Nowy numer 48/2020 Archiwum

Od bazioków z kotkami po śmiguśne dziady

– Na święta szykowało się najlepsze koszule, najpiękniejsze korale i nowe trzewiki. Każdy chciał podczas rezurekcji nieść obraz lub figurę. Rodzinnie siadało się do śniadania wielkanocnego, gdzie królowały żur, chrzan, kiełbasa i jaja. W poniedziałek żadna panna nie chciała być sucha – opowiada Stanisław Kutrzeba, regionalista spod Ostrowca.

Główną potrawą był żur lub barszcz wielkanocny. – Mama robiła go na żytnim zakwasie, który przyrządzała sama. Barszcz musiał być tłusty! Były w nim kiełbasa, boczek, mięso i oczywiście poświęcone jaja. Doprawiało się go święconym chrzanem i solą. Jadło się do syta – dodaje. Na lasowiackim wielkanocnym stole nie mogło zabraknąć buraków ćwikłowych, szynki, boczku, kiełbasy i oczywiście jaj na wiele sposobów. Do obowiązkowych dań należały też wielkanocne baby, drożdżowe buły z rodzynkami, serowce i makowce.

Turki, tarabany i bziuki

Wielkosobotnią noc w Koprzywnicy od lat rozświetlają bziuki. Ognie puszczane przez strażaków (łyk nafty puszczany na pochodnię) zapowiadają światło poranka zmartwychwstania. To tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie pośród strażackich druhów. W Iwaniskach przed północą rozlega się „tarabanienie”, czyli uderzanie w bęben, które oznacza zmartwychwstanie Chrystusa. Od niepamiętnych czasów bębnieniem zajmowali się tylko kawalerowie, głównie pod domami panien. Zaczynali około północy i tak schodziło im aż do rana.

Mieszkańców Bogorii w wielkanocny poranek budzą armatnie strzały. Kultywowany od 150 lat zwyczaj wielkanocnego strzelania upamiętnia udział bogorian w patriotycznych zrywach oraz oznajmia zmartwychwstanie. W wielu miejscach w rezurekcyjnych procesjach biorą udział tzw. Turki. Upamiętniają oni powrót dawnych żołnierzy ze zwycięskich bitew z nawałą turecką. Zdobyczne kolorowe ubiory budziły podziw i pokazywały wojenne trofeum. Dziś Turki pełnią straż przy grobie Pańskim i ubarwiają wielkanocną procesję. Wielkanocne zwyczaje zamyka tradycja polewania się wodą w świąteczny poniedziałek. Świętokrzyskie dziady śmiguśne chodziły po wsiach i polewały panny oraz okładały wierzbowymi gałązkami. – Było to wróżbą rychłego zamążpójścia i powodzenia panny wśród kawalerów – wyjaśnia Stanisław Kutrzeba. – Śmigus rozpoczynał się już od rana. Lano się przed pójściem do kościoła albo po – jak każdy zmienił świąteczne ubranie. Nieoblano dziewucha nie miała poważania. A lano się nie jakimiś sikawkami, ale cołymi wiadrami – podsumowuje z uśmiechem Anna Rzeszut.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama