• facebook
  • rss
  • To jakaś magia

    Andrzej Capiga, Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 25/2015

    dodane 18.06.2015 00:00

    Ludzie i sztuka. – Mówi się, że najlepszymi aktorami są amatorzy. Bo zawodowcy grać muszą, a my gramy, bo chcemy – mówi Wiesław Szumielewicz z Teatru Czwartek.

    Ruch teatrów amatorskich przeżywa od kilku lat renesans. Są bowiem nie tylko ludzie, którzy chcą grać, ale i ci, którzy chcą ich oglądać. Świadczy o tym choćby frekwencja na spektaklach Teatru Czwartek, który działa przy Tarnobrzeskim Domu Kultury. Na premierze najnowszej sztuki „Mąż zmarł, ale już mu lepiej”, która odbyła się kilka tygodni temu, sala widowiskowa przeżyła prawdziwe oblężenie, jak za najlepszych czasów Dramy Barbórkowej.

    Trudne i łatwe początki

    Amatorski Teatr Dramatyczny powstał w Stalowej Woli w 1946 r. Jego założycielem był Józef Szporna. Sławę i rozgłos przyniósł zespołowi jednak Józef Worek Żmuda, charyzmatyczny reżyser i wybitny aktor, który przygotował z członkami teatru ponad 40 przedstawień. Po śmierci Józefa Worka Żmudy teatr przyjął jego imię. Obecnie zespół liczy 13 osób. Jedną z nich jest 81-letni Edward Kotłowski, nestor stalowowolskich artystów. Mimo że spędził już na scenie wiele lat, trema go nigdy nie opuszcza, choć umie już sobie z nią radzić. Noc przed premierą zawsze jest jednak niespokojna. – W teatrze zadebiutowałem w 1958 r. w ośmiominutowej roli w komedii muzycznej „Zielony gil” Tirso de Moliny w tłumaczeniu Juliana Tuwima. Miałem 24 lata. Reżyser Józef Żmuda na początku dawał mi role, gdy ktoś nawalił lub zachorował. Byłem zawsze pod ręką, ponieważ śpiewałem w chórze i tańczyłem w zespole. Były to zwykle role krótkie, kilkuminutowe – wspomina pan Edward. Najlepiej czuł się w teatrze poezji. I to umiłowanie wierszy pozostało mu do dziś. Bardzo dobrze wspomina Izabelę Melińską, która po wojnie założyła w Stalowej Woli teatrzyk poezji. Ona nauczyła go dykcji, interpretacji, zachowania na scenie, dużo czasu spędzała z członkami zespołu na ciekawych rozmowach o teatrze. Emil Brzoza trafił do teatru w 1955 r. Przyjechał do Stalowej Woli z nakazem pracy. Przypadek trafił, że spotkał Józefa Żmudę (jego brat uczył go w szkole podstawowej), który namówił go do grania. Emil Brzoza miał wtedy 18 lat. Do tej pory zagrał około 60 ról. – Wybrałem teatr, bo coś musiałem zrobić z wolnym czasem. Rozpocząłem od teatru lalek i zagrałem tam Babę Jagę, starą wiedźmę z chrypiącym głosem. Ale dobrze sobie poradziłem. Jednocześnie należałem też do kółka dramatycznego. Tutaj grałem na przykład Cześnika w „Zemście”. Dodatkowo występowałem w skeczach i zespole mandolinistów, koncertując na scenie po zaledwie trzech miesiącach nauki. A ponieważ jestem z wykształcenia elektrykiem, zajmowałem się również oświetleniem i nagłośnieniem. Teraz teatr to zarówno przyzwyczajenie, jak i zamiłowanie – uważa pan Emil. Ewa Krukowska przyjechała do Stalowej Woli z Puław. Słyszała wiele o teatrze Józefa Żmudy. Była na kilku przestawieniach i bardzo się jej spodobały. Do teatru trafiła, biorąc udział w zajęciach Uniwersytet Trzeciego Wieku. Teatralne warsztaty prowadził tam Wawrzyniec Ciesielski. – Zawsze pociągała mnie scena. Bardzo lubię teatr. Tam zawsze coś ciekawego się dzieje. To jakaś magia i tajemnica – opowiada pani Ewa. – Strach przed występem zawsze był okropny. Zaczęłam od krótkiej jednoaktówki „Garnek rosołu”. I udało się. Raz zdarzyło się, że zapomniałam kwestii. Nie wiedziałam, co zrobić. I po prostu zeszłam ze sceny... Ale w tej akurat sztuce było to jeszcze możliwe – śmieje się. – Jedną czwartą mojego czasu zajmuje mi teatr – wyznaje Wiesław Szumielewicz, nestor wśród tarnobrzeskich aktorów Teatru Czwartek. – Mam wiele zainteresowań: przez lata byłem przewodnikiem PTTK; uwielbiam czytać książki; kiedy robi się cieplej, w domu trudno mnie zastać, bo najczęściej jestem na jakiejś wycieczce, bliższej lub dalszej. Ale kiedy odbywają się próby teatralne, karnie stawiam się w TDK-u. Bez teatru nie wyobrażam już sobie życia. Dreszczyk, który opanowuje człowieka tuż przed pierwszym wejściem na scenę podczas spektaklu, jest czymś niepowtarzalnym. Pan Wiesław swoją przygodę z teatrem rozpoczynał jeszcze w Sandomierzu na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku, kiedy przy Sandomierskim Ośrodku Kultury jego dyrektor Barbara Garboś postanowiła reaktywować przedwojenny Amatorski Teatr im. Aleksandra Fredry, działający w ówczesnym Domu Ludowym. Wojna przerwała funkcjonowanie zespołu, który usiłowano przywrócić w latach 60., ale bez skutku. Udało się to dopiero pani Barbarze, której pomagała w tym aktorka przedwojennego teatru Maria Cybulska, wilnianka z urodzenia, mieszkająca w Sandomierzu. – Pani Maria podjęła się reżyserowania, tworzenia scenografii do kolejnych przedstawień. Głównym reżyserem była jednak pani Garboś. Kiedy ukazało się w prasie i radiu ogłoszenie, że powstaje teatr amatorski i poszukiwane są osoby pragnące włączyć się w jego działalność, stwierdziłem, że warto spróbować – opowiada pan Wiesław. Sandomierska przygoda, niestety, po dwóch spektaklach skończyła się nagle wraz ze śmiercią Barbary Garboś. Tęsknota do teatru jednak została. Po przeprowadzce do Tarnobrzega i zadomowieniu się tutaj pan Wiesław postanowił wybrać się do TDK-u i rozeznać sytuację. Nieoczekiwanie spotkał na ulicy dobrego znajomego, Sylwestra Łysiaka, który zaproponował mu rolę Dulskiego w przygotowywanej właśnie przez Teatr Dramatyczny (poprzednia nazwa Teatru Czwartek) „Moralności Pani Dulskiej”. – I tak zostałem w zespole – dodaje Wiesław Szumielewicz.

    Role szyte na miarę

    – Z reguły reżyser dopasowuje role do naszych osobowości, bo wówczas łatwiej nam je zagrać. Chociaż zdarzyło się, że zagrałam Sonię w „Wujaszku Wani”, osobę dużo młodszą – mówi pani Ewa. W premierowym spektaklu „Jubileusz” według Antoniego Czechowa Wiesław Szumielewicz zagrał drugoplanową rolę księgowego. – Do dzisiaj nie mam parcia, by grać główne role. Doskonale odpowiadają mi i pasują do mojego wieku oraz fizis postaci starszych, statecznych panów – podkreśla pan Wiesław. – Młodzieńca trudno było zagrać, bo charakteryzacja zajęłaby chyba cały dzień – dodaje z uśmiechem. Swoich wielkich wymarzonych ról nie mają również młodzi aktorzy z Młodzieżowego Teatru Amatorskiego działającego przy TDK – Anna Wójcik i Stanisław Zych, oboje przyszłoroczni maturzyści. Niemniej Ania stawia na dramat lub tragedię. – Lubię role wymagające dużego zaangażowania emocjonalnego, będące wyzwaniem – podkreśla Ania. – Do teatru trafiłem właściwie przypadkowo, poszedłem do TDK z kolegą, który chciał się zapisać. Skończyło się na tym, że znaleźliśmy się w nim obaj. Chciałbym połączyć moje dwie pasje, muzykę i aktorstwo, dlatego marzę o rolach w spektaklach muzycznych, a na razie bardzo lubię komedie i w nich czuję się świetnie – dodaje Stanisław. Sporo czasu zajęło Iwonie Cenie przygotowanie roli żony w sztuce „Mąż zmarł, ale już mu lepiej”. – Nie mogłam się zdecydować, czy mam grać zołzę, czy może prostą prowincjonalną babę żądną pieniędzy – opowiada pani Iwona. – Szukałam wszelkich informacji na temat kreacji tej postaci. Ale w końcu postawiłam na normalność, bez zbytniego przerysowywania w którąkolwiek stronę. Bardzo dużo zawdzięczam przy tworzeniu roli Sylwkowi Łysiakowi, naszemu reżyserowi, oraz koleżankom i kolegom, którzy podsuwali mi pewne rozwiązania. – Jestem bardzo zadowolona, że gram, bo przy okazji realizuję swoje hobby. Ponadto człowiek się rozwija, poznaje przyjaciół – uważa pani Ewa. – Jestem na emeryturze, ale nie gnuśnieję, bo nie mam na to czasu. Za bardzo pociągają mnie moje pasje. W tym teatr, dający nie tylko zadowolenie z samorealizacji, ale również radość z możliwości kontaktu z publicznością. Przecież gramy nie dla siebie, ale tylko dla innych. Owszem, troszkę również dla siebie, ale troszkę – śmieje się pan Wiesław. – Teatr daje mi wspaniałą możliwość zabawy, bo właśnie w ten sposób podchodzę do gry – mówi Iwona Cena, która trafiła do Teatru Czwartek dzięki swojej koleżance z pracy Beacie Tyrze, współzałożycielce wraz z Sylwestrem Łysiakiem tarnobrzeskiego zespołu. – Zamiast siedzieć w domu i bezsensownie przełączać pilotem kolejne kanały w telewizji, mogę zrobić coś dla siebie i dla innych. Naszą grą bowiem dajemy widzom, mamy taką nadzieję, kilkadziesiąt minut dobrej zabawy. Dla nas próby, nauka roli to czas oderwania od codzienności, przeniesienie się w inne realia. Porównując siebie sprzed tych dwóch lat i tę dzisiejszą, widzę pewną zmianę – nabrałam większej pewności siebie. To daje gra na scenie, kiedy trzeba opanować emocje, nerwy, skupić się na spektaklu, oraz entuzjastyczna reakcja publiczności. Wiemy wtedy, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty, że jesteśmy dobrzy w tym, co robimy – podkreśla pani Iwona. – Bez sceny już chyba nie mogę żyć. To jest moje hobby, wspaniały sposób na spędzanie wolnego czasu – przyznaje pan Edward. Dla Anny Wójcik teatr to drugi dom. – Z tej pasji trudno byłoby mi zrezygnować, dlatego mimo że w szkole jest sporo nauki, staram się tak gospodarować czasem, by móc uczestniczyć w próbach. Wystarczą tylko chęć i zdyscyplinowanie – mówi Ania. Licealistka waha się jeszcze co do wyboru drogi życiowej, ale chyba pasja ustąpi pola rozsądkowi i wygra chemia spożywcza lub farmaceutyczna. Największą i najwcześniejszą pasją Staszka była i jest muzyka, zarówno gra, jak i śpiew, w których kształci się dodatkowo, poza nauką w Katolickim Liceum Ogólnokształcącym im. św. Jana Pawła II w Tarnobrzegu. – Planuję podjąć studia na Wydziale Aktorskim ze specjalnością wokalno-aktorską w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie – zdradza plany Staszek. Niestety, w teatrze mało jest młodych ludzi, którzy przychodzą na chwilę, a potem już nie wracają. Teatr to bowiem obowiązek; trzeba przychodzić na próby, poświęcać weekendy. – Teatr Dramatyczny, Zespół Pieśni i Tańca „Lasowiacy” i chór „Cantus” to filary i wizytówki Miejskiego Domu Kultury w Stalowej Woli. Ich brak byłby równoznaczny z upadkiem tej instytucji. Podczas niedawnego spotkania z Wiesławem Myśliwskim jego żona po obejrzeniu spektaklu „Requiem dla gospodyni” zrealizowanego na podstawie dramatu męża, oceniła naszą grę jako występ zawodowców – cieszy się Marek Gruchota.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół