Nowy numer 31/2020 Archiwum

Ludzi kochaj jak braci

Historia. Kto z nas nie pamięta z dzieciństwa wierszyka o chorym kotku, którego odwiedził pan doktor? Chyba nie ma takiej osoby. Ale ilu z nas wie, kto go napisał? Z tym troszkę gorzej. Tymczasem autor pochodzi z naszego regionu.

Postać Stanisława Jachowicza mają przypomnieć obchody związane z 220. rocznicą jego urodzin. Przygotowało je m.in. Gimnazjum nr 1 w Tarnobrzegu. – Cieszymy się, że obecny rok będzie obchodzony pod znakiem Stanisława Jachowicza nie tylko w naszej szkole, ale również w całym mieście – mówi dyrektor placówki Jolanta Mudzik. – Złożyliśmy w Urzędzie Miasta stosowną propozycję, by rok 2016 poświęcony został poecie z Dzikowa. Z inicjatywą tą wyszły moje koleżanki, polonistki, mocno zaangażowane w działalność o charakterze charytatywnym. Swą empatią i podejściem do innych osób zarażają naszych uczniów i to w ogromnej mierze dzięki nim tak prężnie funkcjonuje u nas wolontariat. Staramy się bowiem być wiernymi dziełu naszego patrona. Ten rok chcemy poświęcić przede wszystkim na przybliżenie wiedzy o Stanisławie Jachowiczu. Pokazać go nie jako poetę, bo ta strona jego aktywności jest znana, ale jako filantropa bezgranicznie oddanego dzieciom pokrzywdzonym przez los.

Testament ojca

– To był człowiek o ofiarnym sercu, o czym niestety się zapomina – podkreśla Aleksandra Janas, biografka poety, kustosz Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega. – Wrażliwość na los innych, chęć niesienia pomocy wyniósł z rodzinnego domu. Jego ojciec Wojciech prowadził swoisty dziennik „Silva rerum”, w którym znalazła się życiowa instrukcja, będąca wyrazem jego przekonań oraz atmosfery domowej. Religijność, moralność, pracowitość i szacunek do nauki były stawiane na pierwszym miejscu. Wojciech Jachowicz swoje nauki przypominał w liście skierowanym do starszego syna Józefa, zalecając mu przykładanie się do nauki i uczciwość. Kiedy stan zdrowia ojca zaczął być coraz bardziej niepokojący, spisał zalecenia także dla młodszego syna, małego Stasia. „Być dobrym na wzór dobroci Boga nie tylko jest prawdziwy sposób Jemu się przypodobania, ale nadto jedyny środek zostania szczęśliwym. Ludzi wszystkich kochaj jak braci, nie mów: to Żyd, to poganin, ale mów na każdego: to człowiek. (…) Kochaj pracę. Praca bogaci. Praca pociesza (…), praca umacnia ciało” – pisał w swym etycznym testamencie. Całym przyszłym życiem Staś pokazał, że choć ojca nie pamiętał (przyszły pisarz w chwili śmierci Wojciecha Jachowicza miał zaledwie 4 lata), to jego duchowy testament wziął sobie do serca. – Stanisław Jachowicz przyszedł na świat w starej szlacheckiej rodzinie pieczętującej się herbem Dąb – opowiada Aleksandra Janas. – Jego pradziadek Jan Aleksander, dziadek Kazimierz i ojciec Wojciech cieszyli się dużym poważaniem wśród szlacheckiej braci. Wojciech odebrał staranne jak na owe czasy wychowanie i do wykształcenia swoich synów także przywiązywał ogromną wagę. Wojciech Jachowicz swój los związał z rodziną właścicieli Dzikowa, obejmując u hrabiego Jana Jacka Tarnowskiego posadę rządcy oraz doradcy prawnego. Po ślubie z Wiktorią Dobrzańską otrzymał od niego dworek z budynkami gospodarczymi, położony nieopodal klasztoru ojców dominikanów. – Pan Wojciech był bardzo mądrym, poważanym przez hr. Tarnowskiego człowiekiem, uczestnikiem dysput często goszczonym na dzikowskim zamku – zauważa Aleksandra Janas.

Patriota i bajkopisarz

Pierwszą nauczycielką przyszłego poety była jego matka. Wpoiła mu zasady zgodne z testamentem ojca, wzbogacone o wrażliwość na los innego człowieka. Do szkoły młody Stanisław trafił w 1805 r. Była to niższa szkoła obwodowa w Rzeszowie, w której uczył się do 1808 r. Nieznane są jego losy do 1812 r., do czasu podjęcia nauki w gimnazjum w Stanisławowie, które ukończył w 1813 r. Po wielu wahaniach zdecydował się kontynuować edukację na Wydziale Filozoficznym Liceum Lwowskiego, pełniącego wówczas funkcję uniwersytetu. – Tu rozpoczęła się literacka i patriotyczna działalność młodego Jachowicza. W roku 1816 w pierwszym numerze „Pamiętnika Lwowskiego” ukazały się przekłady utworów Lessinga. Na jego łamach zamieścił też pierwsze wiersze i bajki – mówi A. Janas. We Lwowie pokazał się również jako działacz, powołując wspólnie z kolegami Towarzystwo Ćwiczącej się Młodzieży w Literaturze Ojczystej. – W trakcie zbierania materiałów do II tomu „Tarnobrzeskich śladów” ruszyłem śladem Stanisława Jachowicza – mówi Piotr Duma, historyk, regionalista, pisarz, nauczyciel w tarnobrzeskim Gimnazjum nr 3. – Wybrałem się do stolicy, gdyż tam zachowało się najwięcej miejsc z nim związanych. Ale również wiele zniknęło. Po ukończeniu studiów za namową przyjaciela Jachowicz postanowił wyjechać do Warszawy i tam szukać pracy. Początkowo zatrudnił się jako urzędnik, ale to edukacja stała się jego powołaniem, które odkrył, podejmując pracę na prywatnej pensji Zuzanny Wilczyńskiej. Lata 20. XIX w. to dla niego czas sukcesów, ale i osobistych tragedii. W 1825 r. zmarła jego ukochana żona Salomea Jabłońska wraz z nowo narodzonym synkiem. Rok wcześniej zaś ukazały się bardzo przychylnie przyjęte „Bajki i powieści”.

W trosce o dzieci

Przełomowy okazał się rok 1829 i współpraca z Ignacym K. Chrzanowskim przy wydawaniu pisemka „Tygodnik dla Dzieci”. Zachęciło go to do powołania „Dziennika dla Dzieci”, na łamach którego ukazywały się również teksty najmłodszych. – Pismo prowadziło także akcję charytatywną wśród czytelników na rzecz dzieci biednych, chorych. Z tej inicjatywy zrodziła się niespotykana w skali Europy organizacja pod nazwą Towarzystwo Wieczorowe, posiadające statut i skupiające dzieci opuszczone i zaniedbane – opowiada Aleksandra Janas. – W lipcu 1830 r. na zebraniu warszawiaków zainteresowanych współpracą z Jachowiczem zapadła decyzja o powstaniu Instytutu Dzieci Moralnie Zaniedbanych, którego dyrektorem mianowano autora „Bajek i powieści”. Po upadku powstania listopadowego, w którym nie walczył, ale bardzo mocno zaangażował się w organizowanie pomocy m.in. dla dzieci poległych polskich żołnierzy, opuścił na jakiś czas Warszawę. Po powrocie w 1832 r. podjął się trwającej aż do śmierci współpracy z Towarzystwem Dobroczynności Res Sacra Miser. – Gmach, w którym towarzystwo miało siedzibę, to pałac Kazanowskich przy Krakowskim Przedmieściu 62. Obecnie mieści się tam Caritas Archidiecezji Warszawskiej – informuje Piotr Duma. – Efektem usilnych zabiegów Stanisława Jachowicza oraz Teofila Nowosielskiego było powołanie pierwszej w Polsce ochrony dla dzieci pozbawionych opieki i dozoru rodzicielskiego. Przez lata starał się o zbudowanie siedziby na dom sierot. Niestety, nie zachował się budynek, w którym pierwotnie mieściła się ta placówka. A warto podkreślić, iż jak na ówczesne czasy był on bardzo nowocześnie zaprojektowany i wyposażony. Nie przetrwała II wojny także kamienica przy ul. Chłodnej 7, w której Jachowicz mieszkał z rodziną. W latach 30. ub. wieku po raz drugi stanął przed ołtarzem. Tym razem jego wybranką była dawna uczennica Antonina Ośniałowska, z którą doczekał się dwóch synów. Razem z nimi mieszkało czworo dzieci zmarłej siostry pani Jachowiczowej.

Nowator

Poeta w swej działalności charytatywnej wykazywał się niezwykłą pomysłowością, której mogliby mu pozazdrościć nawet dzisiejsi PR-owcy. Kiedy w 1838 r. powódź dotknęła część mieszkańców Warszawy, pierwszy stanął do pomocy poszkodowanym. – Najpierw przygotował wydawanie gorących posiłków, a następnie zorganizował w Teatrze Wielkim „Widowisko koncertowo-obrazowe na rzecz powodzian”. Należy podkreślić także jego nowatorskie podejście pedagogiczne. Był pierwszą osobą, która dostrzegła i doceniła rolę muzyki, rytmicznych zabaw w wychowaniu i edukacji dzieci. Pokłosiem tych obserwacji jest „Śpiewnik dla dzieci” z tekstami piosenek autorstwa Jachowicza oraz nutami opracowanymi przez m.in. Stanisława Moniuszkę – podkreśla A. Janas. Mimo ogromnego zaangażowania w działalność charytatywną nie zaniedbywał twórczości literackiej. Sukcesywnie ukazywały się kolejne książki z utworami dla dzieci. Niektóre, jak np. „Abecadło polskie z kwiateczkami” czy „Pierwsze nauczki dla Tadzia”, napisane były wspólnie z żoną Antoniną. Stanisław Jachowicz zmarł w szczególny dzień – Wigilię 1857 r. Spoczywa w jednym grobie ze swym starszym synem Erykiem na warszawskich Powązkach..

Pamięć

W Tarnobrzegu pamięć o bajkopisarzu nadal jest żywa, przede wszystkim dzięki działaniom różnych środowisk. – Pierwszy był Walery Momidłowski, który w 1906 r. założył Towarzystwo Opieki nad Dziećmi imienia Stanisława Jachowicza, prowadzące ochronkę – podkreśla Aleksandra Janas. – Placówka ta przetrwała do czasów II wojny światowej. Imię Jachowicza nosi jedna z ulic miasta i Gimnazjum nr 1 stojące przy niej oraz Przedszkole nr 3 przy ul. Dekutowskiego. – Niestety, nie istnieje najprawdopodobniej dworek, w którym pisarz mieszkał – mówi Piotr Duma. – Najprawdopodobniej, gdyż nie znamy jego dokładnej lokalizacji. Zresztą nasze wiadomości o Jachowiczu są niewielkie, znaczna część archiwum rodzinnego uległa bowiem zniszczeniu podczas powstania warszawskiego. Nasza wiedza bazuje na już zebranych materiałach i powstałych książkach, których jest niewiele. Zadania szerszego rozpropagowania postaci i działalności swego patrona podjęło się Gimnazjum nr 1. W programie obchodów znajdą się liczne konkursy, w tym literackie i fotograficzny. Pragniemy wciągnąć do naszych działań jak największą liczbę tarnobrzeżan. Najbardziej spektakularnym wydarzeniem będzie zjazd przedstawicieli wszystkich szkół w Polsce noszących imię Stanisława Jachowicza. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama