Nowy numer 30/2021 Archiwum

Bombardier z Sandomierza

Sport. Chciał być kolarzem, piłkarzem, a nawet koszykarzem, by w końcu zostać ikoną polskiej piłki ręcznej. Jest jednym z niewielu zawodników na świecie, który potrafi rzucić piłkę z prędkością ponad 120 km/h. Mimo kontuzji i straTY oka Karol Bielecki wciąż precyzyjne trafia w bramkowe okienka.

W tej samej kieleckiej hali, w której cztery miesiące wcześniej stracił oko, kibice przywitali go wielkim transparentem z jego podobizną i hasłem: „Cały kraj, cała hala chyli czoło przed dumą handballa”. – Nie rozczulam się nad sobą! Zdaję sobie sprawę, że i teraz przeciwnik mnie nie oszczędza i atakuje na twarz, ale dzięki specjalnym okularom jestem dobrze chroniony. Gdybym wtedy zrezygnował i nie spróbował powrotu do gry, nie darowałbym sobie tego do końca życia – podkreśla.

Stawiam na młodzież

Najbliższe miesiące to dla Karola intensywna gra w kieleckim klubie, który walczy o podtrzymanie prymatu w polskiej PGNiG Superlidze oraz zamierza powalczyć o triumf w Lidze Mistrzów. Intensywne treningi, gra w klubie i kadrze nie przeszkadzają mu realizować innych pasji. Od jakiegoś czasu wraz z siostrami Joanną i Agnieszką prowadzą restaurację w Kielcach. – To taki pomysł, co można by robić po zakończeniu kariery, o którym jednak na razie aż tak nie myślę. Przed nami Mistrzostwa Europy w Polsce i olimpiada w Rio na horyzoncie. Nie ukrywam, że kiedyś chciałbym pracować z młodzieżą. Jest dużo uzdolnionych młodych ludzi, którymi trzeba pokierować. Ja kiedyś miałem szczęście trafić na dobrych trenerów, którzy mnie odpowiednio ukierunkowali. Myślę, że taka praca dałaby mi dużo satysfakcji – podsumowuje Karol Bielecki. 

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama