Nowy numer 48/2020 Archiwum

Drzewo owocujące

Krzyże diecezji. Bywają drewniane, przydrożne, papieskie, procesyjne i te domowe. Niektóre zwykłe i proste, inne ozdobne i dekoracyjne. Jeden z najcenniejszych został ofiarowany do kolegiaty sandomierskiej przez króla Władysława Jagiełłę po bitwie pod Grunwaldem. Niesiony był w procesji na wejście podczas wizyty papieża Jana Pawła II w Sandomierzu w 1999 r.

Wielki Tydzień najbardziej kojarzy nam się z męką Chrystusa i jego śmiercią na krzyżu. To właśnie podczas Drogi Krzyżowej i ukrzyżowania na Golgocie Chrystus z narzędzia śmierci uczynił krzyż miejscem zwycięstwa i zbawienia. Od tego momentu krzyż stał się znakiem rozpoznawalnym dla tych, którzy uwierzyli w Niego. Tak naprawdę, to wychowujemy się w cieniu lub w towarzystwie krzyża. Ten Chrystusowy znak towarzyszy nam, ludziom wierzącym, od narodzin do śmierci. Niemalże każdego dnia patrzymy na niego, mijamy przy naszych drogach, całujemy przy wejściu do kościoła lub czynimy na naszym ciele, rozpoczynając i kończąc dzień lub jakąś czynność.

Czasem nie zauważamy, że niemal wrośliśmy w obecność krzyża. To sprawia, że niekiedy zapominamy o jego obecności i znaczeniu. A przecież właśnie w tym znaku zapisana jest nasza kultura, sztuka i wiara tych, którzy je wykonali.

Opatowskie i sandomierskie krucyfiksy

– W historii sztuki możemy wyróżnić kilka form artystycznych krzyża. Pierwsze to krzyż i krucyfiks. Nazwą krzyż określane jest samo drzewo krzyża, czyli dwie belki skrzyżowane w różnych formach: czy to łacińskiej, greckiej, jerozolimskiej, czy w formie franciszkańskiej. Jest to krzyż, na którym nie ma umieszczonej postaci Chrystusa – wyjaśnia ks. Andrzej Rusak z Muzeum Diecezjalnego. Krzyż z przedstawieniem postaci Chrystusa nazywany jest krucyfiksem. – Ta forma rozpowszechniła się po wyprawach krzyżowych, kiedy zapanował pasjonizm, czyli swego rodzaju moda na jak najwierniejsze ukazywanie postaci umęczonego i przybitego do krzyża Chrystusa – dodaje. Najstarszy krucyfiks na terenie diecezji znajduje się w opatowskiej kolegiacie. Sama świątynia jest perłą pośród polskich romańskich kościołów. Istnieją spekulacje, że mieli ją zbudować templariusze sprowadzeni na te tereny przez Henryka Sandomierskiego, jedynego polskiego władcę, który wyruszył na krucjatę w 1154 r. Cały wystrój kolegiaty pw. św. Marcina, mimo iż zmieniał się przez wieki, zachował surowość wnętrza oraz liczne zabytki, pośród których szczególnie cenne są te związane z misterium Męki Pańskiej. Jeszcze do niedawna mało kto wiedział o istnieniu gotyckiego krzyża, który według podań i ocen historyków może pamiętać czasy króla Władysława Jagiełły. – Jest to najcenniejszy zabytek ruchomy kolegiaty. Kilkanaście lat temu, po objęciu parafii, odnalazłem w jednym z bocznych pomieszczeń świątyni stary, uszkodzony i bardzo zniszczony wizerunek ukrzyżowanego Chrystusa. Miał całkiem zniszczone ręce i przymocowany był do krzyża grubym sznurem. Po wstępnych konsultacjach został przewieziony do pracowni konserwatorskiej. Tam przez długie miesiące poddawany był żmudnym pracom renowacyjnym. Okazało się, że to cenny zabytek z XIV w. – opowiada ks. Michał Spociński, opatowski proboszcz.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama