Nowy numer 49/2020 Archiwum

Przepustka do nieba

– Wszystko musiało być prawdziwe, nie udawane. Masło było naprawdę wyrabiane w maśniczce, groch rzeczywiście łuskany, a uroki odczyniane. I w tej autentyczności należy szukać sukcesu Lasowiaczek – stwierdza Dorota Kozioł.

Bose aktorki

– Lasowiacki strój jest niezwykle skromny i my w takim występujemy od samego początku – wyjaśnia Barbara Sroczyńska, instruktorka w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury w Baranowie Sandomierskim, przy którym zespół działa od 1987 r. – Tu nie ma żadnych cekinów, koralików, mieniących się wieloma barwami. Tylko zwykłe białe płótno ozdobione jednokolorowym haftem. Pierwsze stroje projektowała razem ze wzorami haftów Maria Kozłowa, opierając się na zapamiętanych lub zachowanych wzorcach. I tak pozostało. Stroje, w których występują członkowie zespołu są niezwykle wierną kopią dawnej odzieży noszonej przez mieszkańców wsi położonych w widłach Wisły i Sanu, zwanych powszechnie Lasowiakami. – Te stroje, które mamy na sobie szyła babcia Hanka. Wiele z nich sama też wyszywała korzystając z wzorników pozostawionych przez Marię Kozłową – mówi Barbara Sroczyńska. – Ja swój wyszywałam sama – wtrąca Kazimiera Malinowska. – Jak widać, hafty są podobne, kolorystyka również, gdyż obowiązywały trzy kolory: czarny dla wdów, brązowy dla mężatek, czerwony zaś dla panienek. – To ja niezmiennie od 40 lat robię za panienkę – śmieje się Zofia Wydro. – Tak przywiązałam się do tych czerwonych wzorków, że nie widzę siebie w innych. Lasowiacki strój był niejako odbiciem skromnych warunków życia mieszkańców regionu. – To był bardzo biedny teren. Tu nie jadało się mięsa, tylko ziemniaki, kapustę, kaszę, groch. Zamiast skórzanych butów nosiło się robione ręcznie drewniaki, a gdy było w miarę ciepło, to ludzie chodzili boso – opowiada Dorota Kozioł, córka Marii Kozłowej, regionalistka, pisarka, malarka i dziennikarka. – Kiedy wychodzimy na scenę w Bukowinie Tatrzańskiej, podczas Sabałowych Bajań, to od lat słyszymy tę samą zapowiedź: „A teraz Lasowiaczki w swoich tradycyjnych strojach i tradycyjnym obuwiu, czyli… na bosaka” – mówi z uśmiechem Zofia Wydro.

Baby zakładają zespół

Po unicestwieniu Machowa, który musiał zniknąć, bo kopalnia siarki eksploatowała kolejne złoża surowca, jego mieszkańcy rozsypali się nie tylko po Polsce, ale również po świecie. Maria Kozłowa, córka Wojciecha Wiącka, posła do parlamentu wiedeńskiego i senatora II Rzeczypospolitej, trafiła w 1970 r. do Baranowa Sandomierskiego. – Mamie bardzo brakowało kontaktu ze sceną, występów, spotkań z ludźmi. Był to dla niej bardzo ciężki czas. Przyjeżdżał do niej Józek Myjak, prosząc o jakieś teksty, wiersze, czy inne materiały – wspomina Dorota Kozioł. – Podczas jednej z takich wizyt powiedział mamie, że w Wojewódzkim Domu Kultury w Tarnobrzegu organizowany jest  XII Wojewódzki Karnawał Kultury. I to był impuls, który pchnął mamę do działania. Maria Kozłowa zwróciła się z prośbą do Anny Rzeszut, swojej sąsiadki, by rozeznała, czy znajdą się kobiety chętne do występu. Babcia Hanka, jak od lat nazywana jest – zresztą na jej prośbę – Anna Rzeszut, pracowała wówczas jako inseminator. Jeździła po wioskach, znała wiele osób i miała dobre rozeznanie. – Kiedyś, przejeżdżając na swoim simsonie koło mojego domu, krzyknęła: „Ty, Ciejkowa, dobrze śpiewasz. Przyjdź do mnie, bo zakładamy zespół” – opowiada Zofia Wydro. – Powiedziałam o tym mężowi, a ten skwitował to krótko: „O, baby jakiś cyrk zakładają”. Jak się okazało, ów „cyrk” zachwycił publiczność w 1976 r., która nie chciała występujących puścić ze sceny. I tak zaczęła się wielka przygoda Lasowiaczek, trwająca do dzisiaj. Program zaprezentowany przez mieszkanki Baranowa Sandomierskiego i okolicznych miejscowości był bowiem czymś zupełnie nowym, odkrywczym. Scenariusz widowiska „Gusła lasowiackie” napisała Maria Kozłowa, zawierając w nim dawne wierzenia i ludowe praktyki magiczne. – Najpierw z widowni było słychać „ha, ha, ha”, a potem nastąpiła cisza i konsternacja: co też to dzieje się na scenie? – opowiada Dorota Kozioł. – Wszystko było niezwykle autentyczne. Te kobiety zachowywały się tak, jakby to nie była gra, ale prawdziwe życie. Wśród występujących była również Katarzyna Pańczyk, siostra założycielki zespołu. Pani Katarzyna miała małą „skazę” – nie potrafiła czegoś udawać. Jeśli miała wyrabiać masło, to w maśniczce musiała być śmietana, którą przywoziła ze sobą w słoiku. – Nie potrafiła udawać. Jak jej wlali kiedyś wodę, to siedziała i nic – wspomina z uśmiechem Dorota Kozioł. Owa autentyczność szokowała, gdyż nikt czegoś takiego wcześniej nie widział. Czary, gusła, uroki znane były tylko z literatury, ewentualnie filmów, nikt nie widział ich „na żywo”. A tu tymczasem można było zobaczyć obcinanie kołtuna dwoma kamieniami, przeganianie płaczek, wytycz, czyli nastawianie zwichniętej nogi itp. To było prawdziwe novum i w dodatku te skromne, proste stroje i bose stopy! Pierwszy skład zespołu tworzyły: Maria Kozłowa, Anna Rzeszut, Katarzyna Pańczyk, Zofia Wydro, Alina Ciejka, Stefania Gorczyca, Janina Wolak i Jerzy Ciejka.

Pasmo sukcesów

W regionie, zwłaszcza na Podkarpaciu, w Świętokrzyskiem chyba nie ma osoby, która nie znałaby Lasowiaczek. Zespół bowiem nie tylko chętnie bierze udział w różnego rodzaju imprezach, ale również prowadzi warsztaty dla szkół, przybliżając zwyczaje związane ze świętami, ludowymi zwyczajami. Członkinie zespołu uczą też wyszywania, robienia okolicznościowych, tradycyjnych ozdób oraz gwary lasowiackiej, która odeszła do lamusa. Jednak zawojowały nie tylko swój region. Ponad 30 lat temu podbiły harde góralskie serca. – Jesteśmy jedynymi babami, które mają prawo wejść na scenę podczas pasowania na zbójnika, które odbywa się podczas Sabałowej Nocy, kończącej Festiwal Folkloru Polskiego „Sabałowe Bajania” Konkurs Gawędziarzy, Instrumentalistów, Śpiewaków, Drużbów i Starostów Weselnych, organizowany od 1967 r. przez Dom Ludowy w Bukowinie Tatrzańskiej – mówi Barbara Sroczyńska. To któraś z Lasowiaczek ma przywilej przewiezienia na pomiotle świeżo upieczonych zbójników. Parę tygodni temu babcia Hanka objechała scenę w Bukowinie Tatrzańskiej razem z braćmi Łukaszem i Pawłem Golcami. Ale na swojej miotle woziła także m.in. Donalda Tuska. – To było podczas Sabałowych Bajań w 2005 r., kiedy startował w wyborach prezydenckich – wspomina Anna Rzeszut. – Podczas pasowania na zbójnika musiał przelecieć się na miotle. Jak go pchnęłam, to biedak upadł i przejechał całą scenę na rękach. Chyba przesadziłam! W Sabałowych Bajaniach członkinie i członkowie zespołu zdobyli wszystkie nagrody i wyróżnienia, jakie tylko są tam przyznawane. Nie inaczej było w tym roku. Szczególną radość sprawiła Spinka, czyli pierwsza nagroda dla 16-letniej Aleksandry Solarskiej w kategorii solistów młodzieżowych. Jej babcia zaś – Zofia Wydro tym razem zdecydowała się za namową Barbary Sroczyńskiej na strat w kategorii gawędy. I jak zwykle nie obyło się bez nagrody. Wyróżnienie otrzymali również pani Barbara oraz Karol Bator. – Niedługo zabraknie nam miejsc na ścianach na wieszanie kolejnych Spinek, dyplomów – żartują Lasowiaczki. A przecież nie tylko w Sabałowych Bajaniach uczestniczą. Laury zdobywają również na innych uznanych imprezach, jak np. Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą, Ogólnopolski Festiwal Folkloru i Sztuki Ludowej w Płocku. Teraz liczą po cichu, że znajdą się pieniądze na wyjazd do Szczecina, gdzie w początkach września odbędzie się festiwal folklorystyczny. Burmistrz, starosta, a nawet marszałek obiecali pomoc. Zespół i jego członkinie są laureatami niezwykle prestiżowego odznaczenia – Nagrody im. Oskara Kolberga. Prawdziwą multimedalistką jest Anna Rzeszut, która ma na swoim koncie już blisko dwieście medali, nagród zdobywanych podczas festiwali, konkursów oraz przyznawanych przez różnego rodzaju instytucje.

Jak w rodzinie

– Jesteśmy jak jedna rodzina, która kocha się, ale potrafi też porządnie się pokłócić i to tak, że drzazgi lecą – mówi ze śmiechem Barbara Sroczyńska. – Ale to na chwilę. A mówiąc, że jesteśmy rodziną, nie przesadzam. Oprócz nas, gdy tylko jest taka potrzeba, w widowiskach występują członkowie naszych rodzin – mężowie, dzieci, wnuki. Na scenie można powiedzieć wychowały się dzieci pani Zofii, która brała swe pociechy, bo nie miała ich z kim zostawić. Swoją szóstkę zabiera teraz Ewa Ziętek, która zaczynała swoją karierę w zespole jeszcze jako panna, występując wspólnie z przyszłym mężem, wówczas narzeczonym. – Graliśmy Maryję i Józefa w obrzędzie nocy wigilijnej – wyjaśnia Ewa Ziętek. Obecnie trzon zespołu tworzą: Anna Rzeszut, Zofia Wydro, Barbara Sroczyńska, Kazimiera Malinowska, Józefa Marzec oraz Ewa Ziętek, Karol Bator, Jadwiga Malinowska i Agata Rzeszut. – Udział w zespole to jest wspaniała odskocznia od zwykłego, codziennego życia – podkreśla Józefa Marzec. – Owszem kosztuje nas to sporo sił, wyrzeczeń, bo nic samo nie przychodzi, ale warto – stwierdza Ewa Ziętek.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama