• facebook
  • rss
  • Zabójczy wachlarz

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 28/2016

    dodane 07.07.2016 00:00

    Nieduża szkoła z małego Tarnobrzega okazała się prawdziwym bohaterem, który nie uląkł się nawet „paszczy lwa”.

    Od 10 lat w Tarnobrzegu miłośnicy wschodnich sztuk walki mogą ćwiczyć nie tylko karate, ale również tai-chi. Działająca w mieście szkoła Nan Bei – Biały Żuraw święci coraz większe triumfy, nie tylko w kraju, ale również na arenie międzynarodowej.

    Pęk medali i… filmowa kariera

    Od 3 do 5 czerwca, tym razem w Puławach, odbył się XIII Grand International Wu Shu Festiwal, w ramach którego rozegrane zostały XXII Międzynarodowe Mistrzostwa Polski Wu Shu. Zawodnicy tarnobrzeskiej szkoły powrócili z aż sześcioma medalami – trzema złotymi i taką samą liczbą srebrnych. Jadwiga Sochaj okazała się bezkonkurencyjna i przywiozła cztery krążki. – Najbardziej cieszy mnie pierwsze miejsce za formę 32 z mieczem, jestem z tego szczególnie dumna – wyjawia Jadwiga Sochaj, prowadząca szkołę Nan Bei – Biały Żuraw.

    – Zaraz po starcie nie przypuszczałam, że wypadłam aż tak dobrze – nie kryje swej radości. – Żałujemy ogromnie, że nie mógł pojechać z nami jeszcze jeden zawodnik – Maciej Boroń, który był do mistrzostw bardzo dobrze przygotowany. Z pewnością medali byłoby jeszcze więcej i kto wie, czy nie tych z najszlachetniejszego kruszcu – mówi z uśmiechem. Obok pani Jadwigi medale dla tarnobrzeskiej szkoły wywalczyli: Renata Dąbrowska, która w kategorii broń różna zajęła pierwsze miejsce za formę tradycyjną z wachlarzem 56, oraz Wojciech Wesoliński – wicemistrz w kategorii formy obligatoryjne, za formę ręczną 42. Apetyt na medale u zawodników z Tarnobrzega sukcesywnie rośnie z każdym rokiem, chociaż – jak zaznaczają – nie one są najważniejsze. Niemniej kolejne sukcesy przysparzają sporo radości. Trudno się temu dziwić, skoro w samej „paszczy lwa”, czyli chińskim Qingdao, podczas ubiegłorocznego Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Walki „Word Leisure Games” Qingdao 2015 polska ekipa podczas zawodów wu shu zdobyła drugie miejsce. Zawodniczki z Tarnobrzega w znaczący sposób przyczyniły się do sukcesu polskiej reprezentacji. Renata Dąbrowska zdobyła w konkurencjach indywidualnych dwa złote medale – za formę Yang 40 i wachlarz, natomiast Jadwiga Sochaj – złoto za formę Sun i srebro za wachlarz. – Nie ukrywam, że byliśmy mocno zaskoczeni, gdyż konkurencja okazała się bardzo duża, wiele ekip z różnych stron świata było świetnie przygotowanych – wyjawia Jadwiga Sochaj. – Przed wyjazdem ćwiczyliśmy intensywnie, by wypaść jak najlepiej. I udało się. Polskę reprezentację, trenowaną przez mistrza Zhang Feng Juna, tworzyły Tarnobrzeska Szkoła Tai-Chi „Nan Bei – Biały Żuraw” i Rzeszowski Klub Sportowy „Nan Bei Tygrys”. Jak żartują zawodnicy z Tarnobrzega, jury ujęła chyba prostota i skromność ich sportowego odzienia. Ponieważ nie posiadali jednolitych tradycyjnych strojów, w jakich występuje się na zawodach, postanowili włożyć czerwone koszulki i czarne spodnie. – Wyglądaliśmy trochę nietypowo, zwłaszcza na tle przepięknych stylowych strojów zawodników z Chin – opowiada pani Jadwiga. – Ale jak widać, nie szata zdobi człowieka, a komisja konkursowa doceniła nasz talent i potencjał. Tarnobrzeską szkołę dostrzegli również realizatorzy popularnego serialu telewizyjnego „Ojciec Mateusz”, którzy zaprosili ją do udziału przy kręceniu dwóch odcinków. – Zadzwonił któregoś dnia w 2010 r. jakiś pan z ekipy „Ojca Mateusza” z propozycją wystąpienia w serialu – mówi Jadwiga Sochaj. – Potrzebowali statystów, którzy prezentowaliby układy tai-chi. Oczywiście zgodziliśmy się. W jakiś czas później pojawiła się druga propozycja. Mimo że zdjęcia kręcone były w dzień powszedni, to jednak zawodnicy zmobilizowali się, w większości wzięli urlopy i stawili się na planie w Sandomierzu. Zdjęcia kręcono przez kilka godzin, ale mimo zmęczenia nikt nie narzekał, a zabawa, jak sami mówią, była przednia. – Nie ukrywam, że dzięki aktorom mieliśmy niezłą porcję śmiechu. Wprawdzie wcześniej w Warszawie uczestniczyli w zajęciach tai-chi, ale było to zbyt mało, by opanować choćby część podstaw – zauważa Jadwiga Sochaj. Na planie z nimi był ich mistrz Nam, który ze śmiechem zapewniał, że wszystko jest dobrze i by nie przejmowali się niczym, bo przecież i tak tutaj nikt nie zna się na tai-chi. – Była to miła i pełna śmiechu przygoda, a dla nas nowe doświadczenie i swoista forma reklamy – podsumowuje pani Jadwiga.

    Śnieżna pantera, biały żuraw

    Tarnobrzeska szkoła powstała w 2006 r. dzięki Łukaszowi Klajnbergowi, wielkiemu miłośnikowi wschodnich sztuk walki, wychowankowi senseia Ryszarda Kipera z Tarnobrzega. Kiedy w 2000 r. zainteresował się tai-chi, dziedzina ta pochłonęła go całkowicie. Z czasem zaczął przeszczepiać swoje zamiłowanie na grunt lokalny w Nowej Dębie, gdzie w 2005 r. otworzył swoją pierwszą szkołę. Przeprowadzka do Warszawy skłoniła go do poszukiwania osoby chętnej, by podjąć się kontynuowania rozpoczętego dzieła. – Z propozycją tą zwrócił się także do mnie, ale odmówiłam, gdyż nie czułam się kompetentna – mówi pani Jadwiga. – W tym czasie, a był to rok 2009, pojechałam po raz pierwszy na obóz sportowy organizowany przez mistrza Zhang Feng Juna na Mazurach. Spytałam go, co sądzi o tym, abym poprowadziła w Tarnobrzegu szkołę tai-chi. Stwierdził, że jest to dobry pomysł. Tak otrzymałam zgodę na prowadzenie zajęć i przyjęłam propozycję Łukasza. Niedługo potem zrobiłam również organizowany przez Polski Związek Wu Shu kurs i otrzymałam dyplom instruktora tego sportu. Od 2010 r. pani Jadwiga przejęła pałeczkę po Łukaszu Klajnbergu, a szkoła zmieniła nazwę z Nan Bei – Śnieżna Pantera na Nan Bei – Biały Żuraw. Zmiana podyktowana była przejęciem pieczy nad szkołą przez nową osobę. Jadwiga Sochaj musiała odczekać dwa miesiące, aż Zhang Feng Jun postanowił nazwać ją Białym Żurawiem. – Nie wiem, skąd takie określenie, nigdy zresztą nie pytałam. Może dlatego, że jestem chuda – śmieje się. – W nazwie tradycyjnie umieszcza się zwierzę, do którego może być dołączony dookreślający je przymiotnik. Nazwy nie powinny się powtarzać. Poniekąd, jak przyznaje, do zmiany zdania skłonił ją zwyczajny egoizm. Obawiała się zamknięcia tarnobrzeskiej szkoły, bo oznaczałoby to konieczność poszukiwania tego typu zajęć w innych, odleglejszych miejscowościach. – A człowiek, nie oszukujmy się, jest wygodny, leniwy i lubi mieć wszystko pod ręką – śmieje się pani Jadwiga. Obecnie w szkole ćwiczy ok. 30 osób podzielonych na dwie grupy – zaawansowaną i początkującą. Nowi adepci sztuki tai-chi mogą zgłaszać się w październiku, kiedy otwierany jest nowy sezon. Zajęcia odbywają się na sali gimnastycznej Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3 (dawna budowlanka) przy ul. św. Barbary w Tarnobrzegu. Pani Jadwiga oraz Wojciech Wesoliński, też nauczyciel, z uwagi na oczekiwania uczestników, wśród których przeważają panie, na elementy walki kładą mniejszy nacisk. Kobiety bowiem, przychodząc na zajęcia, liczą na ćwiczenia mające poprawić ich sprawność ruchową, zmniejszyć problemy zdrowotne związane np. z kręgosłupem i wiele innych.

    Tai-chi dobre dla wszystkich

    – W Niemczech ćwiczenia tai-chi od wielu lat  wykorzystywane są w rehabilitacji osób ze schorzeniami układu sercowo-naczyniowego, kostnego, mięśniowego. Stwierdzono, że regularne ćwiczenie tego sportu prowadzi do uaktywnienia centralnego systemu nerwowego, a tym samym – do lepszego funkcjonowania organizmu, fizycznego i psychicznego odprężenia – opowiada Jadwiga Sochaj. – Ponieważ i u nas drgnęło coś w kwestii rehabilitacji zawałowców i w ogóle sercowców, mam nadzieję, że tai-chi stanie się jedną z metod rehabilitacyjnych także w Polsce. Panią Jadwigę do zainteresowania się tym sportem skłoniły prozdrowotne walory ćwiczeń. – Poprzez różnorodność ruchów pomagają zwiększyć elastyczność ciała, bezkontuzyjnie wzmacniają mięśnie, ścięgna oraz regulują funkcjonowanie narządów wewnętrznych. Wpływają również łagodząco na układ nerwowy i harmonizują wzajemną pracę obu półkul mózgowych – wyjaśnia instruktorka. – Dzięki miękkim, spokojnym ruchom tai-chi polecany jest dla wszystkich bez względu na wiek i kondycję fizyczną. Mogę śmiało stwierdzić na swoim przykładzie, że jest to jedna z najdoskonalszych form kultury fizycznej. Ale tai-chi – co należy pamiętać – narodziło się jako jedna ze sztuk walki. – Ćwiczymy także z bronią – szablą, mieczem i… wachlarzem – mówi Jadwiga Sochaj – który w kulturze europejskiej kojarzony jest tylko jako jeden z atrybutów kobiecości. Tymczasem wachlarz, najeżony ostrymi ostrzami na brzegach, jest zabójczą bronią, skutecznie eliminującą przeciwnika. Takich wachlarzy należy się strzec, nie tylko gdy są w ręce mężczyzny, ale także kobiety – dodaje z uśmiechem.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół