Nowy numer 24/2018 Archiwum

Rośnie wirtuoz

Z Tomkiem Sokołowskim, uczniem Gimnazjum Katolickiego im. św. Jana Pawła II w Tarnobrzegu, najmłodszym organistą w diecezji, o suicie, koszykówce i podglądaniu sportowców rozmawia Marta Woynarowska.

Marta Woynarowska: Pan Andrzej Kasperski nie obawia się konkurencji z Twojej strony?

Tomasz Sokołowski: (śmiech) Z pewnością nie. Panu Andrzejowi bardzo wiele zawdzięczam. Jako samouka dopuścił mnie do samodzielnej gry na organach podczas Mszy św. Teraz pomagam, gdy jest taka potrzeba. Zresztą jaka ze mnie konkurencja? Mam dopiero 15 lat i jeszcze wiele lat nauki przede mną, by dojść do poziomu, jaki on reprezentuje.

Kim dla Ciebie jest pan Andrzej?

Moim pierwszym mistrzem. Gdyby nie on, nie byłym tu, gdzie jestem. Wspólnie z ks. Michałem Józefczykiem, proboszczem parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Tarnobrzegu, pozwolili mi zasiąść za organami i rozpocząć naukę. Ze strony księdza proboszcza był to akt odwagi – dopuścić dziewięciolatka do gry podczas Mszy św. i nabożeństw. To pozwoliło mi rozwijać się, gdyż stanowiło silny bodziec motywacyjny. Zresztą od początku i ks. Józefczyk, i pan Andrzej dali mi wolny dostęp do instrumentów – początkowo uczyłem się na mniejszych organach stojących w dolnym kościele, dopiero później zasiadłem przed dużymi.

Kiedy zrodziło się zainteresowanie muzyką?

W tym wypadku „winę” (śmiech) ponoszą dwie osoby – moja mama i wychowawczyni z przedszkola. Kiedy byłem w klasie 0 w przedszkolu, zacząłem uczęszczać na zajęcia z samby, próbowałem też śpiewać. Wyczucie muzyki, rytmu zauważyła u mnie moja wychowawczyni i podsunęła mamie pomysł zapisania mnie do szkoły muzycznej. Przez cały okres nauki w podstawówce uczęszczałem dodatkowo na zajęcia w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia w Tarnobrzegu w klasie gitary. Po jej skończeniu miałem zamiar kontynuować naukę w szkole II stopnia, ale musiałbym dojeżdżać do Mielca, bo tam jest klasa organowa. Trudno byłoby mi to pogodzić z nauką w gimnazjum, zwłaszcza, że dla nikogo nie ma tutaj taryfy ulgowej. Dlatego od dwóch lat pobieram lekcje u pana Mariusza Rysia, muzykologa, organisty.

Uczyłeś się gry na gitarze klasycznej, jak zatem narodziła się miłość do organów?

Zaczęło się w trzeciej klasie, kiedy obchodziłem rocznicę I Komunii św. W niedzielę w kościele na Dzikowie podczas głównej uroczystości śpiewałem psalm responsoryjny. Na organach grała wówczas pani Ewa Ryś. Ale w poniedziałek Msza św. odbyła się bez towarzyszenia organów. Byłem tym zaskoczony i wówczas postanowiłem, że we wtorek sam sobie będę akompaniował. (śmiech) Pierwsze wprawki gry na instrumentach klawiszowych miałem już za sobą. Gdy byłem mały, mama usłyszała, jak gram na keyboardzie ze słuchu „Barkę”. Postanowili z tatą kupić mi duży, porządny keyboard. Zacząłem ćwiczyć, wynajdywałem nuty w internecie, a sięgałem po coraz trudniejsze utwory. Pierwszy raz zagrałem na organach w kościele na Dzikowie. Był tam instrument elektroniczny, zatem zdecydowanie prostszy od tego z kościoła na Serbinowie. Gdy już zasiadłem za prawdziwymi organami, początkowo używałem tylko jednego manuału, nie chciałem jakiejś wtopy. Wcześniej zresztą przez dłuższy czas ćwiczyłem i grałem do Mszy odbywających się w dolnym kościele. Bardzo chciałbym w tym miejscy podziękować s. Marii Budzik, która pozwalała mi męczyć ten instrument. Któregoś dnia ks. Michał Józefczyk poprosił mnie, abym zagrał coś dla niego. Bardzo mu się spodobało to wykonanie i tak zaczęła się moja przygoda z organami.

Zapewne masz kompozycję będącą wyzwaniem, takim swoistym Kilimandżaro, którą chciałbyś kiedyś zagrać.

Z pewnością są to „Suita gotycka” Léona Boëllmanna, fuga z „Toccaty d-moll” Jana Sebastiana Bacha i „Alleluja” z „Mesjasza” Jerzego F. Haendla. Są to utwory trudne, wymagające dużej wprawy od wykonawcy m.in. ze względu na szybkie przejścia. Ale jeszcze wszystko przede mną, zwłaszcza że swoją przyszłość chciałbym związać z muzyką. Myślę o wyborze studiów na Akademii Muzycznej.

Oprócz muzyki masz jeszcze dwie inne pasje, ściśle – można rzec – ze sobą związane.

Koszykówka i fotografia sportowa. Gram w młodzieżowej drużynie Koszykarskiego Klubu Sportowego Siarka Jezioro. W 2013 r. zdobyliśmy nawet 6. miejsce w międzynarodowych zawodach koszykówki w Marsylii. Swoje zamiłowanie do kosza przelewam też na fotografię. Podczas meczów naszej drużyny Jezioro Tarnobrzeg robię zdjęcia. Zainspirował mnie do tego tata koleżanki. Niestety fotografia sportowa niezwykle rzadko gości na wystawach, więc chyba efekty moich starań będzie można oglądać tylko w internecie. Chyba że kiedyś ktoś zechce zorganizować wystawę moich fotografii…•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Gość
    19.07.2016 15:03
    Juz ten chłopak doszedł do poziomu jaki Pan Andrzej reprezentuje, a powoli go przerasta
    doceń 1
  • Gość
    07.02.2017 16:18
    Chłopak jest niesamowity!
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma