• facebook
  • rss
  • Pomidorowe eldorado

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 33/2015

    dodane 13.08.2015 00:00

    Letnie miesiące to dla sadowników i ogrodników z okolic Sandomierza czas wytężonej pracy oraz owocowo-warzywnych żniw. Nie zawsze jednak urodzaj wiąże się dla nich z dobrym zyskiem i brakiem kłopotów.

    Rok temu wprowadzone przez Federację Rosyjską embargo na polskie warzywa i owoce zachwiało rolnym rynkiem. Dzięki pomocy Komisji Europejskiej i wprowadzonym rekompensatom za wycofanie produktów z handlu udało się zapobiec zapaści na rynku owocowo-warzywnym. Obecny rozpoczynający się sezon również nie napawa optymizmem. Sucha wiosna, a z drugiej strony letnie gwałtowne burze i padający grad spowodowały duże straty w sadach i ogrodach, co niewątpliwie odbije się na tegorocznych zbiorach. Wielu plantatorów czarnej porzeczki ten rok już spisało na straty. Brak popytu i niska cena spowodowały, że wielu rolników nawet nie podejmowało zbioru tego owocu. Obecnie przed dużym problemem stają warzywnicy. Trwają zbiory kalafiora i kapusty, które nie mają dużego wzięcia na sandomierskiej giełdzie owocowo-warzywnej. Niezniesiony zakaz eksportu na rynek wschodni sprawia, że rolnicy mają problem ze zbytem towaru.

    Jakość i tradycja

    Z niepokojem sandomierscy rolnicy czekają także na pomidorowy wysyp. Uprawa tego niemal sztandarowego warzywa w tym rejonie zaczyna odchodzić do lamusa. – W moim gospodarstwie uprawiamy pomidory od kilku pokoleń. To niemal rodzinna tradycja. Z drugiej strony w dolinie Wisły są bardzo dogodne warunki glebowe i klimatyczne na uprawę tego warzywa, dzięki czemu smak sandomierskiego pomidora malinowego jest niemal niepowtarzalny. Niestety, jest coraz mniej upraw, gdyż duże koszty i nakład pracy nie są rekompensowane przez oferowaną na rynku cenę warzyw – podkreśla Mirosław Szwed. W tym roku na uprawę pomidora przeznaczył hektar swojego gospodarstwa, gdyż jak podkreśla, aby wypracować jakiś zysk, trzeba uprawiać kilka rodzajów warzyw. – Często jest tak, że na jednej uprawie się traci, a na innej zyskuje. W naszych warunkach rynkowych nie jest możliwe nastawienie się na specjalizację, gdyż w razie kiepskiej ceny na konkretny produkt można utonąć w długach – dodaje. Ogrodnik podkreśla jednak, że smak pomidora z podsandomierskich upraw nie równa się z żadnym innym. – Na naszych uprawach pomidor rośnie w warunkach najbardziej zbliżonych do naturalnych. Wysadzany jest do gruntu, nawadniany w większości deszczem i dojrzewa w promieniach słońca. Tutaj kryje się sekret jego smaku, który płynie po prostu z natury – opowiada pan Mirosław. Jak opowiadają ogrodnicy, jeszcze kilka lat temu uprawa pomidora była w miarę opłacalna. Powstanie w ostatnich latach dużych kombinatów uprawowych produkujących warzywa pod osłonami sprawiło, że rynek został zasypany tańszym pomidorem. – Dla handlowców liczy się niższa cena, a nie smak. Dlatego rynek zapełniony jest pomidorem szklarniowym, często niepochodzącym nawet z polskich upraw – dodaje jeden z handlujących na sandomierskim rynku ogrodników. Nierentowność uprawy i olbrzymi nakład pracy podczas uprawy pomidora sprawiają, że coraz więcej podsandomierskich rolników rezygnuje z nasadzeń.

    Niepewny zysk

    – W tej pracy nie ma limitu godzin. Prawie każdego dnia trzeba doglądać uprawę, jeśli się chce mieć dobry zbiór – tłumaczy Mirosław Szwed. Całe pole wygląda jak pomidorowy las. W równych rzędach posadzono blisko 15 tys. sadzonek, przy każdej drewniany palik pomaga roślinie utrzymać rozwijające się owocowe grona. – Przy pomidorach praca zaczyna się już w marcu, kiedy trzeba wysiać nasiona, potem pikujemy je do pojedynczych inspektów i tak rosną w ogrzewanych szklarniach do połowy maja, kiedy trafiają do gruntu. I tu zaczyna się żmudna praca pielęgnacyjna. Aby dobrze poprowadzić taką uprawę, trzeba pracy kilku, a nawet kilkunastu osób, a koszty, jakie trzeba zainwestować, to suma przekraczająca 50 tys. złotych – wylicza ogrodnik. Pierwsze owoce będzie można sprzedać dopiero w sierpniu. – Teoretycznie zakładam, że powinniśmy zebrać do 50 ton pomidora. Ile zarobimy? To zależy od ceny. Granica opłacalności to około 1,2 zł za kilogram. Miejmy nadzieję, że będzie lepiej – dodaje pan Mirosław. Ten rok wielu ogrodników już zalicza do straconych. Niedawne gradobicia poczyniły duże szkody na polach. – Na wielu uprawach zawiązane pierwsze dwa grona owoców zostały uszkodzone. Te owoce albo zaczną szybciej się psuć albo będą miały ślady po gradzie i będzie je trudno sprzedać w dobrej cenie – dodaje. I tak kolejny rok dla rolnictwa znów wionie niepewnością. Bo nawet jeśli będą dobre zbiory, to czy rolni producenci otrzymają dobrą cenę za towar? – Jeśli nie pojawią się hurtownicy i kupcy z Ukrainy czy Białorusi, trudno będzie sprzedać duże ilości warzyw. Popyt i cena zmieniają się każdego dnia. Wjeżdżając na sandomierską giełdę, nie wiemy, czy trzeba będzie stać godzinę czy cały dzień. Jeśli jest popyt na dany owoc, ceny idą w górę, kolejnego dnia sytuacja może być całkiem inna – dodaje jeden z rozgoryczonych rolników.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół