• facebook
  • rss
  • W sercu pustelni

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 23/2017

    dodane 08.06.2017 00:00

    Z każdego tutejszego miejsca ścieżka wiodła do kościoła, gdzie drzwi zawsze były otwarte. W jego wnętrzu żyjący samotnie mnisi stawali się jedną modlącą się rodziną.

    Dla kamedułów świątynia zawsze była centralnym miejscem całej pustelni, bo takie były założenia konstrukcyjne. Najlepiej widać to z lotu ptaka. Wokół niej koncentrowało się życie modlitewne wspólnoty, którą tworzyli mnisi – opowiada ks. Wiesław Kowalewski, dyrektor rytwiańskiej pustelni, otwierając zabytkowe drzwi barokowej świątyni.

    Perła pośród lasów

    Rzeczywiście. Nawet z dawnych ogrodów wąska ścieżka wiedzie prosto do jednego z bocznych wejść do świątyni. – Kościół był miejscem spotkań pustelników. Każdy z nich żył samotnie w swoim domku, oddzielonym od kolejnego murem. Praktycznie nie rozmawiali ze sobą w ciągu całego dnia, nawet podczas wspólnej pracy. To właśnie świątynia stawała się dla nich miejscem modlitwy i życia wspólnotowego – dodaje ks. W. Kowalewski. Dziś rytwiański kościół służy wiernym podczas typowych nabożeństw duszpasterskich. Jednak początki były inne.

    Dostępne jest 20% treści. Chcesz więcej? Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół