Gdy nie było proboszcza na plebanii, każdy wiedział, że trzeba iść do kościoła, aby go spotkać. Tam spędzał godziny na modlitwie. Często leżał krzyżem, gdy miał trudne sprawy do załatwienia. Najczęściej jednak spowiadał. Wiele razy pamiętam, jak przyjeżdżali do niego ludzie z odległych stron, by skorzystać z tej posługi. Był jak św. Jan Vianney, ubogi i oddany penitentom – wspomina ks. Józef Konefał.
Dziękujemy, że z nami jesteś
Masz subskrypcję? zaloguj się
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł
Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI
«
‹
1
›
»








