Nowy numer 32/2020 Archiwum

Dobrzy samarytanie

W każdy wtorek przed parafialnym punktem Caritas przy parafii św. Jana Chrzciciela w Janowie Lubelskim ustawia się długa kolejka. Czasami nawet 150 osób. Czekają na cotygodniową żywnościową rację, bez której niektórzy z pewnością nie związaliby koŃca z końcem.

Nasz punkt wydaje sporo żywności, szczególnie przed świętami. Artykuły spożywcze są darowane przez sklepy i piekarnie. Wydajemy także odzież, którą przynoszą osoby prywatne. Pozyskujemy też pieniądze, głównie ze skarbonki św. Antoniego i z wielkopostnej jałmużny oraz sprzedaży baranków i świec. W ten sposób możemy na przykład dofinansować wyjazd na wakacje lub ferie dzieci z rodzin biednych lub wielodzietnych – mówi ks. Jacek Staszak, proboszcz parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Janowie Lubelskim. Dobre samarytanki to cztery sympatyczne emerytki, które swój wolny czas poświęcają na pomoc najuboższym mieszkańcom Janowa Lubelskiego i okolic. Najdłużej, bo 15 lat, udziela się Helena Krzak. Ona też wciągnęła do pracy w punkcie Caritas trzy swoje koleżanki: Helenę Sowę, Bożenę Błaszkiewicz i Stanisławę Zarańską.

– Dary wydajemy od ósmej. Przychodzą ludzie w różnym wieku. Przeważnie starsi. Dobrze ich wszystkich znamy. Wcześniej odwiedzałyśmy ich w domach. Patrzyłyśmy, jak żyją. A żyje im się ciężko. Mamy na przykład pod opieką rodzinę z ośmiorgiem dzieci. Po pomoc przychodzą osoby nie tylko z Janowa, ale też z Białej, Zdziłowic, a nawet Wierzchowisk czy Potoka – mówi Helena Krzak. – Najczęściej rozdajemy makarony, oleje, pieczywo, konserwy i cukier. Zimą potrzeby są większe. Wydajemy również odzież i przybory szkolne – dodaje Helena Sowa. – Nie wszyscy są wdzięczni. Niektórzy twierdzą, że wszystko im się należy. Czasami trafiają się pijani. Ale ks. Waldemar Olech powtarza nam, że to też są ludzie i trzeba pomóc – wtrąca Bożena Błaszkiewicz. Jest wpół do dziesiątej rano. Przed Warsztatami Terapii Zajęciowej w Janowie Lubelskim, prowadzonymi przez Caritas Diecezji Sandomierskiej, zatrzymuje się kolejny czerwony bus. Wysiadają z niego uśmiechnięci uczestnicy warsztatów. Przyjechali na zajęcia, które są dla nich odskocznią do normalnego życia. Miłosierną rękę do prawie 45 lżej lub ciężej upośledzonych mieszkańców janowskiego powiatu wyciągnęli instruktorzy, psychologowie i pielęgniarki, którzy dbają o ich wszechstronny rozwój. Uczestnicy mają od 19 do ponad 60 lat. – Warsztaty prowadzimy od listopada 2008 roku. Pierwsi uczestnicy pojawiają się już o ósmej. Przebywają u nas do około piętnastej. Idea jest taka, by nauczyć ich jakiegoś zawodu oraz umiejętności radzenia sobie z podstawowymi codziennymi obowiązkami, zintegrować z innymi uczestnikami. Temu służą nasze pracownie, w tym komputerowa, fryzjerska, teatralno-muzyczna, gospodarstwa domowego, wikliniarska, stolarska, rękodzieła czy hafciarsko-krawiecka – wymienia ks. Waldemar Olech, kierownik Warsztatów Terapii Zajęciowej w Janowie Lubelskim. W pracowniach ruch jak w ulu. Najwięcej osób jest w kuchni. Przy dużych stolach zasiadają zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Wraz z dwiema instruktorkami obmyślają menu na dziś. Uczestnicy warsztatów otrzymują bowiem również gorący posiłek. – Dziś będzie zupa pomidorowa z ryżem i kompot z jabłek. Gotujemy dla trzech grup – śmiało mówi Andżelika, pochylona nad zeszytem z przepisami. Nikt nie próżnuje także w pracowni komputerowej, gdzie pan Krzysztof robi laurki na św. Walentego, ani też we fryzjerskiej, gdzie powstają fryzury na karnawał. W pracowni wikliniarskiej akurat wyplatane są wianki. – Wianki robiłem już wczoraj. Nie zeszło mi dłużej niż dwie godziny. Nie jest łatwo – mówi Krzyś. Ksiądz Waldemar Olech marzy o rozbudowie warsztatów, gdyż wtedy więcej osób mogłoby z nich skorzystać. Jest to jednak melodia przyszłości, bo w grę wchodzą duże pieniądze.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama