Nowy numer 43/2020 Archiwum

Bylibyśmy dobrymi kumplami

– Z racji przeżywanego Roku Wiary postanowiliśmy nasz program skupić głównie na promocji postaci sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego – mówi Kazimierz Wiszniowski, prezes tarnobrzeskiego Klubu Inteligencji Katolickiej.

Cztery spotkania, w tym trzy prezentacje filmu i krótkie prelekcje o jego bohaterze oraz monodram o św. Teresie z Lisieux złożyły się na pracowity pobyt w naszej diecezji znanej aktorki. Tym razem ponownie zagościła w Tarnobrzegu oraz po raz pierwszy w Nowej Dębie.

Nośna postać

– Pani Izabela prezentowała już jakiś czas temu swój film „Konstrukcja nośna. Rzecz o Jerzym Ciesielskim” w naszym Liceum Ogólnokształcącym im. Kopernika – wyjaśnia Kazimierz Wiszniowski, wieloletni prezes tarnobrzeskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. – To było niesamowite przeżycie. Kiedy weszliśmy do budynku, panował – jak to na przerwie – gwar. Byliśmy trochę niespokojni, jak film zostanie przyjęty i jaka będzie atmosfera. Tymczasem młodzież nas zupełnie zaskoczyła. Było fantastycznie! Dlatego postanowiliśmy iść za ciosem i zaprezentować obraz szerszej publiczności.

W sobotę 19 stycznia film obejrzeli na specjalnym pokazie słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku, następnego zaś dnia każdy chętny mógł zapoznać się z nim w sali parafialnej przy kościele pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Po południu natomiast Izabela Drobotowicz-Orkisz zaprezentowała swój pierwszy i ukochany monodram o Małej Teresce. Poniedziałkowe przedpołudnie należało zaś do młodzieży z Nowej Dęby. Było to już 11. zorganizowane przez tarnobrzeski KIK spotkanie pani Izabeli i prezentacja filmu w naszej diecezji. Ale powód kolejnego pobytu Izabeli Drobotowicz-Orkisz w Tarnobrzegu był jeszcze jeden. – Z racji przeżywanego Roku Wiary postanowiliśmy nasz program skupić głównie na modlitwie o beatyfikację i promocji postaci Jerzego Ciesielskiego. Osobowości niezwykłej, żyjącej na co dzień głębią wiary – wyjaśnia Kazimierz Wiszniowski. – Nie ukrywam, że mam do tej postaci ogromny sentyment. Jestem bowiem absolwentem Politechniki Krakowskiej, czyli uczelni, na której wykładał Jerzy Ciesielski. Być może spotykaliśmy się, mijaliśmy. To był wspaniały mąż, ojciec, naukowiec, świadomie wybierający swoje powołanie. Przyjaciel Karola Wojtyły, uczestnik słynnych spływów kajakowych. Prawdziwy Boży człowiek.

Wzór na męża

– Niewątpliwie jest mi on najbliższym świętym, choć jeszcze nie jest nawet beatyfikowany, jest na razie sługą Bożym – zwierza się autorka filmu. – Z postacią tą zetknęłam się w sposób przedziwny. Wiedziałam, że ktoś taki jest. 6 lub 7 lat temu, w rocznicę pierwszej Mszy św. posoborowej, którą odprawił Karol Wojtyła pod Turbaczem dla swoich przyjaciół, poproszono mnie, bym ze swoim środowiskiem zaprezentowała w schronisku notatki Jerzego. Przygotowałam scenariusz. Teksty czytał Władysław Byrdy, piosenki zaś śpiewała Maria Krawczyk. A wszystkiego słuchała sama pani Danuta Ciesielska, żona Jerzego, która cieszy się doskonałą kondycją i zdrowiem. Dzięki temu, że musiałam się zagłębić w szczątki tych notatek, poczułam, że zyskałam wspaniałego przyjaciela – mężczyznę, fascynującego człowieka. Kiedy pokazujemy ten film młodym ludziom, to mówię: dziewczyny, patrzcie, jakich macie sobie wybierać mężów, zaś chłopcom: takimi macie się stać. Rewelacyjny facet. Myślę, że gdybyśmy się znali na tej ziemi, to bylibyśmy dobrymi kumplami. Tarnobrzeski KIK postanowił dzięki uprzejmości Izabeli Drobotowicz-Orkisz rozprowadzić kilka lub kilkanaście kopii filmu, by dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców. – Planujemy ponadto zorganizować spotkania z panią Izabelą, tym razem w lubelskich rejonach naszej diecezji – informuje Kazimierz Wiszniowski.

Zaczęło się od Tereski

Zachwyt widzów, którzy zdecydowali się niedzielne popołudnie 20 stycznia spędzić wspólnie z Izabelą Drobotowicz-Orkisz, wzbudził monodram wystawiony przez aktorkę w parafii na tarnobrzeskim Serbinowie. Oszczędność, wręcz ascetyczność rekwizytów, scenografii, za to przejmująca gra i ważkie słowa wywarły ogromne wrażenie. – Teatr Hagiograf wyrósł z mojej „przygody i przyjaźni” ze św. Teresą z Lisieux – opowiada o narodzinach swego teatru Izabela Drobotowicz-Orkisz. – Po przepracowaniu dwunastu sezonów w Teatrze Wybrzeże, kilku w Teatrze Atelier w Sopocie, zdecydowałam się na samodzielną drogę i zaczęłam pracować jako wolna aktorka. Postanowiłam wrócić do marzenia jeszcze z czasów szkoły średniej, czyli wystawienia na scenie monodramu, który jest, nie ukrywajmy, aktorskim Mount Everestem. Jakieś przedziwne drogi poprowadziły mnie tak, że zamiast do Wielkiej Teresy, doszłam do Małej Tereski. Po zagraniu iluś monodramów o św. Teresce, poczułam taki wewnętrzny imperatyw, nakazujący mi niejako założenie teatru – wspomina. Aktorka o pomoc i współpracę poprosiła Jacka Lecznara, swojego kolegę ze studiów. I tak w kościele pw. Świętego Krzyża w Krakowie 10 marca 2001 r. spektaklem o wielkich polskich świętych rozpoczęli działalność Teatru Hagiograf im. św. Teresy z Lisieux. – Moja zaprzyjaźniona krytyczka teatralna mówi: Dziewczyno, przecież ten teatr istnieje od 1996 r., czyli od premiery spektaklu o św. Teresie z Lisieux. Teatr występuje w różnych miejscach i miejscowościach, wszędzie tam, gdzie jest zapraszany. Prezentuje przede wszystkim teksty mistyków, świętych, wymagające skupienia i zmuszające do refleksji. – Po 6 latach tu, w Tarnobrzegu, wróciłam na scenę z monodramem o św. Teresie, od którego wszystko się zaczęło – zauważyła Izabela Drobotowicz-Orkisz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama