Nowy numer 44/2020 Archiwum

Od wesela do wesela

Kultura ludowa. – Ważne, żeby żaden kosmyk włosów spod chusty nie wychodził. Jeśli u którejś wychodził, to znaczyło, że jest zalotnicą, że chce się mężczyznom podobać – wyjaśnia Halina Ordon, kierownik Zespołu Ludowego „Cyganianki”.

Zespołów obrzędowych pokazujących dawną lasowiacką tradycję jest na Podkarpaciu sporo. Zespół Ludowy „Cyganianki” z Cygan wyróżnia spośród nich wszystkich bogaty repertuar starych pieśni, przyśpiewek i ciekawych obrzędów na każdą okazję. W tym roku pod koniec czerwca zespół powalczy o prymat w kraju, bo po zwycięstwie w Wojewódzkim Konkursie Kapel i Śpiewaków Ludowych w Dynowie, gdzie „Cyganianki” zaprezentowały dwie liczące ponad 300 lat pieśni, zespół zakwalifikował się do ogólnopolskiego festiwalu w Kazimierzu nad Wisłą.

Boryna na start

Pomysł zawiązania zespołu narodził się 17 lat temu podczas zabawy sylwestrowej. – Bawiliśmy się w gronie przyjaciół. W pewnym momencie zaczęliśmy wspólnie śpiewać. Widocznie szło nam dobrze, bo Zofia Sędyka zaproponowała założenie ludowego zespołu. Wszyscy pomysłowi przyklasnęli. Wkrótce pani Zofia rozpoczęła poszukiwania kandydatów. Początki były i trudne, i śmieszne – śmieszne, bo każdy z rezerwą podchodził do założenia lasowiackiego stroju. Nie było zwyczaju paradować po wsi w przebraniu – wspomina Halina Ordon.

Ale gdy ta przeszkoda została pokonana, kariera „Cyganianek” potoczyła się bardzo szybko. Zespół rozpoczął bowiem koncertowanie od dużego sukcesu, jakim było zwycięstwo w Ogólnopolskim Festiwalu Obrzędów Ludowych w Węgrowie. – Pojechaliśmy zaledwie w trzy miesiące od zawiązania zespołu – mówi Halina Ordon. – Dlatego każda nagroda byłaby dla nas zupełnym zaskoczeniem.

I tak się stało – jury nagrodziło „Cyganianki” dwoma statuetkami „Boryny” – za bramę weselną i za oczepiny. Podczas festiwalu powstał na potrzeby drugiego programu TVP specjalny program wyreżyserowany przez Krzysztofa Jasińskiego, dyrektora Teatru „STU”, w którym wystąpili artyści z Cygan.

Na początku zespół liczył osiem osób, a przygrywał mu akordeonista Janusz Sędyka. 10 lat temu dołączyła kapela, która obecnie liczy pięciu muzyków wywodzących się z Tarnobrzega, Nowej Dęby, a nawet z Kolbuszowej. – Niestety, w naszej wsi nie ma muzyków potrafiących grać na tradycyjnych instrumentach ludowych, dlatego wspomagają nas panowie z okolicznych miejscowości – wyjaśnia kierowniczka zespołu. – Na szczególne uznanie zasługuje Józef Cebula, skrzypek, który mimo swoich 81 lat przyjeżdża do nas na próby aż z Kolbuszowej.

Podczas przedstawiania lasowiackich obrzędów „Cyganianki” rozrastają się do prawie 30-osobowego zespołu. Zasila ich wtedy młody narybek z miejscowych grup dziecięcych i młodzieżowych, powstałych w ubiegłym roku przy Centrum Kultury Lasowiackiej w Cyganach. „Cyganianki” nie tylko pięknie śpiewają, ale również ładnie prezentują się w lasowiackich strojach. – Jest to biały, haftowany strój z czerwonym haftem dla dzieci i młodzieży i czarnym dla kobiet starszych czy zamężnych. Jeśli jest potrzeba, na przykład podczas prezentacji lasowiackich obrzędów, zakładamy też chusty. Ważne, aby żaden kosmyk włosów spod chusty nie wychodził. Jeśli u którejś wychodził, to znaczyło, że jest zalotnicą, że chce się mężczyznom podobać – wyjaśnia pani Halina.

Od rózgowin do przeprowadzki

W barwnych strojach i chustach zespół wystąpił ostatnio w XXVI Wojewódzkim Konkursie Ludowych Obrzędów i Zwyczajów w Giedlarowej, podczas którego przedstawił lasowiackie wesele, zdobywając wyróżnienie przy silnej konkurencji, bo zaprezentowały się aż 33 zespoły. – Obrzęd jest naprawdę piękny. Pokazuje młodym, jak ludzie dawniej żyli i bawili się. Składa się z trzech części. Pierwsza to rózgowiny – opowiada o dniu przed samym weselem. Druhny przychodziły do panny młodej i wiły wspólnie rózgę, śpiewając pieśni; stare, zawodzące, że aż płakać się chciało. Potem były tzw. rozpleciny: ojciec rozplatał warkocz przyszłej panny młodej i obcinał włosy, co oznaczało koniec panieństwa. Część druga to wyprowadziny do kościoła, któremu towarzyszą rzewne pieśni, jak „Kremowa suknio”, „Złoty pas”, „Wychodź dziewcyno, bo juz czas” i pożegnanie z rodzicami. Po powrocie ze świątyni następują oczepiny; panna młoda żegna się z druhnami, otrzymuje chustę na głowę i wita się ze swatkami. I tu zaczynają się typowe weselne, radosne, czasami wręcz swawolne przyśpiewki. Ale nie brak również zaczepnych, jak: „Nie śpiwoj, nie śpiwoj, bo ci się nie tycy, bo ktoś pomyśli, ze to krowa rycy”, które czasami pod koniec wesela doprowadzały do tzw. bitek. Ostatnia część, niespotykana w innych obrzędach w kraju, to przeprowadzka panny młodej do domu pana młodego. Starościna weselna woła wówczas: „Chłopoki! Zbierajta, co się da, żeby Kasia na swoje z gołemi rękami nie sła” i zachęca chłopców, by znosili do ich nowego domu, co tylko się da. Zabierają więc z obejścia rodziców panny młodej cepy, grabie, maselnice, pierzyny, kolebki... I cały ten kolorowy weselny orszak uzbrojony w różne narzędzia, przedmioty towarzyszy młodym – barwnie opisuje obrzęd kierowniczka zespołu.

W przedstawieniu członkowie zespołu wykorzystują zabytkowe, oryginalne narzędzia, jak łopata do chleba, maselnica.

Skarbnica przeszłości

„Cyganianki” bardzo wiele zawdzięczają nieżyjącej już wielkiej propagatorce kultury lasowiackiej – Marii Kozłowej, córce Wojciecha Wiącka, senatora w II Rzeczypospolitej, machowskiego chłopa. – Przekazała nam bardzo wiele spisanych przez siebie starych pieśni ludowych z tego regionu – wyjaśnia pani Halina. – I na nich głównie bazujemy. Z czasem, kiedy okazało się, że trzeba wzbogacić nasz repertuar, postanowiliśmy sięgnąć do pamięci mieszkańców Cygan. Okazało się, że jest to prawdziwa skarbnica.

Zarówno Halina Ordon, jak i pozostali członkowie zespołu byli zaskoczeni bogactwem pieśni zapamiętanych przez starsze osoby. Wiele z tych utworów pochodzi z XIX w., a być może niektóre z nich mają jeszcze starszy rodowód. – Przychodziły do nas panie liczące ponad 80 lat z tekstami piosenek, mówiąc, że śpiewały je ich babcie – opowiada kierowniczka zespołu. – Wszystkie skrupulatnie wpisałyśmy do naszej kroniki, by nie uległy zagubieniu.

Podczas spisywania pieśni wyszło na jaw, że na strychach, w starych komodach w wielu domach są przechowywane oryginalne stroje lasowiackie, a w niejednej komorze czy szopie leżą zapomniane dawne narzędzia rolnicze lub przedmioty codziennego użytku. Odczyszczone, odnowione służą obecnie jako rekwizyty podczas przedstawień wystawianych przez „Cyganianki”.

Z występu na występ

Zespół nie może narzekać na nudę i brak zainteresowania, zwłaszcza w okresie od wiosny do jesieni. Więcej spokoju i oddechu jego członkowie mają zimą. – Większość występów odbywa się w plenerze, a zima takim imprezom zdecydowanie nie służy – zauważa ze śmiechem pani Halina. – Ale nie znaczy to, że opuszczamy próby – te odbywają się regularnie każdego tygodnia. Trzeba bowiem nie tylko doskonalić opracowany już repertuar, ale wzbogacać go o kolejne przedstawienia.

Praca, zamiłowanie i zapał przynoszą efekty w postaci kolejnych laurów zdobytych przez zespół. Halinie Ordon nie sposób zliczyć wszystkich nagród, jakie otrzymały „Cyganianki”. Są wielokrotnymi laureatami wojewódzkich i ogólnopolskich konkursów. Tegoroczne zwycięstwo w Dynowie otworzyło przed nimi drogę do Kazimierza Dolnego na doroczny Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych, gdzie zaprezentują się po raz drugi. – Byliśmy cztery lata temu, ale nie udało się nam zdobyć żadnej nagrody – mówi pani Halina. – Mamy jednak nadzieję, że tym razem się nam powiedzie i z pustymi rękami nie wrócimy, chociaż konkurencja będzie bardzo duża. Zgłoszonych zostało ponad 60 zespołów, w sumie zaprezentuje się ok. 800 artystów. Wyzwanie ogromne, ale również doskonała nauka.

„Cyganianki” bardzo aktywnie uczestniczą również w życiu swojej społeczności, uświetniają swoim śpiewem wszystkie uroczystości religijne, patriotyczne, za co swej wdzięczności dla nich nie kryje ks. kan. Józef Lisowski, miejscowy proboszcz. Ukłonem w stronę mieszkańców Cygan jest organizowana od 16 lat wigilia dla starszych i samotnych. – Trudno nam było utrzymać tę tradycję, bo brakowało sponsorów, ale na szczęście mimo przeciwności udaje się każdego roku przygotować to wyjątkowe spotkanie – mówi Halina Ordon. – Jest to też doskonała okazja do pojednania z osobami, z którymi poróżniły nas jakieś nieporozumienia. Wówczas łatwiej jest podać sobie ręce.

Członkowie zespołu współorganizują również Dni Kultury Lasowiackiej. Pokazują się także za granicą – występowali we Francji, Irlandii i USA.

Tak szeroka działalność nie byłaby możliwa, gdyby nie ogromne wsparcie ze strony Samorządowego Ośrodka Kultury w Nowej Dębie, którego filią jest Centrum Kultury Lasowiackiej w Cyganach. Zespół może liczyć też na pomoc władz Nowej Dęby oraz powiatu tarnobrzeskiego. Za to wsparcie odwdzięcza się reklamowaniem regionu nie tylko podczas występów festiwalowych, ale i poprzez propagowanie i kultywowanie tradycji kulinarnych. W najbliższych dniach dzięki jego staraniom na ministerialnej liście produktów tradycyjnych znajdą się trzy potrawy: kapusta z grochem i kaszą jaglaną, brozioki oraz piróg z kaszą jaglaną.

W dowód uznania dla „Cyganianek”, czyli: Marii Łagowskiej, Haliny Ordon, Sylwii Ordon, Edyty Rożek, Danuty Serafin, Janiny Tłusty, Teresy Walskiej i Zofii Zbyrad oraz towarzyszącej im kapeli w składzie: Józef Cebula (skrzypce), Władysław Ziętek (akordeon), Józef Stróż (klarnet), Eligiusz Józefacki (bęben) marszałek województwa podkarpackiego przyznał im prestiżową nagrodę za szczególne osiągnięcia w dziedzinie twórczości ludowej, upowszechnianie i ochronę kultury.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama