• facebook
  • rss
  • Z szachownicą za kratami

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 49/2016

    dodane 01.12.2016 00:00

    Niezwykłą partię szachów symultanicznych z 10 zawodnikami Zakładu Karnego w Chmielowie rozegrał ks. Franciszek Grela. Tylko jeden z zawodników zdołał ograć szachowego mistrza w koloratce.

    Była to już trzecia edycja zawodów, w których w szranki stanęli osadzeni w Chmielowskim Oddziale Zewnętrznym Aresztu Śledczego w Nisku oraz ks. Franciszek Grela z parafii św. Józefa w Nisku. Ks. Franciszek to zasłużony proboszcz senior niżańskiej parafii oraz utytułowany mistrz szachowy.

    Jedne na dziesięciu

    Do szachowych zawodów przystąpiło dziesięciu więźniów. Najpierw ustalono zasady rozgrywania partii symultanicznej i zaprezentowano zawodników. Niezwykły szachowy mecz trwał ponad 2 godziny. – W tej partii nie liczy się zwycięstwo, ale wspólne spotkanie. Dla osadzonych jest to pożyteczna rozrywka i oderwanie od więziennej monotonii. Mogą w ten sposób choć na chwilę zapomnieć o codzienności i poczuć się równorzędnymi zawodnikami. Oni bardzo cenią sobie to, że ktoś dostrzega ich zdolności i chętnie stają do zawodów. Jest to także sposób oddziaływania duszpasterskiego, okazja do nawiązania kontaktów z człowiekiem, który bardzo często potrzebuje duchowego uzdrowienia, i właśnie takie sportowe, szachowe spotkanie staje się okazją do dalszego oddziaływania kapłańskiego – podkreślał ks. Franciszek Grela.

    – Dla naszych osadzonych jest to niewątpliwie zawsze duże wydarzenie. Ma ono w tym środowisku wymiar kulturalny i oświatowy. Spośród osadzonych wybierani są najlepsi w taktyce szachowej, którzy podejmują wyzwanie ks. Franciszka. Obserwujemy, że jeszcze kilka dni po takim spotkaniu więźniowie dyskutują między sobą o przebiegu partii szachowej, analizują jej przebieg i czekają na rewanż z księdzem. Jest to także mobilizujące, bo każdy chce wygrać z mistrzem szachowym, którym jest ks. Franciszek. Mogę dodać, że na tych, którzy pokonają naszego księdza, zawsze czeka regulaminowa nagroda, a każdy uczestnik dostaje regulaminową pochwałę – podkreślał Lucjan Chmielowski, wychowawca więzienny. Tym razem ksiądz Franciszek zwyciężył 9:1 z więzienną ekipą. Osadzeni już rzucili wyzwanie mistrzowi szachowemu i czekają na kolejne spotkanie.

    Szachowa pasja

    – Dobrze grać w szachy nauczyłem się dopiero podczas studiów w seminarium. Jeden z naszych wychowawców ks. Czesław Bartnik był wielkim miłośnikiem tej gry. Bardzo często organizował rozgrywki pomiędzy seminarzystami. Podczas partii chodził i słabszym podpowiadał, jak wybrnąć z trudnej sytuacji na szachownicy. Gdy kleryk wygrał, mówił: „No to wygraliśmy”, natomiast gdy poniósł porażkę, komentował: „Widzisz, przegrałeś” – opowiada z uśmiechem ks. Franciszek. Jak opowiada, podczas swoich startów w mistrzostwach seminaryjnych najpierw był szósty, potem zajął ósmą pozycję, a na ostatnim roku był już nie do pokonania. – Potem, już pracując na parafii, natrafiłem na ks. Piotra Kubicza i ks. Stanisława Dębowskiego, którzy podczas wspólnych partii podciągnęli moją grę na wyższy poziom i zaczęli zabierać na turnieje. – Pierwsze Szachowe Mistrzostwa Polski Duchowieństwa odbyły się w 2002 r. i z roku na rok coraz więcej szachistów w koloratkach bierze w nich udział. Bardzo mile wspominam mój udział w prestiżowym turnieju międzynarodowym w Hiszpanii, gdzie brało udział ponad 800 zawodników; ja uplasowałem się na około 200. miejscu – wspomina ks. Franciszek. Szachowy mistrz nie poprzestaje na dotychczasowej wiedzy, bo, jak twierdzi, szachy to bardzo dynamicznie rozwijająca się gra, która wymaga nieustannego kształcenia i ćwiczenia na szachownicy. – Większość mojej wiedzy pochodzi z samokształcenia, sporą jej część przejąłem od kolegów księży grających w szachy i z obserwacji poszczególnych partii. Ciekawostką jest na przykład to, że istnieje 2700 różnych kombinacji rozpoczęcia szachowej partii – dodaje ks. Grela. Będąc proboszczem w parafii św. Józefa w Nisku, prowadził także lekcje dla młodych szachistów. – Przez pewien czas na spotkania przychodziła grupa uczniów z niżańskiego technikum. Dziś niełatwo zachęcić do tego sportu. Wielu młodych szybko rezygnuje, bo szachy wymagają cierpliwości, umiejętności skupienia, wyobraźni i przewidywania ruchów przeciwnika – wymienia szachista w koloratce. Jak podkreśla, Polacy kiedyś wiedli prym w tym sporcie. W 1930 r. polska drużyna zdobyła mistrzostwo olimpijskie. – Wiele osób czasami ma wyobrażenie, że szachy to monotonna i nudna rozrywka. Nic bardziej mylnego. Często są rozgrywane szachy szybkie i błyskawiczne, gdzie liczy się szybkość odpowiedzi na ruch przeciwnika. I wtedy do takiej partii w żaden sposób nie pasuje określenie „refleks szachisty”, bo ruchy odbywają się naprawdę błyskawicznie – podsumowuje ks. F. Grela.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół