Nowy numer 24/2018 Archiwum

Zwrócony rodzinie

– Nie podjęliśmy jeszcze decyzji, gdzie spocznie nasz wujek – mówi Krystyna Frąszczak.

Przed kilkunastoma dniami w siedzibie Instytutu Pamięci Narodowej odebrała świadectwo zidentyfikowania doczesnych szczątków mjr. Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora”. – Nie spodziewałam się, że badaczom uda się odnaleźć wujka – zwierza się siostrzenica wyklętego żołnierza. – Liczyłam się z sytuacją, że po zamordowaniu UB unicestwiła jego ciało, np. poprzez polanie jakimiś żrącymi substancjami, by uniemożliwić w przyszłości odnalezienie miejsca jego spoczynku.


Mama pani Krystyny była najmłodsza z rodzeństwa i wiekowo najbliższa swojemu bratu Hieronimowi. – Łączyła ją z nim szczególna więź emocjonalna – opowiada siostrzenica „Zapory”. – Niestety, nakłonienie mamy do wspomnień z dzieciństwa i młodości było niezwykle trudne. Bardzo niechętnie wracała pamięcią do tamtego czasu, bo wydarzenia z drugiej połowy lat 40. pozostawiły nieuleczoną traumę. Każda rozmowa o beztroskich przedwojennych latach, w których pojawiała się postać wujka, otwierała stare rany.
Rodzina o swym krewnym nigdy nie zapomniała, nawet w najgorszych latach komunistycznego terroru. Nie zniszczyło tego nawet odium hańby, jakie na Dekutowskich rzuciła ówczesna władza, skutecznie utrudniająca im nawet codzienną egzystencję. Zarówno mama pani Krystyny, jak i ciocia Helena miały ogromne problemy ze znalezieniem zatrudnienia. – Moja mama, która jeszcze przed wojną była nauczycielką, po wielu nieudanych próbach znalezienia pracy w szkolnictwie dowiedziała się w Wydziale Oświaty, że jako przedstawicielka reakcyjnej rodziny nie może wychowywać młodego pokolenia – mówi Krystyna Frąszczak. – Ciocia Helena, z wykształcenia filolog romański, studia ukończyła we Francji, uczyła francuskiego w naszym, tarnobrzeskim liceum tylko w latach 1945–1946, po czym została zwolniona. Wówczas opuściła Tarnobrzeg i wyjechała na zachodnie tereny Polski.
Rodzina majora „Zapory” nie mogła pogodzić się z faktem, że nie ma on swojego grobu. Pewną szansę wiązała z projektem „Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944–1956”, realizowanym przez Instytut Pamięci Narodowej, Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Ministerstwo Sprawiedliwości przy współpracy Instytutu Ekspertyz Sądowych.
Dlatego w chwili, kiedy pojawiły się informacje o odszukaniu zbiorowych mogił w kwaterze Ł na wojskowym cmentarzu na Powązkach w Warszawie, w których pochowano zamordowanych w więzieniu na Rakowieckiej, zrodziła się cicha nadzieja, że może wśród nich jest Hieronim Dekutowski. – Takie oczekiwanie pojawiło się zwłaszcza po oficjalnej prośbie o dostarczenie przez rodzinę materiału genetycznego – opowiada pani Krystyna. – Został pobrany od siostrzeńców, bo wujek nie miał dzieci, a zarówno rodzice, jak i rodzeństwo już nie żyli. Niestety, okazało się, że materiał jest zbyt daleki, wówczas poproszono mnie o jakiś przedmiot mogący nosić ślady DNA należące do mojej mamy. Pani Krystyna wysłała do zbadania przez naukowców z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego kołnierz futrzany od palta mamy. Po dokładnych oględzinach nie znaleźli jednak żadnego fragmentu mogącego zawierać próbki DNA. W tej sytuacji pozostała już tylko jedna, ostatnia szansa, czyli pobranie materiału ze szczątków rodziców majora. Otwarcia grobu rodzinnego, znajdującego się na cmentarzu parafialnym ojców dominikanów w Tarnobrzegu, dokonano wiosną tego roku. W czerwcu zadzwonił prof. Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa IPN do spraw poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, informując, że ciało Hieronima Dekutowskiego zostało zidentyfikowane.
Spotkanie w Warszawie w siedzibie IPN, które odbyło się 22 sierpnia, przyniosło chwile wzruszeń, ale, jak zaznacza pani Krystyna, pierwsze emocje już opadły. Ogromnym przeżyciem natomiast była wizyta na cmentarzu Północnym i możliwość modlitwy przy trumnie wujka. Odwiedziła również słynną Łączkę, miejsce zbiorowej mogiły, w której major leżał przez kilkadziesiąt lat, zgnieciony wraz z ciałami swych podkomendnych, przyjaciół i innych żołnierzy wyklętych.
Obecnie przed rodziną majora „Zapory” stanął trudny dylemat związany z wyborem miejsca ostatecznego pochówku ich bohaterskiego krewnego. – Pierwsza myśl, jaka się pojawiła, i najbardziej naturalna, wręcz oczywista, że wujka złożymy w rodzinnym grobowcu w Tarnobrzegu – wyjawia Krystyna Frąszczak. – Ale w niedługim czasie skierowano do nas dwie prośby. Ze strony środowiska warszawskiego z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem na czele wypłynęła sugestia, by spoczął on w zbiorowym grobie na Powązkach Wojskowych, opatrzonym imiennymi tablicami pochowanych w nim bohaterów. Miałby to być swego rodzaju panteon owych niezłomnych ludzi.
Na powrót swojego komendanta czeka również Lubelszczyzna. – Otrzymałam wiele telefonów w tej sprawie, odbyłam też niejedną rozmowę – mówi siostrzenica „Zapory”. – Ziemia lubelska była bowiem ostoją legendy Dekutowskiego. Nigdy nie uległa indoktrynacji komunistów, nazywających żołnierzy wyklętych zdrajcami i bandytami. Pamięć o „Zaporze” i jego oddziale przetrwała przede wszystkim w małych miastach i wioskach, gdzie do dzisiaj jest uważany za bohatera. Dobitnym dowodem na to są liczne pomniki, tablice poświęcone majorowi Dekutowskiemu.
Rodzina nie podjęła jeszcze decyzji, dając sobie czas na spokojne rozważenie sprawy.


« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma