Nowy numer 42/2020 Archiwum

Trwaj, chwilo

Wszyscy zapamiętaliśmy plasterek na czole ojca świętego i żar lejący się z nieba.

I tłum wiernych, którzy wypatrywali białej sylwetki Jana Pawła II i chłonęli każde wypowiedziane przez niego słowo. By jednak ten dzień, Msza św. i pobyt dostojnego gościa przebiegły bez przykrych niespodzianek, przez kilka miesięcy sztab ludzi pracował dzień i noc. Wśród nich był Mariusz Ryś, muzykolog, pracownik Tarnobrzeskiego Domu Kultury, bez którego trudno sobie wyobrazić tamtą pamiętną Eucharystię.

Początkowo organistą miał być prof. Roman Lulek z Lublina, a pan Mariusz tylko jego zastępcą, na wypadek nieprzewidzianych okoliczności. Stało się jednak inaczej, a niewiele brakowało, by nabożeństwa, a kto wie czy i nie Msza św., odbyłyby się bez towarzyszenia organów i części chórzystów. Wśród połączonych chórów miała śpiewać także 70-osobowa grupa z Tarnobrzega. – Mieliśmy dojechać dwoma autokarami na sam plac celebry – opowiada Mariusz Ryś. – Każdy z nas miał identyfikator, wszystko było dopięte na ostatni guzik. 12 czerwca wyjechaliśmy z Tarnobrzega o 5 rano, kierując się na most w Nagnajowie i dalej przez Samborzec do Sandomierza. Niestety, w Samborcu czekała nas przykra niespodzianka – blokada, a policjanci kazali nam zjechać na parking. Próbowałem negocjować, tłumaczyłem, kim jesteśmy, pokazałem wszystkie niezbędne dokumenty. Nic. Skała. Postanowiliśmy z kierowcami, że postaramy się bocznymi drogami dojechać jak najbliżej do Sandomierza. Posuwaliśmy się bardzo wąskimi ulicami, które w dodatku obstawione były po bokach przez zaparkowane auta. Służby porządkowe co jakiś czas dawały nam znaki, by zjechać na parking. Ale ja kazałem kierowcy jechać przed siebie. Nie zapomnę widoku uciekających i uskakujących na boki parkingowych. Do samego Sandomierza nie dojechaliśmy, ale było już znacznie bliżej niż z Samborca. Na swoje miejsca dotarliśmy na czas, do odśpiewania godzinek pozostało jeszcze kilka minut. – Można powiedzieć, że wybranie mnie na rzecznika prasowego pielgrzymki ojca świętego do Sandomierza było dziełem przypadku – wspomina ks. dr hab. Jacek Łapiński, pracownik naukowy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. – Podczas rozdzielania zadań powierzono mi obowiązek kontaktu z mediami. Diecezja sandomierska nie miała wówczas rzecznika prasowego. Swoją funkcję ks. Łapiński sprawował blisko rok, organizując w tym czasie konferencje, dokumentując cały niemal cykl przygotowań. – Kontakty z przedstawicielami mediów wspominam bardzo miło – opowiada ks. Jacek Łapiński. – Był tylko jeden mały zgrzyt, kiedy z jednego z dzienników poproszono mnie o komentarz odnośnie do protestów grupy sandomierzan przeciwnych wyborowi projektu papieskiego ołtarza autorstwa architektów z Krakowa. Odpowiedziałem, że każdy ma prawo protestować, przecież żyjemy w wolnym kraju, tylko czy jest sens poruszać ten temat. Przecież za kilka, kilkadziesiąt lat, kiedy ktoś będzie przeglądał artykuły dotyczące wizyty Jana Pawła II w Sandomierzu i natrafi na taki tekst, może pomyśleć, że mieszkańcy tego miasta to jacyś oportuniści, pieniacze. Nie będzie to najlepiej o nich świadczyć. I chyba moja argumentacja odniosła skutek, bo artykuł się nie ukazał. Natomiast chciałbym bardzo mocno podkreślić ogromną rolę, jaką w przygotowaniach do czterech potężnych konferencji odegrała sandomierska redakcja „Gościa Niedzielnego”. To był mój wielki, nieoceniony, a przy tym cichy, bo mało kto o tym wiedział, współpracownik. Pracownicy redakcji na czele z jej ówczesnym dyrektorem ks. Bogdanem Stanaszkiem przygotowywali materiały na konferencje, wysyłali zaproszenia, rozsyłali informacje, stanowili swoiste centrum logistyczne w kwestii kontaktów z mediami. Ksiądz Łapiński był w nielicznym gronie osób, które mogły witać i żegnać ojca świętego na lądowisku w tarnobrzeskim os. Wielowieś. – Pierwsza wizyta speców związana z przygotowaniem terenu pod śmigłowce odbyła się chyba w styczniu lub lutym, nie pamiętam dokładne, wiem, że była jeszcze zima – mówi były rzecznik pielgrzymki. – Panowie wizytujący stwierdzili, że teren jest dobry, trzeba go tylko utwardzić. Postanowiono zbudować zatem trzy płyty. Ze względów bezpieczeństwa bowiem miały przylecieć trzy helikoptery Mi-8, jedne z największych, jakimi dysponowała nasza armia. Chodziło o to, by nie było wiadomo, na pokładzie którego z nich znajduje się ojciec święty. Dodatkowo w trakcie przelotu miały się tasować. Lądowanie śmigłowców odbyło w parominutowych przerwach. Niestety, nie wiem, jako który osiadł na ziemi helikopter z Janem Pawłem II, bo staliśmy za daleko. Pamiętam, że szybko podjechał papamobile, a wcześniej samochód z bp. Wacławem Świerzawskim, który przywitał ojca świętego. Podczas pożegnania mieliśmy już możliwość podejścia do naszego wielkiego gościa. Był to dla mnie najbardziej wyjątkowy moment w życiu, kiedy emocje sięgnęły zenitu. Uścisk dłoni trwał zaledwie parę sekund, a ja marzyłem za Goethem: „Trwaj, chwilo, jesteś piękna”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama