Nowy numer 49/2020 Archiwum

Lek dostępny bez recepty

Zakony. Pracują tam, gdzie najciężej, ale ich życie nie jest wcale takie szare. OD Prawie dwu wieków związane są z posługą miłosierdzia w Sandomierzu.

Duża torba pielęgniarska w ręce i uśmiech na twarzy. Tak w codzienną trasę rusza siostra Dorota, szarytka. Każdego dnia odwiedza od kilku do kilkunastu osób w podeszłym wieku, samotnych i chorych. Ten charyzmat wyznaczył im św. Wincenty à Paulo, zakładając zgromadzenie w 1633 r.

Apteczka z miłosierdziem

– Przez te lata nic się nie zmieniło w tym zakresie. Nasze główne zadanie to pomoc chorym i najsłabszym, czyli działalność charytatywna – krótko wyjaśnia s. Dorota. Od wielu lat posługuje jako pielęgniarka środowiskowa, codziennie odwiedzając chorych pozostających w domach. Taka osoba musi się znać niemalże na wszystkim. – Odwiedzając chorych, świadczymy im pełny zakres usług medyczno-pielęgniarskich. Są to najczęściej osoby starsze, niedołężne, często samotne, więc potrzebują najbardziej podstawowych zabiegów pielęgnacyjnych, jak kąpiele czy toalety. Chorym trzeba często podłączyć kroplówkę, zrobić zastrzyk czy pobrać materiał do badań diagnostycznych. Cierpliwie tłumaczymy, jak brać leki, w czym one pomagają i jak działają. Do tego często stajemy się dla nich jedynymi powiernikami osobistych problemów. Trzeba tych osób cierpliwie wysłuchać, podnieść na duchu czy wesprzeć duchowo. Wielokrotnie proszą one także, aby się z nimi choć chwilę pomodlić. Cieszą się z tego, że właśnie siostra zakonna ich odwiedza – opowiada s. Dorota.

Siostry już niejeden raz przekonały się, że ich obecność w domu chorego wpływa na całą rodzinę, zmieniając podejście do osoby starszej i schorowanej. – Patrząc na naszą posługę, ludzie często czują się zawstydzeni i sami staranniej pielęgnują taką osobę. Nieraz podpatrują, jak i co robić, by pomóc bliskim, kiedy nas nie ma. Jest to wychowawcze, ale i chrześcijańskie, bo uczy szacunku do drugich i prostej posługi miłosierdzia – dodaje s. Dorota. Sama najpierw ukończyła szkołę pielęgniarską, a dopiero potem odkryła zakonne powołanie. – Ta posługa nie męczy, nie nuży, bo jest byciem przy najbardziej potrzebujących. Największym darem jest ich spojrzenie pełne wdzięczności – podkreśla.

Z tego oddziału nie wypisują

Na tym szpitalnym oddziale trudno o uśmiech pełen nadziei. Każdy chory to wielka historia cierpienia i świadomość powolnego umierania. Jak podkreśla s. Anna, również szarytka, chorzy wiedzą, że z tego oddziału nie wypisują z lekarską diagnozą: zdrowy. Posługując na oddziale paliatywno-hospicyjnym, zanosi chorym nie tylko medykament, który niesie ulgę w cierpieniu, ale przede wszystkim swoją obecność – najlepsze lekarstwo dostępne bez recepty. – Nasi podopieczni to osoby w stanach terminalnych choroby nowotworowej, którzy potrzebują najczęściej stałej opieki. Jednak medycyna tutaj nie jest najważniejsza. Myślę, że w naszej posłudze pielęgniarskiej pośród tych osób najważniejsze jest bycie przy nich. One mają świadomość, że medycyna już im nie pomoże, dlatego szukają pomocy duchowej. W większości są świadomi, że odchodzą, jedni chcą o tym rozmawiać, inni nie. Wielu potrzebuje pociechy i dobrego słowa, inni wsparcia duchowego. Ci, którzy nie cierpią, radują się każdym kolejnym dniem jak wielkim darem. Są i tacy, którzy w śmierci widzą moment ulgi w cierpieniu. Tym szczególnie trzeba pomóc fizycznie i duchowo. Pomagamy im odejść w spokoju, z nadzieją na spotkanie z Chrystusem – opowiada siostra Anna.

Podkreśla, że nie jest to łatwa praca i posługa, ale wie, że bardzo potrzebna i wymagająca zaangażowania serca. – Tu nie da się być tylko pielęgniarką, tutaj potrzeba być prawdziwie siostrą tych chorych – dodaje. Wielokrotnie pielęgniarski dyżur przedłuża się, gdy trzeba czuwać przy konającym. – Proszą mnie o to sami chorzy, którzy chcą, aby być z nimi, gdy przyjdzie ten moment. Czasem trzeba także pomóc rodzinie, która na swój sposób przeżywa chorobę i śmierć kogoś bliskiego. Zawsze są wdzięczni, że jest się z nimi w takiej chwili – dodaje s. Anna. Pielęgniarstwa uczyła się już w zakonie, kończąc odpowiednią szkołę. Dziś mimo trudnej pracy widzi w niej najpiękniejszą formę realizacji swojego powołania.

Sandomierska nowenna

Od niedawna siostry szarytki zainicjowały w kościele Ducha Świętego wspólną nowennę do Matki Bożej od cudownego medalika. – To także element naszego zakonnego charyzmatu: apostolstwo modlitwy i propagowanie maryjnego apelu przekazanego naszej siostrze św. Katarzynie Labouré, dotyczącego wybicia medalika według podanego wzoru – tłumaczy s. Anna. Na awersie wokół postaci Matki Bożej znajduje się napis: „O, Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”. Z rąk Matki Bożej rozchodzą się promienie. Są one symbolem łask, które Ona nam wyprasza u swojego Syna. Na rewersie znajduje się litera M połączona poprzeczną belką z górującym nad nią krzyżem. Poniżej litery są dwa serca: Jezusa, otoczone koroną cierniową, i Maryi, przebite mieczem. – Symbolizują one miłość Jezusa i Jego Matki do nas wszystkich. 12 gwiazd wskazuje na Kościół zbudowany na fundamencie Apostołów i przypomina, że jesteśmy wezwani do apostolstwa i życia w świetle Ewangelii – podkreśla s. Ewa, zakrystianka w kościele Ducha Świętego w Sandomierzu. To właśnie z tym miejscem związana jest blisko 200-letnia obecność szarytek w tym mieście. I to tutaj od kilku miesięcy siostry w każdą pierwszą sobotę miesiąca prowadzą maryjną nowennę. – Wielu mieszkańców bardzo pozytywnie odpowiedziało na naszą propozycję i przychodzi na wspólną modlitwę – dodaje s. Ewa.

Osoby nawiedzające kościół, w którym jest codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu, mogą przez cały miesiąc składać intencje modlitewne, które odczytywane są podczas nowenny. – Z miesiąca na miesiąc przybywa kartek z intencjami, co świadczy o dużym zainteresowaniu tą formą modlitwy. Pisane są prośby o konkretne łaski zdrowia, maryjne wstawiennictwo czy Bożą pomoc w trudnych sprawach. Bardzo wiele jest próśb o uratowanie z nałogu, szczęśliwy powrót z wyjazdu czy uratowanie wspólnoty małżeńskiej. Są także prośby o zdanie egzaminów, wybór dobrego męża czy pokój w rodzinie – wymienia s. Ewa. Podczas nowenny przed wystawionym Najświętszym Sakramentem odmawiane są odpowiednie modlitwy do św. Katarzyny, czytane intencje, modlitwa różańcowa i zawierzenie rodzin Maryi Niepokalanej.

Postawiła na szarytki

– Nasze siostry po przybyciu do Sandomierza prawie 200 lat temu zostały skierowane do posługi w szpitalu przy kościele Świętego Ducha. Wcześniej przez długie wieki pełnili ją duchacy. Najpierw siostry musiały odremontować szpital i mieszkania na klasztor. Równocześnie założyły przytulisko dla najbiedniejszych. Duże zasługi ma w tej kwestii s. Ewa Jabłońska, której epitafium znajduje się w kościele – opowiada s. Dorota. Posługa sióstr wobec chorych i biednych trwała aż do zakończenia II wojny światowej. Wtedy szpital przejęło państwo. Siostry zostały usunięte z posługi pielęgniarek, pozostała tylko jedna, która pracowała w gabinecie RTG. Po zmianach politycznych siostry wróciły do pomocy chorym w sandomierskim szpitalu. I choć są najbardziej liczebnym zgromadzeniem na świecie, dziś z pewnym niepokojem patrzą na zmniejszającą się liczbę powołań do zgromadzenia. – Jesteśmy pierwszym w historii zgromadzeniem czynnym, które swój charyzmat realizuje poprzez posługę najbardziej potrzebującym. Tu nic nie zmieniło się od lat. Dziś coraz trudniej młodym nie tylko zdecydować się na wymagającą drogę zakonnego powołania, ale też usłyszeć ten głos w całym hałasie współczesnego świata. Myślę, że mimo chwilowego kryzysu powołań nie zabraknie jednak osób, które będą chciały swoje życie poświęcić pomocy innym – podkreśla s. Dorota.

Przysłuchująca się s. Wiesława uśmiecha się i potwierdza, że czasem Pan Bóg powołuje tam, gdzie nikt by się nie spodziewał odczytania Bożego wezwania. – Moja rodzina była mało religijna, mieliśmy daleko do kościoła, więc bywaliśmy tam bardzo rzadko. Rodzice do końca nie akceptowali mojego wyboru. Ojciec, kiedy mnie odprowadzał pod klasztorną furtę, powiedział trzy znamienne zdania: „Choć ja komunista, dziecko niech robi, co chce. Ona jest dobra, nie zróbcie jej krzywdy. A ty, jak będzie źle, wracaj”. Nie wróciłam i gdyby mi dziś wypadło wybierać, wybrałabym na nowo powołanie szarytki – zapewnia s. Wiesława.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama