Nowy Numer 37/2019 Archiwum

Bombardier z Sandomierza

Sport. Chciał być kolarzem, piłkarzem, a nawet koszykarzem, by w końcu zostać ikoną polskiej piłki ręcznej. Jest jednym z niewielu zawodników na świecie, który potrafi rzucić piłkę z prędkością ponad 120 km/h. Mimo kontuzji i straTY oka Karol Bielecki wciąż precyzyjne trafia w bramkowe okienka.

Jednak, jak opowiada, o sile zespołu nie stanowi konkretny zawodnik, lecz cała ekipa. – Tak się złożyło, że kilkanaście lat temu stworzyliśmy dobrą drużynę, która w ostatnich 10 latach osiągnęła historyczne wyniki w piłce ręcznej. Te lata sprawiły, że staliśmy się niemalże rodziną. Jesteśmy kolegami na boisku i przyjaciółmi poza nim. Spędzamy razem czas nie tylko na treningach i obozach, ale także ten prywatny, spotykając się wspólnie, czy nawet spędzając wakacje – opowiada K. Bielecki. Przyjaźnie pozostają, nawet gdy los rzuca ich do różnych klubów. – Na boisku, wkładając koszulkę, gramy dla danej drużyny. To nasza praca. Naszym zadaniem jest, aby klubowa drużyna odnosiła sukcesy, po to trenujemy i wylewamy pot, aby wygrywać. Podobnie jest w kadrze. Gdy wkładamy koszulkę z orłem na piersi, gramy dla Polski. I choć po drugiej stronie są klubowi koledzy, to nie ma znaczenia, wtedy walczymy z całych sił dla swojego kraju – dodaje. To oddanie drużynie i postawienie na zespół stanowi siłę naszych handbaalowych orłów. Niejeden raz przyprawiali kibiców niemal o zawał serca, gdy losy najważniejszych spotkań rozstrzygali w ostatnich sekundach. Tak było w meczu z Norwegią na mistrzostwach świata w 2009 r., czy też na ostatnim championacie, gdy zdobywali brąz, ogrywając Hiszpanię. – Myślę, że to już charakterystyka tego zespołu. Nasze doświadczenie sprawia, że gramy do końca. I nawet kilkupunktowe prowadzenia przeciwnika na parę minut przed ostatnim gwizdkiem nie przesądza meczu. To kwestia psychiki, woli walki i zwycięstwa – dodaje szczypiornista.

Jak Feniks z popiołów

Karol nie ukrywa, że piłka ręczna to sport bardzo kontaktowy, gdzie nie raz trzeszczą kości, nadrywają się mięśnie czy skręcają stawy. To sport dla twardzieli i współczesnych gladiatorów. Taka gra niesie ryzyko kontuzji, która nie ominęła także sandomierskiego szczypiornisty. W czerwcu 2010 roku polscy kibice piłki ręcznej wstrzymali oddech, gdy podczas towarzyskiego meczu z Chorwacją w czasie ataku na polską bramkę Josip Valčić uderzył blokującego Karola Bieleckiego kciukiem w lewe oko. Na parkiet polała się krew. Uderzenie było tak pechowe, że doszło do pęknięcia gałki ocznej. Szybki transport z Kielc do kliniki w Lublinie. Wieści nie były zbyt optymistyczne. Kilka dni potem zawodnik przeszedł zabieg w niemieckiej klinice. Kibice na forach internetowych wyrażali wyrazy współczucia i wsparcia. W Sandomierzu i w wielu miejscach modlono się o zdrowie i odprawiano Msze św. w intencji Karola. Następnego dnia koledzy z reprezentacji wyszli na kolejny mecz w koszulkach z napisem „Karol, jesteśmy z Tobą”. Niestety, mimo ogromnego zaangażowania lekarzy oka nie udało się uratować. – Miałem wtedy 28 lat, byłem w szczytowej formie i w najpiękniejszym okresie kariery. Nagle poczułem, że coś mi zostało zabrane, coś, co lubiłem robić, co było pasją mojego życia. Zadawałem sobie pytanie, dlaczego tak nagle ma się to wszystko skończyć? – opowiada. Nie ukrywa, że początkowo był niemal załamany. Wiele osób mówiło o tragicznym zakończeniu kariery. Jednak dusza i zahartowany na sandomierskich boiskach charakter nie pozwoliły mu się poddać. – Po rozmowach z lekarzem i konsultacjach okulistycznych stwierdziłem, że najlepszy dla mnie będzie powrót do sportu. Może nie na najwyższy poziom, ale ponowne zajęcie się piłką ręczną. Nie chciałem, aby wspominano mnie jako tego, którego kontuzja złamała i poddał się. Podjąłem wyzwanie i zacząłem treningi. Mając sprawne tylko jedno oko, musiałem się na nowo uczyć gry w piłkę tak jak wtedy, gdy miałem 13 lat – opowiada. Treningi przynosiły postępy i Cola dostał od losu kolejną szansę na sukces. Najpierw w klubie w Niemczech, a już w październiku tegoż samego roku powrócił do kadry.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • torys
    20.01.2016 11:57
    Lewe rozegranie ;Cesarz KAROL WIELKI !
    doceń 1
  • Grott
    20.01.2016 12:23
    Grott
    Karol I Wspaniały
    doceń 3
  • gut
    20.01.2016 14:55
    Super Sportowiec, super artykuł!!!
    doceń 1
  • Prim
    21.01.2016 08:23
    uff, całe szczęście, że po tym nieszczęśliwym wypadku wszyscy się za niego modlili, bo mógłby z tego nie wyjść. zastanawia mnie tylko, po co zabieg w Niemczech, skoro była już modlitwa?
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL