Nowy numer 43/2020 Archiwum

Chrześcijanie, nie ludożercy

Początkowo można się wystraszyć Papuasów, bo większość ma ociekające czerwienią usta, tak jakby przed chwilą jedli surowe mięso. – Jednak to od żucia lokalnego specjału – opowiada ks. Grzegorz Kasprzycki, misjonarz w Papui-Nowej Gwinei.

Kilka miesięcy temu ks. Grzegorz Kasprzycki ruszył do posługi misyjnej w dalekiej i egzotycznej Papui-Nowej Gwinei. Po kilkunastu miesiącach przygotowań i misyjnego szkolenia stanął na misyjnej ziemi. Pierwsze miesiące spędził na aklimatyzacji i poznawaniu miejscowych zwyczajów. Wreszcie przyszedł czas objęcia własnej placówki w samym sercu rozciągniętej na tysiącach wysp Papui. – Otrzymałem parafię w Bitokara. Jest to miejscowość położona w prowincji Zachodnia Nowa Brytania, pośród plantacji palm olejowych. To najstarsza z parafii w diecezji Kimbe. Pierwszy katechista świecki przybył do tej miejscowości w roku 1919 i rozpoczął ewangelizację. Po nim przybyli księża misjonarze z Niemiec i w roku 1924 r. w zatoce na wzgórzu zbudowali drewniany kościół. Zadziwia to, że na terenie parafii w lesie można znaleźć amerykańskie samoloty z czasów II wojny światowej, a u wybrzeży – wraki statków z tego okresu – opowiada ks. Grzegorz Kasprzycki.

Misyjna codzienność

Do jego parafii należy jeszcze 8 stacji misyjnych z własnymi kościołami: Pagalu, Bola, Kabugara Gariboku, Narunageru, Harile, Patana i Kilu. Najdalej oddalonym miejscem jest Kilu, które znajduje się 21 km od Bitokary. – Głównym środkiem lokomocji są nogi. Na całe szczęście mam dobrą kondycję, ale muszę przyznać, że nie są one szybkim narzędziem komunikacji, dlatego przemieszczanie się zajmuje dużo czasu i energii. Ale dzięki temu w czasie mojej pierwszej wędrówki przez parafię wszyscy mieszkańcy przypomnieli sobie dawnych misjonarzy, którzy właśnie tak prowadzili duszpasterstwo – dodaje z uśmiechem. Jak opowiada, posługa misyjna to przede wszystkim odwiedzanie poszczególnych stacji i sprawowanie sakramentów świętych oraz nawiązywanie dobrej relacji z ludnością, która jest bardzo życzliwa. – Na początku można wystraszyć się tubylców, bo 99 proc. ludności ma ociekające czerwienią usta, tak jakby przed chwilą jedli surowe mięso. Może również dlatego mówi się, że w Papui są ludożercy. Jednak wyjaśnienie tego faktu jest inne. Papuasi żują orzechy buaj zmieszane z trawą musztardową i zmielonymi muszlami małży, które po połączeniu w ustach dają krwisty kolor – wyjaśnia misjonarz. Opowiadając o codzienności pracy misjonarza, podkreśla, że znaczną jej część wykonują katechiści świeccy, których zadaniem jest głoszenie słowa Bożego podczas niedzielnej celebracji, gdy nie ma kapłana, uczenie religii w szkołach oraz przygotowywanie do sakramentów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama