Nowy numer 48/2020 Archiwum

Woda rujnuje, zgoda buduje

Jeszcze w okresie międzywojennym hrabia Tarnowski postawił tutaj niewielką kapliczkę. Potem mimo sprzeciwu władz wybudowano na jej miejscu kościół, który dość poważnie doświadczyła ostatnia powódź.

Historia miejscowości łączy się z parafią Wielowieś, do której przez wieki należała. Parafianie mieli daleko do kościoła, więc marzyli o własnej świątyni, ale jakoś nikomu nie było po drodze, żeby te marzenia urzeczywistnić.

Hrabiowska fundacja

– Nutka nadziei pojawiła się, gdy hrabia Tarnowski z Tarnobrzega ufundował tutaj małą kaplicę w 1936 r. Podobno było to przed wyborami – opowiada z uśmiechem Jan Kwaśnik, emerytowany nauczyciel. Kapliczka miała tylko ok. 30 mkw. W środku ustawiono ołtarz główny ku czci Matki Bożej Częstochowskiej oraz trzy małe boczne ołtarzyki. – Początkowo przyjeżdżali tutaj z Wielowsi księża z nabożeństwami, ale bardzo sporadycznie. Mieszkańcy w maju i październiku zbierali się w niej sami na maryjne nabożeństwa – dodaje pan Jan. Podczas ostatniej wojny leżący na linii frontu Sobów został dotkliwie zniszczony. Spłonęło prawie 80 proc. zabudowań. Kaplica jednak ocalała, podobnie jak szkoła i dom ludowy. – Po wojnie przyjeżdżali tutaj księża z Mszą św. co niedziela. Ludzie garnęli się do kaplicy, ksiądz z trudem przeciskał się do ołtarza. Po każdym nabożeństwie wymiatano szufelkę guzików, tak było ciasno – podkreśla J. Kwaśnik. Zwrot w sprawie nastąpił, gdy diecezją przemyską zarządzał bp Ignacy Tokarczuk. To on kazał ks. Burdzie z Wielowsi rozpocząć starania o nową parafię. – Tak naprawdę zaczęło się od dobudowania do kaplicy małej zakrystii, potem rozbudowano nawę. Wszystkim tym pracom sprzeciwiali się ówcześni urzędnicy, którzy niejednokrotnie zamykali budowę. Dopiero w 1990 r. otrzymaliśmy pozwolenie na postawienie nowego kościoła. Zapał był tak wielki, że już 1 listopada 1991 roku oddano świątynię do użytku – opowiada pan Jan. Następnie wykańczano i wyposażano wnętrze świątyni. – Cieszyliśmy się, że mamy kościół. Był wtedy wielki entuzjazm i szeroka współpraca, która jednoczyła ludzi – podkreśla pan Jan.

Nieszczęście przypłynęło

Mimo że Sobów leży w niedużej odległości od Wisły, to jednak nie był to teren zagrożony powodzią. Jak się okazało – do czasu. Wysoka woda, która przyszła w 2010 r. i przerwała wał w niedalekim Koćmierzowie, dotarła także i tutaj. – Pierwszy raz widziałam coś takiego. Ostatnio woda podeszła tutaj podczas powodzi w latach 60. ub. wieku. Teraz jednak była to wysoka woda, która weszła do wielu domów i narobiła dużo szkody – opowiada Łucja Gomułka. Jak wspomina, mimo dużych strat powodzianie otrzymali bardzo dużą pomoc od państwa, instytucji charytatywnych i osób prywatnych. – Pierwszy z pomocą żywnościową przybył tutaj ks. Michał Józefczyk, proboszcz z Serbinowa. Potem przybywała pomoc z Caritas i ludzi dobrej woli. Na ratunek proboszczowi, który nie chciał opuścić parafii, przypłynął łodzią sam bp Nitkiewicz – wspomina pani Łucja. Zniszczenia były znaczne, wiele domów znalazło się pod wodą, a mieszkańcy musieli się ewakuować. Także do świeżo odremontowanego kościoła dostała się woda. – Pamiętam jak dziś, kiedy mogłem do niego podpłynąć tylko kajakiem, podobnie jak i do plebanii. Był to czas, który bardzo mocno odcisnął się w pamięci parafian – podkreśla ks. Andrzej Maczuga, proboszcz. Mieszkańcy mogli odremontować swoje domy i gospodarstwa dzięki wszechstronnej pomocy. To samo tyczy się świątyni. – Od początku zaskoczyło mnie duże zaangażowanie parafian w sprawy kościoła, to naprawdę budujące. Teraz uwagę duszpasterską kierujemy na młodych i rodziny. Chcemy razem dołożyć starań, aby nowe pokolenie wyrastało pełne dobrych wartości. Służą temu organizowane w parafii spotkania podczas Tygodnia Wychowania Chrześcijańskiego, skierowane do rodziców i młodych. Nie jest to łatwe, bo współczesny świat proponuje całkiem inne i na dodatek atrakcyjnie opakowane wychowanie – dodaje proboszcz. Sobów to obecnie już dzielnica Tarnobrzega. Choć jeszcze jest tu kilku rolników, wiele osób podejmuje jednak pracę w okolicznych zakładach. Jak podkreślają mieszkańcy, złote czasy minęły wraz z zamknięciem pobliskich zakładów siarkowych, które stanowiły kiedyś podstawę utrzymania.

Zdaniem proboszcza

– Po przybyciu tutaj z poprzedniej parafii byłem pozytywnie zaskoczony bardzo serdecznym przyjęciem. Wielu parafian chciało się angażować w sprawy związane z parafią; czy to te materialne, czy te związane z duszpasterstwem. Bardzo prężnie działa Akcja Katolicka, która wzięła na siebie prowadzenie świetlicy dla dzieci. Emerytowani nauczyciele i wolontariusze wspomagają dość dużą grupę dzieci i młodych. W parafii działają także grupa intronizacyjna, Legion Maryi, koło przyjaciół seminarium oraz od niedawna Krąg Biblijny. Wśród młodych działa grupa ministrantów i schola. Dużą uwagę przykładam do formacji młodych przed sakramentem bierzmowania. Od kilku lat wspaniale zdaje egzamin Tydzień Wychowania, gdzie rodzice mogą uczestniczyć w spotkaniach informacyjnych i formacyjnych. Jedną z najważniejszych wskazówek, które staram się przekazać parafianom, jest ta, aby nie walczyć między sobą, lecz zgodnie współpracować w myśl zasady: zgoda buduje, niezgoda rujnuje.ks. Andrzej Maczuga Pochodzi z Żołyni. Wyświęcony na kapłana w 1985 r. W parafii posługuje od 2006 roku.

Zapraszamy na Msze św.

W niedziele i święta: 7.30, 10.30, 17.00 W dni powszednie: 18.00, (zimą) 17.00

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama