Nowy numer 45/2018 Archiwum

Pocztówki z przeszłości

Kultura. – Te zdjęcia mnie zauroczyły. Pokazują miasto, którego już nie ma, osoby z tamtej epoki, miejsca, które zmieniły się nie do poznania. Mimo że są czarno-białe, jest w nich niesamowity koloryt historii – opowiada Piotr Kusal, autor niecodziennej wystawy o starym Sandomierzu.

Mieszkanie pana Piotra tchnie historią. Na ścianach wiszą dziesiątki starych fotografii portretowych, ślubnych i rodzinnych. Na zabytkowej komodzie stoją dawne żelazka, lampy i inne sprzęty z minionych epok. – To efekt częstej wizyty na sandomierskim pchlim targu, gdzie można kupić prawie wszystko i za marne pieniądze. Czasem mam wrażenie, że ludzie, pozbywając się tych starych rzeczy, wyzbywają się historii, ale są też tacy wariaci jak ja, którzy nie wiadomo po co to wszystko zbierają i kolekcjonują – opowiada Piotr Kusal.

Nowe odbitki

Podobnie było ze starymi fotografiami, które trafiały do niego od krewnych, przyjaciół i znajomych. Niektóre z nich pokazywały Sandomierz sprzed lat, jego okolice i domy, dokumentowały wydarzenia. – Wielokrotnie, przeglądając strony internetowe, trafiałem na zdjęcia dawnego Sandomierza. Próbowałem rozpoznać ulice, miejsca i dopasować je do teraźniejszości. Trafiałem na takie, które pokazywały miejsca już nieistniejące, które bezpowrotnie przeminęły i zawstydzało mnie to, że jako sandomierzanin nie znam przeszłości mego miasta. Wtedy zacząłem kolekcjonować takie stare fotografie – opowiada. Często pokazywał te zdjęcia swoim przyjaciołom i wspólnie dyskutowali nad ich niezwykłością i walorem odkrywczym. – Zauważyłem, że one ciekawią ludzi i wtedy zrodził się pomysł wystawy prezentującej stary Sandomierz. Jednak, jak się okazało, do jej realizacji było jeszcze bardzo daleko – dodaje. Trzeba było dotrzeć do oryginalnych fotografii, których kopie słabej rozdzielczości widział w internecie, odnaleźć je i odpowiednio obrobić, aby przygotować w wielkości wystawowej. – Głównymi źródłami zdjęć na wystawę były zbiory Biblioteki i Muzeum Diecezjalnego, Muzeum Okręgowego na sandomierskim Zamku oraz prywatne zbiory Cezarego Łutowicza. W bibliotece dostałem tylko wybrane skany, choć w jej zbiorach jest jeszcze bardzo wiele ciekawych ujęć sprzed lat. W zbiorach miejskich galerii z pomocą muzealników odszukiwaliśmy to, co mogłoby nas zainteresować. I tak powstał całkiem niezły zbiór, który trzeba było odpowiednio przygotować poprzez specjalistyczne zeskanowanie zdjęć w odpowiedniej rozdzielczości i ich druk, bo – jak się okazało – wywołanie byłoby dość kosztowne – tłumaczy pan Piotr.

Miasto, którego już nie ma

Ze zbiorów na wystawę trafiły te najbardziej niezwykłe, najtrafniej pokazujące, jak zmieniało się miasto – to, co bezpowrotnie przeminęło, ale także i miejsca, które istnieją nadal, ale wyglądają inaczej. – Mnie najbardziej zauroczyły zdjęcia dawnej dzielnicy żydowskiej, umiejscowionej na skarpie południowo-wschodniej miasta, czy fotografie małego rynku. Można poczuć klimat tego miejsca, zobaczyć sklepiki, dawną zabudowę, no i postacie z tamtego okresu w typowych strojach – opowiada pan Piotr. Wiele miejsc trudno rozpoznać, bo całkiem zmieniła się panorama. – Odkryłem, że pobliskie Góry Pieprzowe na początku ubiegłego wieku były całkiem „łyse”, tzn. nie było na nich roślinności, natomiast teraz pokryte są różnymi gęstymi krzewami. Podobnie sandomierski Wąwóz św. Jadwigi, Piszczele czy obecna ulica Staromiejska otoczone były polami uprawnymi, a teraz porośnięte są dość gęsto drzewami. Ciekawie wyglądało też połączenie ulic przy dawnym klasztorze sióstr benedyktynek, całkowicie odmienne od współczesnego. Tam spotykali się przybywający do miasta woźnice. Albo obecny rynek, który kiedyś był placem handlowym, gdzie furmanki stały jedna obok drugiej – dodaje.

Stara dobra szkoła

Niektóre z tych zdjęć trafiły do pana Piotra wprost ze ścian mieszkań jego znajomych. Elegancko oprawione, potwierdzają, jakie znaczenie miała dawniej fotografia. – Tu widać kunszt i niepowtarzalność każdego zdjęcia, a nawet ramki. Wiele starych fotografii jest opieczętowanych logotypem zakładu fotograficznego, mają starannie przygotowane i odpowiednio dobrane ramki, perfekcyjnie docięte podkładki pod oprawę. Tu każdy zostawiał ślad swojej pracy. Każda jest w pewien sposób niepowtarzalna – opowiada z zafascynowaniem. Dlatego na przygotowywaną wystawę postanowiono do każdej reprodukcji dobrać odpowiednią ramę z epoki. – Można było pójść na łatwiznę i oprawić w antyramy lub w przygotowane u stolarza jednakowe oprawy. Jednak postanowiłem nazbierać starych ram właśnie na naszym targu staroci. Nie było łatwo, trzeba było je dobierać, selekcjonować, czyścić, uzupełniać, poddać renowacji, ale udało się i osiągnęliśmy oczekiwany skutek – dodaje z satysfakcją. Z każdym zdjęciem wiąże się także historia jego powstania. O technice dawnej fotografii na wystawie opowiadał Rafał Biernicki, sandomierski miłośnik tradycyjnych technik fotografii. – W czasach, gdy powstawały te fotografie, każde zdjęcie w plenerze wiązało się ze swego rodzaju wyprawą techniczną. Fotografowie nie zarzucali aparatu na ramię i nie szli w teren jak na spacer. Dysponowali aparatami o konstrukcji drewniano-skrzynkowej, które miały swój ciężar i gabaryty. Posiadali także określoną ilość materiału światłoczułego, więc każde zdjęcie musiało być przemyślane i dopracowane – tłumaczył pan Rafał. Wyjaśniał także technikę ich powstawania. – Te fotografie mają taką doskonałą jakość, wyrazistość oraz urok, ponieważ format negatywu, na którym powstawały, był duży. Zazwyczaj w tamtych aparatach było to 10‐15 cm lub 18‐24 cm. Były odbijane stykowo, dlatego obraz ten jest tak fantastycznie nasycony. Dziś, gdy robimy odbitki z obrazu, który powstał na małej matrycy, podczas powiększania gubimy właśnie te wartości zdjęcia. Mimo że technika nie była mocno zaawansowana, myślę, że dawała zdjęcia o dużo większych efektach niż współczesne robione na aparatach automatycznych – dodał fotografik.

Odkrywcze poszukiwania

– Dziś żyjemy w czasach, w których rzeczy mają dla nas wartość głównie użytkową. Rzadko się do nich przywiązujemy. Kupujemy mebel z przekonaniem, że już za rok, góra dwa wymienimy go, bo będzie modny inny design, telefon zmieniamy jeszcze szybciej, podobnie jak żelazko czy zegar. Ale nie zawsze tak było. Kiedyś meble służyły dekadami, przekazywało się je przez pokolenia. Wiązały się z historią całej rodziny. Dlatego poprzez tę wystawę chcę pokazać także magię tego, co może nam się wydać stare, nieużyteczne, ale niesie w sobie niezwykłość przekazu historii, informację o osobach, które z danej rzeczy korzystały, dla których była ona ważna – tłumaczy pan Piotr. Autor nie planuje poprzestać tylko na tej wystawie prezentującej kilkadziesiąt obrazów dawnego Sandomierza. W zamyśle jest już kolejna, ale do niej chce zaprosić mieszkańców miasta. – Zdaję sobie sprawę, że w wielu rodzinnych zbiorach sandomierzanie posiadają zapewne jeszcze nie odkryte, nigdzie nie pokazywane stare fotografie rodzin, poszczególnych osób, ulic, kamienic czy wydarzeń. Stąd mój apel, aby umożliwili ich ekspozycję. One nadal pozostaną w ich zbiorach, ja chciałbym tylko je zeskanować i przygotować do kolejnej wystawy, która – myślę – że będzie równie odkrywcza i sentymentalna jak obecne – dodaje Piotr Kusal.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy