Nowy numer 50/2018 Archiwum

My, z pałacu

Wspomnienia. Był ich własnością przez 146 lat do momentu, kiedy go musieli opuścić za okupacji niemieckiej w 1942 roku. i nigdy już do niego nie mogli wrócić.

Rodzina Karskich utrzymywała bliskie kontakty z Kościołem, bp. Marianem Ryxem, papieżem Piusem XI, kolejnymi proboszczami parafii we Włostowie.

Tylko kamienne lwy

Kaplica stała nietknięta. Trochę z boku, tuż przy parku. Proboszcz ks. Tadeusz Garbacz zagroził, że rzuci klątwę na tego, kto podniesie rękę na święte miejsce. I groźba działała, aż do tej pory. Z dnia na dzień z kaplicy zniknął miedziany dach i wieńczący kopułę krzyż z żółtym szkiełkiem, które w słońcu błyszczało jak złoto.

Wszystko pewnie poszło za butelkę taniego wina. Przy wjeździe do dawnej rezydencji stoją niewzruszenie dwa kamienne lwy. Niewiele mają do pilnowania. Nawet po herbie rodziny Karskich, podkowie barkiem do góry, w środku z krzyżem, jeszcze niedawno widocznym na fragmencie dachu, nie został ślad. Z otworów okiennych jak z oczodołów wystają kawałki stolarki, wypadają cegły. Zza ogrodzenia straszą pozostałości wysokich ścian, kikuty kolumn, schodów, balkonów i stosy walającego się wszędzie gruzu.

Jak wielki pan

Bez Karskich nie mogła się odbyć żadna uroczystość w regionie. Gdy w 1913 r. koronowano obraz Matki Bożej w Sulisławicach, dziadek Juliusza, Michał, niósł główne insygnia do ołtarza. Ufundował wiele monstrancji. Nieraz trzymał też chorągiew podczas uroczystości na rynku w Sandomierzu i szedł obok bp. Mariana Ryxa. W Muzeum Diecezjalnym zachowało się nawet zdjęcie, na którym można rozpoznać postaci z tamtego czasu. Odnalazł je emerytowany nauczyciel historii Janusz Placha i chce opisać. – Póki jeszcze budzi zainteresowanie, bo potem może już niewiele osób zaciekawić – mówi. Nauczyciel szuka też zdjęcia z pobytu nuncjusza papieskiego Achille Rattiego, przyszłego papieża Piusa XI, we Włostowie. Na pamiątkę wizyty Karscy ufundowali kolumnę naprzeciw starego młyna. To właśnie tą drogą szedł Achille Ratti. Nie główną, bo przy niej stała figurka uwłaszczeniowa na cześć cara. Po śmierci Michała Karskiego jego ciało wystawiono w rodzinnej kaplicy przy cmentarzu. Zanim nabożeństwo rozpoczęło się w kościele, tłumy ludzi tam waliły i oddawały hołd zmarłemu jak władcy, księciu, wielkiemu panu.

Szambelan

Często przed I wojną światową Michał przebywał w Rzymie, gdzie informował Watykan o polskich sprawach politycznych, kościelnych. W 1910 r. został przez Piusa X mianowany tajnym szambelanem papieskim. Wtedy nie było ich wielu. Od tamtej pory każdego roku przez tydzień w mundurze szambelańskim pełnił służbę w Watykanie. Dzięki temu miał wówczas ułatwiony dostęp do Piusa X, a potem jego następców, Benedykta XV i Piusa XI. Do Watykanu trafił, bo był człowiekiem zamożnym i religijnym. Biskup Marian Ryx chciał mu wynagrodzić przywiązanie do Kościoła. Stąd wnioskował dla Karskiego o tak ważny, honorowy tytuł szambelana, o którym nawet Niemcy wiedzieli, gdy wkroczyli do pałacu w 1914 r. Odegrał olbrzymią rolę w duchowym łączeniu Kościołów z trzech zaborów. W 1923 r. został przyjęty do Zakonu Kawalerów Maltańskich, co też było nie lada godnością, splendorem. Marszałek Józef Piłsudski zaproponował mu stanowisko ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej przy Watykanie. Nie było wtedy w Polsce lepszej kandydatury, człowieka tak blisko związanego z Kościołem. Mimo nalegań Karski odrzucił propozycję. Wiedział, że po śmierci żony sam musi wychowywać dwójkę swoich dzieci i na miejscu dopilnowywać swoich interesów. Kto by się zajął potomstwem i majątkiem, gdyby wyjechał z kraju? W ostatnich latach życia leczył go osobisty lekarz Piusa XI.

Do fundamentów

Pałac tętnił życiem. Odwiedzali go najwybitniejsi ludzie epoki. Nic dziwnego, w regionie nikt nie posiadał lepiej urządzonej rezydencji. Przed 15. rocznicą bitwy pod Konarami, 8 września 1929 r., odsłonięty został pomnik poległych legionistów. Przewodniczącym komitetu budowy był ojciec Juliusza, Szymon. Na tę uroczystość przybył prezydent Ignacy Mościcki i trzy czwarte polskiego rządu. Był też biskup sandomierski Marian Ryx. Wydano obiad na 140 osób. Gdy front się zbliżał, Karscy z Kurowa, gdzie mieszkali po wyrzuceniu z pałacu, pojechali do Warszawy. Pięć czy sześć dni później wybuchło powstanie warszawskie. Włostów został wysiedlony. W styczniu 1945 r. przeszła tędy Armia Czerwona. Jan Saracyn, rocznik 1926: – Widziałem na własne oczy, jak w sali bilardowej stało bydło. Trzeba było wprowadzić krowy i świnie do pałacu, wylęgarnię kurcząt – do sali bilardowej? Straszne! Ksiądz Stefan Wilk, rocznik 1929: – Nikt nie chciał się angażować, by powstrzymać dewastację. Każdy opuszczał ręce, a mieliśmy spotkania z nauczycielami, lekarzami. Jednak trzeba pamiętać, jakie wtedy panowały czasy. Każdy się bał. Trzeba było formować nowe życie. Witold Szcześniak, rocznik 1932: – Ludzie mówili, że pałac trzeba zburzyć do fundamentów, bo to Karskich. List biskupa

 

Ksiądz Jerzy Siara, wieloletni proboszcz włostowski, natknął się kiedyś na piękny, pełen grzeczności list, który zostawił w parafii bp Marian Ryx. Jego słowa były odczytane przez duchownego podczas pogrzebu Michała Karskiego. To piękna pamiątka, nie ukrywa ksiądz, który do ubiegłego roku był proboszczem we Włostowie. W 2009 r. ks. Jerzy Siara zorganizował uroczystości, które przypomniały pobyt Piusa XI we Włostowie. Przybył świętej pamięci bp Marian Zimałek, który w pięknych słowach wyrażał się o Karskich, o ich kontaktach ze Stolicą Apostolską. Przytoczył słowa Piusa XI, że Włostów to maleńka parafijka, ale duża siłą, wielkością błogosławionego Wincentego Kadłubka, biskupa, pierwszego pisarza w naszej historii.

Nie zdążymy

– W 1764 r. Klemens XIII bea- tyfikował Wincentego Kadłubka. Co dalej, z kanonizacją – sprawa dość trudna. Zbieraliśmy dokumenty, potrzeba wykształconych ludzi, dobrych lingwistów i, oczywiście, znawców sztuki archiwalnej – opowiada ks. Jerzy Siara. – Mamy dowody, że za wstawiennictwem bł. Wincentego dzieją się u nas wydarzenia niezwykłe. To rzeczy, które wprawiają w zdumienie. Mamy poświadczenia lekarskie. Przekazywałem je biskupowi, bo my się zmieniamy na plebaniach, to ten, tamten, niech w kurii to będzie złożone. Tu w tej chwili cuda są, znaki. Błogosławiony działa, ale do jego kanonizacji nie wystarczy. Trzeba wykazać heroiczność życia i poświęceń, a żył 900 lat temu. – Kiedy ostatni raz przebywałem u Jana Pawła II w 2003 r., 29 września, w 40-lecie naszego kapłaństwa, tak się ustawiłem, by stanąć przed nim jako ostatni. Poprosiłem osobiście o błogosławieństwo i powiedziałem o Włostowie. Bo kard. Karol Wojtyła zabiegał o beatyfikację Wincentego Kadłubka razem z kard. Stefanem Wyszyńskim. Wtedy nie udało się, brakowało czasu. My też się o to bardzo gorąco modlimy. Powiedziałem, jakie mamy nabożeństwa, prawie 20 dni trwa odpust Wincentego, oktawa, potem nowenna. Jana Pawła II bardzo ucieszyły moje wyznania. Dotknął swoimi dłońmi moje dłonie i powiedział: „Nie zdążymy!”. Papież mówił niewyraźnie, więc te słowa powtórzył mi obecny ks. kard. Stanisław Dziwisz. Odebrałem je jak wyrzut, że myśmy mu nie pomogli. Te czasy przeszły już bezpowrotnie – stwierdza ks. Siara.

Podatek od ruiny

Juliusz Karski pokazuje ostatnią decyzję wojewody o zwrocie ruin pałacu i parku, razem około 7 ha. W piśmie jest cała historia starań o zwrot majątku, relacji z rozpraw. Gdzieś z boku, jakby na marginesie, napisano o najważniejszym. Zanim dotarła do niego decyzja wojewody, otrzymał nakaz zapłaty podatku od ruiny. Zdziwiło go pismo, bo nie wiedział, jak je rozumieć. Myślał, że ktoś sobie żarty stroi. – Jesteśmy emerytami, nam wszystko zabrano – mówi. – Jest nas sześcioro spadkobierców. Nie wiemy, czy teren wydzierżawimy, czy sprzedamy. Najlepiej by było, gdyby powstało tu Muzeum Ziemiaństwa Ziemi Opatowskiej i Sandomierskiej. Ale nie wiem, kto by zainwestował. Niebawem w wydawnictwie Bellona ukaże sie książka poświęcona rodzinie Karskich i ich pałacowi we Włostowie.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • K.S.
    23.02.2015 11:54
    Można rzec, iż wychowałem się w cieniu ruin pałacu rodziny Karskich. Tym bardziej ucieszyłem się na wieść, że jest na rynku książka, która przybliży historię pałacu i samej rodziny Karskich.
    Kupiłem książkę i... tu się kończy to, co mogę powiedzieć dobrego o tej... próbie.
    W całej książce nie ma jednej strony nie naznaczonej błędami.
    Chaotyczne, rozchwiane myśli świadczą o wręcz gargantuicznych rozmiarów niechlujstwie. Tragiczna składnia. Język razi ilością potocznych zwrotów.
    TRAGEDIA
    Każda kolejna strona potęguje poczucie odrazy. Każde kolejne przeczytane zdanie sprawia, iż w czytającym powstaje żal wywołany faktem źle wydanych pieniędzy.
    Panie Andrzeju Nowak-Arczewski proszę więcej nie pisać!
    doceń 0
  • gość
    23.07.2015 23:30
    Przeczytaj uwaznie zamieszczony powyżej fragment. Chaos, niechlujstwo, chyba tylko w twojej głowie!
    doceń 0
  • gość
    23.07.2015 23:33
    Przeczytaj uwaznie zamieszczony powyżej fragment. Chaos, niechlujstwo, chyba tylko w twojej głowie!
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy