• facebook
  • rss
  • Powrót ksieni

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 10/2015

    dodane 05.03.2015 00:00

    Sandomierski klasztor klarysek jest jeszcze w budowie, dlatego można porozmawiać z siostrami bez krat i wejść za klauzurę – ale tylko do kaplicy i zakrystii. A za klauzurą kryje się świat ciszy i modlitwy. I rzucającej się w oczy radości.

    Ich pracą jest modlitwa, spędzają na niej osiem godzin dziennie. Usuwając się w samotność, nie uciekają przed światem, ale chcą pokazać, że sens życia mniszki to poszukiwanie Boga, a nie poszukiwanie dusz dla Boga. Współczesnemu człowiekowi trudno dziś zrozumieć sens powołania, które prowadzi kogoś za zakonny mur czy klasztorną kratę. Jeszcze bardziej zadziwia fakt zdecydowania się na wybór drogi życia w klasztorze kontemplacyjnym, gdzie jeden dzień niemalże bliźniaczo podobny jest do drugiego. U klarysek tym, co uderza po przekroczeniu zakonnej furty, jest z jednej strony cisza, a z drugiej niezwykła radość i pogoda ducha, która bije z twarzy mniszek. – Nasze życie nie jest monotonne. Mimo że każdy dzień jest do siebie podobny, ożywia go pełna miłości więź z Chrystusem. Podobnie jak w życiu małżonków – jeśli żyją miłością, nigdy nie znudzą się sobą. Jeśli miłość jest żywa, to każdy dzień jest świeży tą właśnie miłością. My każdego dnia dbamy o to, aby nasza więź z Chrystusem, miłość do Niego były pełne świeżości – opowiada s. Faustyna.

    Historia kołem się toczy

    Dzieje polskich klarysek zaczęły się właśnie tutaj, w Sandomierzu, 800 lat temu, i są związane z postacią bł. Salomei Piastówny, pierwszej polskiej klaryski. Na sandomierskim zamku przyjęła ona habit z rąk biskupa krakowskiego Prandoty. Dzięki pośrednictwu franciszkanów, którzy w 1245 r. zebrali się na kapitule w Sandomierzu, pozyskała kilka sióstr klarysek z klasztoru św. Agnieszki Praskiej i wraz z nimi rozpoczęła życie wspólnotowe najpierw w Sandomierzu, a później w Zawichoście. Tam powstał pierwszy na ziemiach polskich klasztor dla sióstr klarysek, lecz ze względu na częste najazdy tatarów klaryski przeniosły się do nowego konwentu w Grodzisku k. Skały, a potem do Krakowa. Następnie powstała wspólnota w Skaryszewie i stamtąd przed siedmioma laty, po ośmiu wiekach, siostry powróciły do Sandomierza. Dziś są już samodzielnym klasztorem z przełożoną, która nosi historyczny tytuł ksieni.

    Nie bój się, idź!

    Historia powołania s. Faustyny, Węgierki, może zadziwić. Jak opowiada z uśmiechem, objechała niemal cały świat, by wybrać życie w zamkniętym klasztorze. To właśnie tutaj znalazła prawdziwe szczęście. – Pamiętam, jak w dniu 18. urodzin modliłam się w katedrze w Eger (Węgry) o światło, co mam w życiu robić. Wtedy nawet nie myślałem o zakonie, a tym bardziej nie słyszałam o klaryskach. Oddałam się w ręce Chrystusa, by mnie poprowadził. Potem były studia. Następnie pojechałam do pracy w Anglii, Niemczech, a nawet do Nowej Zelandii. Tam, patrząc na szczęśliwe rodziny, widziałam, jak wiele radości daje życie w małżeństwie. Jednak moje serce szukało innego źródła miłości. Wróciłam na Węgry. Chodziłam często na Msze św. do franciszkanów. Pewnego dnia przybył tam ojciec z Polski i zapytał jednego z naszych braci franciszkanów, co to za dziewczyna i że ona byłaby dobrą klaryską... Potem usłyszałam od niego słowa: „Nie bój się, idź za Jezusem”. To były słowa, w których odczytałam wezwanie Chrystusa. Po niedługim czasie zapukałam do skaryszewskiej furty klarysek – opowiada s. Faustyna.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół