyńskiego, prezydenta naszego miasta. Wspólnie nazwaliśmy je małżeńskimi Oscarami – dodaje z uśmiechem pani Urszula. – Nigdy nie spotkałem się z taką sytuacją, aby jednego dnia tak piękny jubileusz obchodziły trzy rodzone siostry – podkreślał prezydent Jarosław Górczyński. – To wyjątkowe chwile, celebrujmy je z należytym pietyzmem. Pozwalają one docenić ludzką miłość realizowaną w konkretnej rodzinie. Takie osoby stają się pięknymi przykładami tego, że miłość może trwać niezmiennie pomimo pięknych i trudnych chwil w życiu. Jest to szczególnie ważne w tych czasach, kiedy wiele małżeństw się rozpada, a w naszym mieście dotyczy to niestety znacznej części zawieranych związków – podkreślał Jarosław Górczyński.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama