Nowy numer 42/2020 Archiwum

Więcej gadania niż oglądania

Plejada znanych aktorów i ciekawa powieść Zygmunta Miłoszewskiego nie przełożyły się na interesujący polski kryminał, który by porwał widza wartką akcją i narastającym napięciem. Film "Ziarno prawdy" nie zachwycił sandomierzan.

Na ten film środowisko sandomierskie czekało od miesięcy. Najpierw sama powieść Zygmunta Miłoszewskiego wzbudziła mieszane uczucia. W swojej, skądinąd bardzo dobrej, powieści kryminalnej podjął on dalsze losy bohatera z pierwszej swojej powieści „Uwikłanie”, prokuratora Szackiego, który z Warszawy przenosi się do Sandomierza. Tutaj podejmuje się on wyjaśnienia bardzo delikatnej i trudnej sprawy cyklu morderstw łączonych z prawdopodobnym mordem rytualnym.

Powieść postanowiono zekranizować.

Reżyser Borys Lankosz zgromadził naprawdę dobrą plejadę polskich aktorów, gdzie główną rolę odgrywa Robert Więckiewicz, a przy jego boku grają: Jerzy Trela, Magdalena Walach, Krzysztof Pieczyński, Andrzej Zieliński czy Aleksandra Hamkało.

Dobra i wciągająca powieść nie znalazły jednak dobrego przełożenia na adaptację filmową. Filmowa akcja czasami niemalże zamiera, gdy prokurator Szacki zamiast korzystać z usług policji, sam marnie prowadzi dochodzenie. Widzowi nieznającemu historycznych relacji polsko-żydowskich trudno wejść w problematykę domniemanych mordów rytualnych, które przeniesione są we współczesne realia. Równie trudno pojąć widzowi ukrytą między wierszami i dialogami krytykę lokalnego społeczeństwa, które, jak podkreśla przybyły z Warszawy prokurator Szacki, jest i pozostanie społecznością prowincjonalną. Nieustannie powtarza to swojej filmowej partnerce, prokurator Barbarze.

Nie zachwyca także muzyka, która czasami przypomina melodie z poprzedniej epoki ; „Janosika” czy „Różowej pantery”.

Film zaskoczył, tylko niestety negatywnie. Już podczas jego realizacji chciano nakręcić go marketingowo, sugerując, że pokazuje on dziwny antypolski patriotyzm wpływowych środowisk czy też zaściankowy antysemityzm.

Nie wypaliła także sandomierska premiera filmu urządzona na Kazimierzowskim Zamku. Kiepskie nagłośnienie sali sprawiło, że widzowie niemalże nie rozumieli prowadzonych w filmie dialogów. Po projekcji filmu trudno było namówić publiczność do zadawania pytań autorowi powieści czy  reżyserowi w tematach bardziej lub mniej nurtujących lokalną społeczność. Jednym z bardziej... dociekliwych pytań było to skierowane do obecnego na sali operatora kamery Łukasza Bielana: Czy lepiej jest pracować za granicą czy w kraju? Co potwierdziło zainteresowanie filmem!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama