Nowy numer 48/2020 Archiwum

W Zielonym Gaju

Anatol Diaczyński od 20 lat mieszka z rodziną w Polsce. Ma polskie obywatelstwo. Tylko rosyjski akcent zdradza, że nie wychował się w kraju. W miarę dobrze ułożył sobie życie, ale nie zapomina o tych Polakach, którzy nadal czekają w Kazachstanie na powrót.

W polskim parlamencie zaczęto bowiem dyskutować nad pierwszymi ustawami, które miały ułatwić także tym polskim zesłańcom drogę do repatriacji. Pierwsi z nich zaczęli już nawet przyjeżdżać do ojczyzny przodków. I nagle, kilka lat temu, praktycznie zapadło na ten temat milczenie. Okazało się, że Polski nie stać na repatriację nawet tych kilkunastu tysięcy kazachstańskich Polaków, którzy może jeszcze zdecydowaliby się powrócić do kraju – mówi rozgoryczony Anatol Diaczyński, repatriant z Kazachstanu, któremu się udało.

W pustym stepie

Dziadek pana Anatola, Józef, pochodził z Łodzi, ale za pracą, zaraz po I wojnie światowej, udał się w okolice Żytomierza. Tam spotkał przyszłą żonę Ewę. Pobrali się na początku lat 20. Tam też urodzili się rodzice pana Anatola i stamtąd zostali zabrani do Kazachstanu. – Mieli parę dni na spakowanie najbardziej potrzebnych rzeczy. Można było również zabrać domowe i gospodarskie zwierzęta. Obiecywano im, że będzie im dobrze w Kazachstanie, że otrzymają domy, że dobra ziemia i dużo przestrzeni. Jechali około 10 dni z dłuższymi postojami. Miejscowość nazywała się Zielony Gaj – był to goły step z wyznaczonymi miejscami na budowę domu. Budowali go z glinianych cegieł. Budynki na początku były bardzo skromne. Rodzice by przeżyć, pracowali w kołchozie – wspomina pan Anatol. I właśnie w Zielonym Gaju urodził się Anatol Diaczyński. Tam chodził do szkoły podstawowej. Potem przeniósł się do miasta obwodowego, a następnie do Moskwy na studia. Cały czas żywo interesował się Polską, a dzięki temu, iż łatwo nie rezygnował, udało mu się wyjechać na kurs języka polskiego do Lublina. Potem jeszcze kilka razy odwiedził Polskę, w tym Kraków, skąd na wycieczkę do Stalowej Woli zabrał go miejscowy kapucyn. Anatol Diaczyński nawiązał wtedy sporo pożytecznych kontaktów, które w sierpniu 1995 r. zaowocowały jego powrotem na stałe do Polski.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama