Nowy numer 31/2020 Archiwum

Chrystus ze złamaną ręką

Polacy na Ukrainie. – Nasza wspólnota gromadziła się wówczas na miejscowym cmentarzu. Kamienny pomnik służył nam za ołtarz, a Eucharystię odprawiano przy lampach naftowych i świecach. Zabytkowy kościół z 1645 r. był w tym czasie wojskową fabryką – wspomina ze smutkiem ks. Piotr Smolka.


Ksiądz Piotr Smolka, proboszcz parafii rzymsko-katolickiej pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Przemyślanach na Ukrainie, przysłał do Stalowej Woli błagalny list o pomoc. „Prosimy Was o pomoc dla naszych rodaków i braci Ukraińców żyjących koło Lwowa w Przemyślanach, Chlebowcach, Mitulinie, Pletenicach i innych wioskach należących do naszej parafii. U nas wszystko jest potrzebne, a zwłaszcza żywność, środki czystości, odzież, buty dla dzieci, zeszyty, słodycze, a także pisma religijne” – napisał.
Z pomocą od razu pospieszyli mieszkańcy Stalowej Woli zrzeszeni w Stowarzyszeniu Łączności i Pomocy Rodakom we Lwowie i na Kresach, któremu prezesuje Aleksander Szczęch. Stowarzyszenie działa już prawie 15 lat i liczy ponad 50 członków. – Naszym celem jest zarówno odnajdywanie Polaków na Kresach, jak i pomoc im. Na początku współpracowaliśmy głównie z parafią w Przemyślanach. Teraz również ze Zgromadzeniem Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Bóbrce i parafią pw. św. Magdaleny we Lwowie. Jeździmy dwa, trzy razy w roku. Zawozimy jedzenie, środki czystości, ubrania, buty i pieniądze z naszych składek i od sponsorów – wylicza prezes.


Pielgrzymi Opatrzności


W drodze do Przemyślan zatrzymaliśmy się z darami w polskiej parafii pw. św. Mikołaja w Bóbrce, świątyni ufundowanej ponoć przez Zawiszę Czarnego. Samo miasteczko liczy około 4,7 tys. mieszkańców, z których większość to grekokatolicy. Pozostali to prawosławni i wyznania rzymskokatolickiego. Tych ostatnich jest prawie 200. – Do kościoła na Mszę św. przychodzi 100–150 osób. Większość to ludzie starsi, ale w tym roku pięcioro dzieci przystąpiło do I Komunii Świętej. W niedziele odprawiamy dwie Msze św., zarówno w języku polskim, jak i ukraińskim. W pozostałe dni: rano i wieczorem – mówi proboszcz ks. Marian Kuc, salezjanin.
Parafia utrzymuje się głównie z dochodów działającego od maja do września domu pielgrzyma, który jednorazowo może przyjąć 50 osób. Wśród nich dominują Polacy. Tocząca się wojna z Rosją sprawiła jednak, że zarówno pielgrzymów, jak i turystów znacznie ubyło i parafia zubożała. – Nasza posługa tutaj nie ma tylko charakteru sakramentalnego. To także praca społeczna i charytatywna, szczególnie z dziećmi i młodzieżą, i to nie zawsze z Polakami czy osobami wyznania rzymskokatolickiego – dodaje proboszcz. – Nasz kościół cieszy się w mieście autorytetem. Mieszkańcy przychodzą do nas porozmawiać lub prosić o pomoc: przewieźć jakiś sprzęt, bo mamy busa, zrobić w Polsce zakupy. Dla wszystkich dzieci z miasteczka prowadzimy natomiast świetlicę, bo w Bóbrce nie ma ani kina, ani klubu – wyjaśnia.
Po wojnie kościół w Bóbrce został zamknięty przez władze komunistyczne i urządzono w nim halę sportową. Wierni modlili się na cmentarzu, przy grobowcu Czajkowskich. Katolicy odzyskali świątynię w 1989 r., ale była ona kompletnie zniszczona. Wywieziono z niej kilkadziesiąt ciężarówek śmieci. Teraz wygląda już pięknie, ale cały czas jest odnawiana. W środku uwagę zwraca przede wszystkim obraz patrona, św. Mikołaja, który w 2001 r. poświęcił Jan Paweł II.
W Bóbrce dary zostawiamy także w u sióstr ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, które zajmują się posługą w parafialnym kościele oraz prowadzą bursę dla dzieci i młodzieży. – Nasi podopieczni wywodzą się z patologicznych rodzin. Ich rodzice siedzą w więzieniach albo też są uzależnieni od alkoholu lub narkotyków. Nie są, niestety, pozbawieni praw rodzicielskich, dlatego państwo nic nie łoży na utrzymanie dzieci. I nie są to tylko dzieci z rodzin wyznania rzymskokatolickiego. U nas mieszkają i chodzą do szkoły, ucząc się języka polskiego. Najmłodsze mają siedem, osiem lat – opowiada siostra Barbara, przełożona domu w Bóbrce. – We wszystkie wolne dni mieszkają u nas także cztery studentki, które ze względu na wiek nie powinny już tutaj przebywać, ale nie mają gdzie się podziać. Studiują we Lwowie, my zaś opłacamy im tam mieszkanie – tłumaczy.
Z czego siostry się utrzymują? – Z Opatrzności Bożej. Bursa działa bowiem tylko dzięki hojności odwiedzających siostry Polaków, przede wszystkim ze Stalowej Woli i Kędzierzyna-Koźla. Cały czas Pan Bóg kogoś nam posyła – dodaje siostra przełożona.


Możemy liczyć tylko na was


W Przemyślanach z otwartymi rękami i nieukrywaną radością wita nas proboszcz ks. Piotr Smolka (salezjanin), który w tej parafii pracuje już 22 lata. Pomagają mu ks. Edward Mackiewicz i ks. Cezary Czerwiński. Miasteczko liczy ponad 7 tys. mieszkańców, z czego 5 tys. to grekokatolicy, 2 tys. prawosławni, a reszta to osoby wyznania rzymskokatolickiego. Wraz z okolicznymi wioskami parafia liczy ok. 500 wiernych. W niedzielę na polską Mszę św. przychodzi 100 osób. – Największe problemy były w latach 1993–1997. Nasza wspólnota gromadziła się wówczas na miejscowym cmentarzu. Kamienny pomnik służył nam za ołtarz, a Eucharystię odprawiano przy lampach naftowych i świecach. Zabytkowy kościół z 1645 r. był w tym czasie wojskową fabryką! Z kościoła wierni zdołali uratować tylko 9 stacji drogi krzyżowej i Chrystusa Zmartwychwstałego ze złamaną ręką – opowiada z przejęciem ks. Piotr. – Na papierze kościół, najstarszy zabytek w mieście, przekazano nam dopiero w 1996 r. Udało się go odbudować. W ubiegłym roku zaś, po 44 latach, postawiliśmy kościelną wieżę. W tym roku zamontujemy zegar. I wtedy świątynia będzie wyglądać tak, jak przed wojną. W przyszłości chcielibyśmy odnowić piękny kościół pw. św. Stanisława Kostki w Ciemierzyńcach. W 2010 r. trzymano w nim jeszcze krowy i barany. Walczę o niego już 7 lat, ale nie widzę dobrej woli u ukraińskich władz – kapłan rozkłada ręce.
Parafianie w Przemyślanach są bardzo biedni. Trzeba im pomagać. Średnia pensja to w przeliczeniu 150 zł. Brakuje im nie tylko pieniędzy na jedzenie, ale też ubrań i lekarstw. Przychodzą więc po pomoc do polskiego kościoła. Jednym z najstarszych parafian jest 85-letni Stanisław Krutnik. W Przemyślanach mieszka od 1958 r. Przyjechał tutaj wprost po szkole z nakazem pracy. – Żyje mi się bardzo ciężko, głównie ze względów ekonomicznych. Polacy mieszkający tutaj nie mogą liczyć na pomoc od nikogo z wyjątkiem was – turystów i pielgrzymów z Polski. Władza nic nie pomaga. Mnie na przykład, w związku ze złym stanem zdrowia, zawsze potrzebne są pieniądze na leczenie i lekarstwa. Odkładam też na operację na oczy. Potrzeba aż 4 tys. zł – zwierza się zmartwiony pan Stanisław.
W grupie wiernych spotykamy też młodą polsko-ukraińską rodzinę w dwoma chłopcami – sześcioletnim Ernestem i o rok młodszym Maksymilianem. Mama zaznacza, że jest wychowanką ks. Piotra Smolki. – Pochodzę z polskiej rodziny. Przychodzimy tutaj, ponieważ bardzo dobrze się tutaj czujemy. Chcę, by moje dzieci też tutaj dorastały i miały katolickie wychowanie. Mąż jest wprawdzie Ukraińcem, ale z polskiego kościoła. Razem chodziliśmy na lekcję religii i w tym kościele braliśmy ślub. Teraz w każde święta jesteśmy całą rodziną na Mszy św. – mówi Oksana Frączyńska (Korło po mężu).•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama