Nowy numer 43/2020 Archiwum

Duchowe córki Edmunda

Religia. Anna Gorczyca w czasie okupacji zachorowała na tyfus. Rodzina i sąsiedzi bali się jej pomóc, więc zaopiekowała się nią s. Władysława Godlewska. Chora przeżyła, jej opiekunka – nie. Siostrę pochowano na cmentarzu w Grębowie.

Rok 2014 decyzją Konferencji Episkopatu Polski będzie przebiegał pod patronatem bł. Edmunda Bojanowskiego, założyciela czterech gałęzi Zgromadzenia Sióstr Służebniczek. W przyszłym roku przypada też 200. rocznica jego urodzin. Odwiedziliśmy dwa domy zakonne tego zgromadzenia, w Grębowie i Szewnej, by przyjrzeć się bliżej posłudze tamtejszych sióstr.

Zarobić sobie na niebo

Siostry służebniczki pojawiły się w Grębowie w 1929 r. dzięki staraniom Seweryna i Teresy Dolańskich – właścicieli tutejszego majątku. „Kilka lat później uradziliśmy z Żoną, że trzeba sprowadzić zakonnice. Blisko wsi posiadałem 2 ha gruntu rolnego i stary, duży drewniany budynek, w którym za dawnych czasów mieściło się leśnictwo. Po usunięciu starego domu wymurowaliśmy tam budynek z salą na przedszkole (zwane wtedy ochronką) i mieszkaniem dla zakonnic. Budynek ten z gruntem darowaliśmy służebniczkom z Dębicy, osadzono tam 3 zakonnice – prowadziły przedszkole na 40 dzieci i zawsze była jedna, która odwiedzała chorych” – napisał we „Wspomnieniach” Seweryn Dolański. W 1962 r. ówczesne władze zamknęły ochronkę. W 1989 r. wznowiła działalność. Jej ostateczna likwidacja (nie spełniała sanepidowskich wymogów) nastąpiła 2 lata temu. Siostry służebniczki nie tylko prowadziły ochronkę. W archiwach zgromadzenia zachowały się wspomnienia mieszkańców Grębowa i okolic (spisane przez s. dr M. Juliuszę Tajnowicz), którzy bardzo ciepło wyrażają się o posłudze sióstr. Z zapisków wynika, że służebniczki troszczyły się o kościół, przygotowywały do życia młode dziewczęta (uczyły trykotarstwa, wypieku ciast), organizowały teatralne przedstawienia oraz opiekowały się chorymi. Obecnie w domu zakonnym w Grębowie pracują trzy siostry: Bertilla Siedlik, Fidelisa Kogut oraz Jeremiasza Świeca (przełożona). Siostra Bertilla, najstarsza z nich (w tym roku świętowała 50-lecie złożenia ślubów zakonnych), jest bardzo pogodna i zawsze uśmiechnięta. W domu gotuje, sprząta, pracuje w ogródku, dokarmia ptaki oraz odwiedza i pociesza chorych i samotnych. Nim rok temu trafiła do Grębowa, pracowała jako organistka w różnych placówkach. Ostatnio w Sędziszowie Małopolskim. S. Bertilla nigdy nie miała chwili zwątpienia. – Gdy odchodziłam do zakonu, mama powiedziała: Jak już idziesz, to nie myśl o domu. O powrocie nigdy nie myślałam – wspomina. Niezbyt miło wspomina siostra swoją pierwszą palcówkę w górach w Wilkowisku ze względu na duży śnieg i mrozy. Potem były m.in. Sandomierz, Stobierna, Janowiec. Co by powiedziała młodym kobietom wahającym się, czy pójść w jej ślady? – By nie patrzeć na to, co ziemskie, bo to przeminie. Zarobić zaś sobie na niebo. Pomagać duszom w czyśćcu cierpiącym oraz tym na ziemi – radziła.

Przygoda z siostrami

Siostra Fidelisa Kogut pochodzi z parafii Przecław. W tym roku minęło 26 lat od złożenia przez nią pierwszych ślubów. Jest z wielodzietnej rodziny (ma siedmioro rodzeństwa), w której pielęgnowane były wartości rodzinne i patriotyczne. – Zawsze chciałam mieć dużą rodzinę. Pierwsza myśl o wstąpieniu do zakonu pojawiła się przed bierzmowaniem. Podczas spowiedzi ksiądz zapytał, czy nie myślałam o życiu zakonnym. Zaprzeczyłam. Ta myśl jednak często do mnie wracała. Drugi moment to stan wojenny i pielgrzymki z rówieśnikami na Jasną Górę. Tam prosiłam Maryję, by pomogła mi wybrać. W klasie maturalnej uświadomiłam sobie jednak, że jeżeli chcę służyć ludziom, to z własną rodziną, mając przed oczami moją mamę. Na wybór zgromadzenia sióstr służebniczek miała wpływ postać bł. Edmunda Bojanowskiego, zwłaszcza jego oddanie się potrzebującym. W pamięci utkwiły mi jego słowa: „Trzeba samego siebie ofiarować tym, którzy nas potrzebują” – opowiada s. Fidelisa. W Grębowie jest dopiero od sierpnia tego roku. Przyjechała tutaj z misji na Białorusi. Pracuje jako katechetka w przedszkolu, podstawówce i gimnazjum. W przyszłym roku 25-lecie ślubów zakonnych obchodzić będzie s. Jeremiasza Świeca. – Zawsze chciałam robić coś dobrego. Rola matki, owszem, także mnie pociągała. Ale od środka czułam, że potrzebuję czegoś więcej. Zaczęłam więc uczęszczać do grupy Odnowy w Duchu Świętym, działającej w konkatedrze w Stalowej Woli. Należało do niej sporo młodych ludzi. Tam po raz pierwszy spotkałam siostry służebniczki – s. Pawłę i s. Magdalenę – które bardzo mnie urzekły. Były takie radosne i otwarte na człowieka. I tak się zaczęła moja przygoda z siostrami – opowiada s. Jeremiasza. W Grębowie jest już 9 lat, a od sierpnia tego roku pełni funkcję przełożonej domu. Na co dzień pracuje jako zakrystianka, czyli jej głównym zajęciem jest troska o kościół. S. Jeremiasza pamięta jeszcze czasy grębowskiej ochronki, gdzie przygotowywała posiłki dla dzieci. Obecnie najmłodsi gromadzą się w dużym ogrodzie zakonnego domu podczas rodzinnych pikników i ognisk.

Modlitwa za... chomika

– Co najbardziej lubię w swojej pracy? Naturalnie dzieci – stwierdza radośnie s. Marcelina Woń, dyrektor Niepublicznego Przedszkola przy parafii pw. św. Mikołaja w Szewnej. – Decydując się na wstąpienie do zakonu, wiedziałam, że musi to być zgromadzenie maryjne i pozwalające na pracę z ludźmi i wśród nich, a najlepiej żeby to były dzieci. I to wszystko daje mi Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej. Przedszkole powstało 5 lat temu i wówczas trafiły do Szewnej pierwsze siostry służebniczki dębickie. Inicjatorem powołania placówki dla najmłodszych był proboszcz parafii ks. Jan Butryn. – Po Liceum Katolickim, które przeniosło się do nowej siedziby, został pusty budynek – opowiada s. Marcelina. – Ksiądz proboszcz stwierdził, że byłaby to doskonała lokalizacja dla przedszkola. Ponieważ znał siostry z Niska, zwrócił się z prośbą do władz zgromadzenia o poprowadzenie placówki i w ten sposób 5 lat temu zaczęłyśmy szewnieńską posługę. W pierwszym roku działalności przedszkola dzieci było zaledwie 7. Dużo osób nie wiedziało o jego istnieniu, część zdążyła wcześniej zapisać swoje pociechy do przedszkoli samorządowych. Ale już od drugiego roku małych podopiecznych zaczęło gwałtownie przybywać. – Obecnie mamy dwie grupy – młodszą z dziećmi 3- i 4-letnimi oraz zerówkową, gdzie uczą się 5- i 6-latki, do których uczęszcza po 19 maluchów. Ponadto mamy filię w Jędrzejowicach, mieszczącą się w budynku gminnym, gdzie opiekujemy się 18 dziećmi – wymienia siostra dyrektor. Wobec rosnącego zainteresowania ofertą przedszkola parafialnego, stopniowo rozrastała się także kadra pedagogiczna, którą tworzą obecnie Elżbieta Barańska, Anna Kowalik, Jolanta Stefankiewicz i odbywająca staż Anna Lipka. Przedszkole, realizując wytyczne Ministerstwa Edukacji Narodowej, kieruje się programem pedagogicznym bł. Edmunda Bojanowskiego, obowiązującym we wszystkich ochronkach prowadzonych przez siostry służebniczki. – Jesteśmy placówką katolicką, zatem wartości chrześcijańskie i moralne są stawiane na pierwszym miejscu – podkreśla siostra dyrektor. – Stanowią one fundament, na którego bazie odbywa się cały rozwój dziecka. Nasz założyciel brał bowiem pod uwagę wszystkie sfery, włącznie z duchową. I u nas, tak jak w życiu, stale się one przeplatają. Zaczynamy dzień od modlitwy, potem jest czas na zajęcia edukacyjne, śpiewanie, malowanie, taniec, zabawę. W południe odmawiamy „Anioł Pański”, podczas którego każdy wymienia intencje, w jakich będziemy się modlić. Najczęściej dzieci proszą o Bożą opiekę dla swoich rodziców, dziadków, rodzeństwa, ale padają także intencje związane z ostatnimi wydarzeniami, czyli o pokój, o pomoc dla ofiar kataklizmów. Zdarzają się też prośby o wyzdrowienie chorych zwierząt – kotów, psiaków, o odnalezienie zaginionego chomika. – Ogromną radość, budującą ich wiarę w siłę wspólnej modlitwy, sprawia im spełnienie próśb wznoszonych do Pana Boga – zauważa s. Marcelina. – Ponadto stają się takimi małymi krzewicielami wiary w swoich domach, namawiając np. rodziców na wspólną wieczorną modlitwę, na udział w niedzielnej Mszy św. albo innych nabożeństwach.

Rosół siostry Blanki

Siostry zwykły dzień rozpoczynają skoro świt, wstają około 5.00, bo już o 5.30 spotykają się na wspólnej modlitwie porannej. Po szybkim śniadaniu najwcześniej z domu wychodzą siostry Joanna i Marcelina. – Z uwagi na rodziców dzieci, którzy rozpoczynają pracę o godz. 7, jesteśmy w przedszkolach o 6.45, tak, by maluchom zapewnić opiekę, a dorośli mogli spokojnie zdążyć do swoich zajęć – wyjaśnia s. Marcelina. Najczęściej na godz. 8 idzie do szkoły s. Małgorzata, pracująca jako katechetka w szkole podstawowej. Na gospodarstwie zostaje zaś s. Blanka, która zajmuje się m.in. przygotowywaniem obiadów, czego ponoć nie lubi. – Siostra twierdzi, że nie znosi gotowania, bo niemal przez całe życie nie zajmowała się tym i kucharzenie jest jej obce – opowiada s. Marcelina. – Ale to chyba taka kokieteria, bo wszystko, co nam przygotuje, jest wyborne. A już prawdziwym mistrzostwem jest rosół. Naturalnie w dni wolne od pracy staramy się wyręczać s. Blankę, by i ona mogła odpocząć. Czasem na wspólną modlitwę, uczestnictwo we Mszy św. oraz podzielenie się całodziennymi radościami i troskami jest wieczór. – Zbieramy się i opowiadamy, co też nam się dzisiaj przydarzyło – mówi s. Marcelina. Siostry tworzą dobrze zgraną drużynę i mogą liczyć na siebie nawzajem. Siostra Blanka, która przez wiele lat, aż do przejścia na emeryturę, pracowała jako katechetka, chętnie dzieli się swoim doświadczeniem, podsuwa różne pomysły na uatrakcyjnienie przedszkolnych imprez, pomaga w przygotowywaniu strojów, scenografii. – Jest takim naszym dobrym duchem – dodaje s. Marcelina. – I nie tylko naszym, bo ponadto sprawuje opiekę nad ponad 60 osobami starszymi, chorymi. Pomagają jej w tym członkowie należący do miejscowego koła Stowarzyszenia bł. Edmunda Bojanowskiego „Dobroć”. – Staramy się organizować je przy naszych domach i nazywamy w skrócie Rodziną bł. Edmunda – wyjaśnia s. Marcelina. – W tutejszym kole działa, i to należy mocno podkreślić, bardzo prężnie 15 osób, które udzielają się w pracy charytatywnej i społecznej. W gronie tym są panie z Urzędu Skarbowego, Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, które udzielają porad, wyjaśnień, pomagają w załatwieniu nieraz dość skomplikowanych spraw. Siostra Blanka stara się również obok tej zwykłej pomocy nieść również tę duchową, zwłaszcza osobom, które w jakimś momencie życia oddaliły się od Boga i nie potrafią, a czasem może nie chcą odnaleźć ścieżek prowadzących do Niego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama