Gość Katowicki 29/2018 Archiwum

Co czytasz, Stefanie?

Kultura i historia.
Takie pytanie słyszał
Dunin Wąsowicz,
gdy odwiedzał dziadka Krzysztofa Radziwiłła. Dziś, odnawiając rodzinny sichowski dwór, zaczął od biblioteki dziadka, która przez lata stanowiła serce tego miejsca.


Gdy w 2006 r. po prawie półwiecznej nieobecności potomkowie Radziwiłłów odkupili swoje dobra rodowe, zastali w Sichowie tylko ruiny dawnego dworu. Zawalone dachy, wydarte z futrynami okna i wszędzie rosnące chaszcze wcale nie przypominały wspaniałego ziemiańskiego pałacu, który zwierał wspaniałą bibliotekę Krzysztofa Radziwiłła.


Rodowa saga


Siadając ze Stefanem Duninem Wąsowiczem w odnowionych wnętrzach biblioteki, poznajemy tajemnice nie tylko całej rodziny, ale i wielkiej pasji jego dziadka. – Biblioteka świadczy o właścicielu i czytelniku. Jest świadectwem jego książkowych wyborów, zainteresowań, perspektyw rozwoju. Przecież zbieramy i czytamy to, co lubimy. Każdy, kto tworzy własną bibliotekę, ma pewną osobistą koncepcję. Tak też było z biblioteką Krzysztofa Radziwiłła, mojego dziadka – zaczyna opowieść pan Stefan.
Historia samego dworu sięga czasów kościuszkowskich, kiedy ówcześni właściciele dóbr staszowskich, Lubomirscy, wybudowali w Sichowie dom dla zarządu dóbr, który niebawem razem z dobrami przeszedł do Potockich na cały XIX w. – Ten dwór zamienił się w dom rodzinny dopiero w 1899 r., kiedy zamieszkali tutaj Maciej Radziwiłł wraz z żoną Różą z Potockich, która wniosła okoliczne ziemie i dwór w małżeńskim posagu. Pradziadkowie rozbudowali go, założyli ogród, staw i mieszkali w nim aż do śmierci z małymi przerwami, na czas wojennej zawieruchy. Tutaj wychowali czterech synów. Najstarszy z nich, Krzysztof, po śmierci ojca za zgodą braci odziedziczył dobra sichowskie i zamieszkał tutaj wraz z żoną Marią z Popielów z pobliskich Kurozwęk, przywożąc także swoją studencką bibliotekę – mówi pan Stefan.
Młody Krzysztof swoje książkowe zbiory zaczął gromadzić już jako gimnazjalista we Wrocławiu. Gustował w literaturze klasycznej. Kupował cenne wydania dzieł Goethego czy Byrona w językach oryginalnych. Tak tworzył zalążki księgozbioru, który w obecnej bibliotece nazywany jest „autorskim”. – Książki dokupowane były przez dziadka cały czas, gdy tutaj mieszkał. Napływały z całej Europy i dotyczyły różnych dziedzin: filozofii, historii, geografii, polityki czy ulubionej przez niego literatury. Poza książkami gromadzone były prasa i dzieła sztuki. Gościem w tym domu bywał znakomity malarz Józef Mehoffer, który namalował portrety dziadków. Co do ilości książek, źródła są rozbieżne, prawdopodobnie księgozbiór liczył około 5 tys. egzemplarzy – dodaje Stefan Dunin Wąsowicz.


aby godnie żyć


Biblioteka pełniła nie tylko rolę miejsca, w którym gromadzono książki. – Według wspomnień mojej mamy, to właśnie tam odbywały się najważniejsze wydarzenia rodzinne. Tam ustawiano choinkę, przyjmowano gości, wspólnie odpoczywano i przede wszystkim w tym miejscu prowadzono edukację dzieci. Czyniły to zatrudnione guwernantki, ale i sami rodzice. Jedna z ciotek zapamiętała pełne magii chwile, gdy ojciec siadał i czytał im w obcych językach literaturę, tłumaczył zawiłe mapy czy pokazywał reprodukcje słynnych obrazów – dodaje pan Stefan.
To właśnie w jednej z podarowanych przez ojca Krzysztofa książek córka Maria umieściła przypis: „Otrzymałam od Taty – aby uczyć się – aby godnie żyć”. – Ten przypis mojej mamy pokazuje, czym dla dziadka była troska o edukację dzieci czyniona poprzez lekturę odpowiedniej książki – tłumaczy pan Stefan, pokazując stare wydanie „Rozmyślań” Marka Aureliusza.
Z gromadzonych z pieczołowitością zbiorów K. Radziwiłła pozostało tylko około 30 książek. – Tragizm II wojny światowej nie ominął także i naszej rodziny – przyznaje obecny właściciel. Dziadkowie zostali osadzeni w obozach koncentracyjnych za to, że otoczyli opieką zwolnionych z obozów profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tutaj schronienie znaleźli Jan Dąbrowski, Tadeusz Szydłowski, Tadeusz Estreicher i rektor ks. Konstanty Michalski, który po aresztowaniu Radziwiłłów podjął się opieki nad ich dziećmi.
Zofia i Krzysztof szczęśliwie przeżyli obozową gehennę, ale do Sichowa już nie powrócili. – Po wyzwoleniu dziadek tylko raz powrócił do pałacu. Pozwolono mu zabrać dwie walizki książek i kilka rzeczy osobistych. Niektóre z nich przetrwały do dziś i znajdują się w odnowionej bibliotece – opowiada pan Stefan. Wiele cennych książek zniszczono, inne trafiły do rodzinnych lub państwowych zbiorów. Po wojnie rodzinny dwór zamieniono na szkołę rolniczą, a potem cały budynek popadł w prawie kompletną ruinę. – Zainspirowany działalnością dziadka próbuję odbudować klimat tego domu i biblioteki. Rozpoczęliśmy działalność kulturalno-naukową i chcemy stworzyć nowoczesną bibliotekę, która dałaby świadectwo polskiej tożsamości – wyjaśnia właściciel.


Biblioteczny testament


– Jest to biblioteka otwarta dla wszystkich. Chcemy, aby nabrała charakteru miejsca pracy twórczej. Służy temu tworzony na nowo księgozbiór. Jego sercem są ocalałe książki Krzysztofa Radziwiłła. Zbiór nieustannie powiększają pozycje, które są przekazywane przez darczyńców. Pośród nich są pozycje przekazane ze zbiorów córek Krzysztofa oraz wielu innych osób – wyjaśnia Marzena Boroń, sichowska bibliotekarka.
Odtworzenie istniejącej przed wojną biblioteki nie jest łatwe, ale podejmowane przez właścicieli działania dążą do stworzenia biblioteki adekwatnej do miejsca i czasu, biblioteki łączącej w sobie styl XIX wieku ze współczesnością. Oryginalny jest system oznaczania książek znajdujących się na półkach. – Krzysztof Radziwiłł, gromadząc bibliotekę, segregował książki według dziedzin wiedzy i konkretnych działów, oznaczając ich grzbiety paskami w różnych kolorach. W naszej bibliotece kontynuujemy ten system i tak poszczególne działy otrzymały kolory: literatura – czerwony, historia Polski – niebieski, polityka – czarny, geografia – srebrny, prawo – biały, itd. Pozycje z dawnej biblioteki Krzysztofa Radziwiłła oznaczamy dodatkowym białym paskiem – tłumaczy bibliotekarka.
Przeglądając stare książki, nietrudno zauważyć, że każda była wielokrotnie przeglądana i czytana. Pełno w nich notatek, refleksji, komentarzy czytającego. Obecnie każda książka ma oznaczone źródło, czyli skąd i do kogo tutaj przybyła. – To jest chyba najcenniejsze w tych książkach. One noszą ślady czytania i tego, że w pewnym momencie stały się ważne dla kogoś, kto z nich korzystał. O takim korzystaniu z biblioteki opowiadała mama oraz ciotki, które wspominały, że książki były nieustannie wertowane, czytane, przekładane. Dyskutowano na temat tego, co na bieżąco docierało do księgozbioru. W swoich zapiskach, pamiętnikach także profesorowie UJ często wspominają, że mimo trwającej wojny wieczorami dyskutowano na temat Platona czy literatury pięknej – opowiada Stefan Dunin Wąsowicz.


Smak karczocha


Obecnym zamierzeniem właścicieli nie jest
tworzenie muzeum, ale żywej biblioteki. – Jest to miejsce pracy twórczej i spotkań. Przybywają tutaj osoby, aby popracować ze starym księgozbiorem, oraz ci, którzy opracowują konkretne tematy naukowe. Organizujemy wiele spotkań naukowych i edukacyjnych. Ostatnio odbył się konkurs „Szkoła i dwór” oraz „Zbiórka powstańcza” w rocznicę styczniowego zrywu wolnościowego. Realizujemy wiele programów edukacyjnych, m.in. „Wehikuł czasu” dla dzieci oraz przygotowujemy program biblioteczny dla młodzieży – opowiada Marzena Boroń.
Dla samych gospodarzy nie jest łatwe pogodzić prywatny dom z otwartą dla wszystkich biblioteką. – Czasem jest chęć ucieczki, zamknięcia się tylko dla życia prywatnego, ale nie tego uczono nas w rodzinie. Wychowano nas w przekonaniu, że trzeba być użytecznym dla innych, dla społeczeństwa. Dlatego przywracamy to miejsce nie jako pamiątkę po rodzinie, ale jako miejsce, gdzie inni mogą zaczerpnąć coś dla siebie – dodaje pan Stefan. Obok pałacu, jak ponad pół wieku temu, gospodarze posadzili karczochy, które stały się przysmakiem i marką otworzonej we dworze restauracji. – Mama wspominała, że w pobliskim ogrodzie rosły, już wtedy, przed wojną, karczochy, więc powróciliśmy do ich uprawy. Jest to roślina ciepłolubna i nie jest jej łatwo przetrwać naszą zimę, jednak stanowi atrakcję kulinarną tego miejsca – dodaje pan Stefan.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma