Nowy numer 38/2018 Archiwum

Staszowski Robin Hood

Kilka lat temu samodzielnie zrobił pierwszy łuk, z którego uczył się strzelać. Dziś jest jednym z najlepszych niepełnosprawnych łuczników w Polsce. Najbliższe cele to medal na mistrzostwach Europy i olimpijska kwalifikacja.

Który chłopiec w dzieciństwie nie robił łuku? Wystarczył kawałek kija, mocny sznurek, kilka strzał i już można było być średniowiecznym łucznikiem lub dobroczynnym obrońcą biednych i uciśnionych z Sherwood.

Pierwszy łuk

– Myślę, że i ja robiłem w dzieciństwie łuki, choć nie bardzo pamiętam. Jednak kilka lat temu zrobiłem pierwszy łuk, taki już niemal profesjonalny. Był to łuk typu średniowiecznego, do tego strzały z piórkami. Wzorowałem się na podpowiedziach z książki Jarosława Jankowskiego – opowiada Ireneusz Kapusta ze Staszowa. To na nim próbował sił w pierwszych strzałach do tarczy i dzięki niemu złapał bakcyla łucznika. – Wychodziło mi całkiem nieźle, więc pomyślałem, że czas już na zakup lepszego, tym razem sportowego łuku. Zacząłem szukać także ludzi czy klubu, gdzie mógłbym zdobyć informacje o technice strzelania – dodaje. I tak trafił do kieleckiego klubu Start Kielce, zrzeszającego osoby niepełnosprawne.

Po jakimś czasie odwiedził go Ryszard Olejnik, klubowy trener, zobaczył, jak strzela, i zaprosił do klubu. – Dostałem wtedy już sportowy, profesjonalny łuk i ćwiczyłem. Potem przyszły pierwsze małe sukcesy, które dodały mi motywacji, by dążyć do lepszych wyników – dodaje pan Ireneusz. Profesjonalny łuk, mimo że swoim wyglądem przypomina ten klasyczny, ma jednak sporo dodatkowych gadżetów. – Dziś oprócz drewna w budowie łuków wykorzystuje się włókna węglowe, by sprzęt był lżejszy i wytrzymalszy, bo siła naciągu to około 20 kg. Na całość zaś składa się: rękojeść, majdan, czyli ramiona łuku, na które naciąga się cięciwę, stabilizatory, czyli odstające elementy, które mają za zadanie wyeliminowanie drżenie ręki podczas strzału. Dodatkowo jest jeszcze celownik i buton, który reguluje tor lotu strzały. Zaś współczesna cięciwa to specjalistyczna nitka skręcona z wielu wytrzymałych włókien – wyjaśnia staszowski łucznik.

Trening czyni mistrza

Sam łuk i strzały to jednak nie wszystko. Aby osiągnąć sukces, potrzeba żmudnego i systematycznego treningu. – Jak w każdym sporcie, sukces sam nie przychodzi, choć w łucznictwie oprócz treningu potrzebne jest jeszcze wewnętrzne poukładanie, aby podczas strzału zachować spokój i opanowanie – wyjaśnia łucznik. Jak opowiada, trenuje kilkanaście godzin tygodniowo. Codziennie przed pracą jest poranny trening, potem, po południu, kolejny. Raz są to ćwiczenia siłowe, to znów polepszające statykę i wreszcie strzelanie. – Łucznictwo to sport techniczny. Nie jest najważniejsza liczba treningów, choć swoje trzeba wystrzelać. Duże znaczenie mają precyzja, spokój i dokładność. Łucznik ma kontrolę nad strzałą tylko do momentu jej wypuszczenia. Musi przewidzieć tor jej lotu, parabolę i wziąć pod uwagę warunki zewnętrzne – wyjaśnia staszowski zawodnik.

Trafienie do tarczy nie jest takie łatwe. W zawodach sportowych strzela się z odległości 70 m do kolorowej tarczy o średnicy 122 cm. – Najważniejsze, by trafić „dychę”, a jeszcze lepiej w znak „X”, który jest w samym centrum tarczy. Środek tarczy z punktami 10 i 9 oznaczony jest kolorem żółtym, potem na czerwono punkty 8 i 7, na niebiesko 6 i 5, na czarno 4 i 3, no i skraj tarczy, czyli punkty 2 i 1 na biało – tłumaczy łucznik.

Nie spocząć na laurach

Mimo że pan Ireneusz trenuje dopiero kilka lat, jest już w czołówce. – Dzięki dobrym wynikom w krajowych zawodach powołano go do kadry narodowej osób niepełnosprawnych. W zeszłym roku na mistrzostwach Europy strzelał w parze z Mileną Olszewską i wspólnie wywalczyli złoto. W tym roku doszedł też złoty medal na mistrzostwach Polski w strzelaniu indywidualnym. – Jestem zadowolony z wyniku i ze zwycięstwa. Jest to moje pierwsze złoto mistrzostw Polski na torach otwartych. W tym roku zdobyłem także złoty medal na mistrzostwach halowych, więc zakończenie sezonu jest udane. Przerwy nie będzie, bo już w kwietniu na mistrzostwach Europy będę walczył o kwalifikacje na igrzyska paraolimpijskie w Rio de Janeiro – podsumowuje Ireneusz Kapusta.

– To niesamowity tytan pracy. On każdą wolną chwilę wykorzystuje na trening. Myślę, że dla niejednego sportowca może stać się wzorem w dążeniu do obranych celów – podkreśla Marcin Jarosz, kolega z pracy pana Ireneusza.

– Myślę, że wśród wielu osób budzi szacunek i podziw, że mimo trudności fizycznych ma wielki zapał i zaangażowanie w tym, co jest jego pasją. Każdy jego sukces jest także powodem do dumy dla naszej lokalnej społeczności – podkreśla Leszek Kopeć, burmistrz Staszowa.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma