Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Megabliscy

Religia. Mija rok duszpasterski, który przeżywaliśmy pod hasłem „Kościół naszym domem”. Zapytaliśmy mieszkańców diecezji, co dla nich znaczą te słowa.

Czy naprawdę umiemy odnaleźć się we wspólnocie jak w domu? Czy może chcemy być tylko anonimowymi słuchaczami spod chóru, którzy odstoją swoje i wrócą ze spokojem do codzienności?

Budować więzi

Na peryferiach miasta szeregowo ustawione domki jednorodzinne. Pośród nich rośnie kościół. – Parafia powstała w 2002 r., ale kilka lat wcześniej okoliczni mieszkańcy postawili tutaj kaplicę podarowaną im z Kamienia-Krzywej Wsi – opowiada ks. Jacek Rzepka, proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Nisku. Kilka lat temu rozpoczęto budowę. Po murach widać, że będzie to dość duży kościół. – Parafia się rozrasta. Większość to ludność napływowa. Przyjeżdżają zazwyczaj młode rodziny, kupują działki, stawiają własny dom. Najważniejsze jest więc budowanie więzi międzyludzkich, byśmy wszyscy poczuli się jak parafialna rodzina, a elementem łączącym były wiara i tożsamość ze wspólnotą – dodaje proboszcz. – Po kilku latach emigracji z mężem wróciliśmy z Anglii. Tam się poznaliśmy, tam przyszedł na świat nasz synek. Ale sytuacja zmienia się i przyszłość wiążemy z tym miejscem. Prawie nie znaliśmy tu nikogo, ale właśnie w kościele, gdy syn szedł do Komunii, poznaliśmy wspaniałych ludzi, dzięki którym w nowym miejscu poczuliśmy się jak w domu – opowiada Kamila Celary. – Lubię, kiedy parafianie, pokazując znajomym powstającą świątynię, mówią: „To nasz kościół”. Wtedy jestem spokojny, że wznosimy nie tylko gmach, ale i wspólnotowy dom duchowy – podkreśla proboszcz.

Odnaleźć swoje miejsce

–Nie jest łatwo zrozumieć, że Kościół jest moim domem. Rodzinny dom tworzę z żoną i dziećmi, dając im siebie, swoją miłość, pracę, czas. W nim czuję się bezpiecznie i takie bezpieczeństwo staram się zapewnić bliskim. Natomiast w Kościele czuję się zbyt anonimowo. Mimo że jest to dla mnie sacrum, to jednak wokół mam wielu obcych ludzi, z którymi nic mnie nie łączy – tłumaczy Marcin Wiśniewski z Ostrowca Świętokrzyskiego. To, że wielu osobom trudno odnaleźć się w Kościele jako wspólnocie, może łączyć się ze zbyt uproszczonym jego rozumieniem. – Myślę, że jest to wina nas samych i naszego postrzegania Kościoła tylko jako budowli lub instytucji, a nie wspólnoty. Często traktujemy go tylko jako urząd, od którego czegoś oczekujemy lub żądamy. Poza tym coraz częściej sami chcemy w nim być anonimowi, czuć się nierozpoznawalni, bo to wygodne i nie pociąga konsekwencji. Kolejna trudność płynie z tego, że czasem sami nie potrafimy zbudować dobrego, zdrowego własnego domu, nie potrafimy zadbać o ten dom, dlatego tym bardziej nie zależy nam, aby Kościół był naszym domem. Jeśli nasze domy zaczynają być dla nas tylko sypialniami, miejscem na zrobienie prania, zapłacenie rachunku i brak tam poczucia wspólnoty, to przerzucamy to także na kościół, który staje się dla nas miejscem ślubu, chrztu dziecka czy sporadycznej Mszy św., a nie rodzinnym domem – dodaje M. Wiśniewski.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma