• facebook
  • rss
  • Tarnobrzeg mon amour

    dodane 07.05.2015 00:00

    Z Krzysztofem Watraczem o pasji zgłębiania przeszłości, gromadzenia pamiątek, o strumyku umykającym z Dzikowa do Wisły rozmawia Marta Woynarowska.

    Marta Woynarowska: Czym dla Pana jest Tarnobrzeg?

    Krzysztof Watracz: To moje rodzinne miasto. Tu się urodziłem, kształciłem, pracowałem i pracuję. Moje ukochane miejsce na ziemi. Choć jest jeszcze jedno, z którym wiąże mnie ogromny sentyment – Rymanów-Zdrój.

    Wydarzyło się tam coś szczególnego?

    Można tak powiedzieć.

    Tam w czasie II wojny poznali się moi rodzice. Mama bowiem pochodziła z Rymanowa, a tato przez trzy lata ukrywał się w tej zdrojowej miejscowości. Był bowiem aresztowany i przewieziony do obozu koło Nowej Dęby, skąd udało mu się zbiec. Nie mógł powrócić do Tarnobrzega, dlatego ukrywał się w Rymanowie-Zdroju.

    Od ilu pokoleń Pańska rodzina mieszka w Tarnobrzegu?

    Zapewne od wielu, choć mnie udało się na razie udokumentować cztery. Cofnąłem się do pierwszej połowy XIX w. Wprawdzie moi przodkowie nie mieszkali w samym ówczesnym Tarnobrzegu, tylko w Miechocinie, ale byli z miastem ściśle związani. Dowiedziałem się tego w trakcie pracy nad odtworzeniem drzewa genealogicznego. Opierałem się na wspomnieniach taty, innych starszych członków rodziny oraz naturalnie na dokumentach z rodzinnego archiwum. Nie obyło się również bez kwerend ksiąg parafialnych miechocińskich oraz archiwum dawnej Szkoły Powszechnej.

    Kiedy zaczął się Pan interesować przeszłością rodziny, miasta?

    Zaczęło się w roku 2011, kiedy mój tato – Adam – miał otrzymać Medal „Sigillum Civis Virtuti”. Był bowiem pasjonatem i animatorem sportu w Tarnobrzegu, zwłaszcza tenisa stołowego. To on doprowadził naszą drużynę do I ligi. Zaczął wówczas przychodzić do nas pan Tadeusz Zych, by zgromadzić materiał do biografii taty, spisywał również jego wspomnienia. Chętnie się przysłuchiwałem i stwierdziłem, że mój tato jest kopalnią wiedzy o przeszłości Tarnobrzega. Wyciągał dokumenty, stare zdjęcia. I tak zaczęła się moja pasja, która wciągnęła mnie na dobre. Stałem się namiętnym poszukiwaczem wszelkich pamiątek związanych z Tarnobrzegiem, jego mieszkańcami. Zacząłem również dokumentować zachodzące w mieście zmiany, różnego rodzaju odkrycia. Kiedyś na ul. przed Gimnazjum nr 1 powstała dziura, spomiędzy wykruszonego asfaltu widoczne były piękne kamienne kocie łby. Naturalnie szybko pobiegłem po aparat i obfotografowałem wszystko.

    Ale nie zamyka ich Pan w swoim skarbcu, tylko dzieli się nimi w internecie.

    Tak, prawie każdą nową fotografię, nabyty przedmiot, czy archiwalne zdjęcia, stare gazety, wszystko publikuję na stronie „Dawny_Tarnobrzeg” funkcjonującej na Facebooku. Są tam nawet fotki butelek po oranżadzie produkowanej w tutejszym browarze. Strona ta to wspaniała platforma wymiany informacji na temat przeszłości Tarnobrzega. Ludzie z całego świata dzielą się swoją wiedzą, spostrzeżeniami. Zawarłem dzięki niej wiele znajomości, ba, nawet znalazłem swego kuzyna w USA. W ten sam sposób dotarł do mnie pewien Amerykanin, który odkrył w szufladzie biurka swojej babci dokumenty dotyczące osób o nazwisku Ślęzak, pochodzących z parafii w Miechocinie. I poprosił o pomoc. Podpowiedziałem, że to nazwisko jest niezwykle popularnie w Ślęzakach, Kaczakach. I tym sposobem pomogłem mu dotrzeć do dalekiej rodziny mieszkającej w Polsce. Relację na ten temat nakręciła nawet stacja TVN.

    W jaki sposób zgromadził Pan tak cenne i unikatowe zbiory?

    Wiele z nich to pamiątki rodzinne, zwłaszcza zdjęcia. Mam spory zbiór prywatnych fotografii np. z koronacji obrazu Matki Bożej Dzikowskiej w 1966 r., które nie były nigdy publikowane. Mieliśmy bardzo pokaźną kolekcję zdjęć, ale niestety pożar domu w 1982 r. strawił niemal wszystko, w tym sporo moich młodzieńczych fotek robionych pierwszym aparatem otrzymanym w prezencie od rodziców. Pozostałe przedmioty, w tym liczny zbiór regionalnej prasy pochodzącej z początku XX wieku po lata powojenne, kupuję zazwyczaj na aukcjach internetowych.

    Gromadzi Pan pamiątki, ale także informacje, wspomnienia, historie tarnobrzeskie. Czy kiedyś będzie można je przeczytać w jakiejś publikacji?

    Z pewnością tak. Jestem w trakcie spisywania i opracowywania ich. Chciałbym je opublikować w internecie, by dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców, o wydawnictwie książkowym na razie nie myślałem, ale nie wykluczam takiej możliwości.

    Czy są wśród nich takie, które Pana zaskoczyły?

    Tak i powiem więcej – wciąż mnie intrygują, ponieważ nie zostały jak dotąd sprawdzone. Mieszkamy vis-à-vis Cmentarza Wojennego. Tato opowiadał mi, że tuż pod krzyżem stojącym na nim spoczywa w zbiorowej mogile kilka osób. Są to osoby, które zmarły w kilka dni po nalocie 2 września 1939 r., wskutek odniesionych ran. Ale jak na razie nikt nie zbadał, czy rzeczywiście pod krzyżem kryje się grób. Druga ciekawa historia wiąże się ze źródełkiem w dzikowskim parku i wypływającym zeń strumykiem, który ma płynąć aż do Wielowsi i tam dopiero skręcać i wpadać do Wisły. Mój tato był z zawodu meliorantem, więc coś na ten temat wiedział. Kiedyś nawet postanowiłem przejechać na rowerze te trasę i prześledzić bieg strumyka. Rzeczywiście coś jest na rzeczy. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół