• facebook
  • rss
  • Z Chrystusem w puderniczce

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 10/2015

    dodane 05.03.2015 00:00

    Ludwika Uzar-Krysiakowa. Była cicha i niepozorna jak myszka. mimo strachu i grożących niebezpieczeństw niemal każdego dnia ryzykowała życiem, niosąc materialną i duchową pomoc więźniom Pawiaka. Była jedną z kilku „sacharynek”, czyli przenoszących Komunię św. za mury więzienia.

    Było to jedno z najbardziej strzeżonych więzień okupowanej Polski. Przez lata hitlerowskiej okupacji przeszło przez nie około 100 tys. więźniów, z czego blisko 37 tys. zostało okrutnie zamordowanych, a 60 tys. wywieziono do obozów koncentracyjnych. Tylko nielicznym udało się wyjść na wolność. W miejscu, gdzie niszczono ludzką godność, poprzez bestialskie tortury i nieludzkie warunki, nie brakowało przejawów bohaterstwa tych, którzy z narażeniem życia nieśli nadzieję, pociechę i duchowe wzmocnienie. Jedną z cichych bohaterek Pawiaka była pochodząca z Padwi Narodowej Ludwika Uzar-Krysiakowa, polska strażniczka, która przez ponad trzy lata nosiła więźniom Komunię św. oraz przemycała wiadomości i pomoc najbardziej potrzebującym.

    „Lusia była drobniutka, niepozorna, prawdziwa szara myszka. Przychodziła najczęściej wówczas, kiedy groziła więźniom „rozwałka”, czyli zbiorowe mordowanie. Siadała wówczas na moim łóżku, pod płonącą lampką oliwną, i zaczynała opowiadać. Musiała z siebie wyrzucić to wszystko, co przeżyła. Nikogo nie pytała o przekonania, o pochodzenie. Po prostu pomagała tym, którzy tego potrzebowali” – opowiada Maria Kann.

    Z Padwi na Pawiak

    W młodości marzyła, by zostać nauczycielką, jednak los rzucił ją w niełatwą służbę w więziennictwie, w dziale penitencjarno-wychowawczym. We wspomnieniach znajomych i rodziny zapisała się jako wrażliwa i delikatna osoba. Po dziecięcych latach spędzonych w rodzinnej Padwi, chcąc realizować swoje pragnienia, rozpoczęła naukę w Żeńskim Seminarium Nauczycielskim w Ropczycach, gdzie – obdarzona zaufaniem koleżanek – pełniła funkcję przewodniczącej samorządu szkolnego. Prowadziła także drużynę harcerską. Jak wspomina jej kuzyn Władysław Uzar, zawsze starała się, by podopieczne postępowały zgodnie z ideą prawa harcerskiego. „Ludwika dążyła do tego, by harcerki w każdym człowieku widziały bliźniego; by Polska miała ludzi czynu, uświadomionych społecznie i silnych moralnie” – podkreślał W. Uzar.

    Trudne lata 30. ub. wieku sprawiły, że młoda adeptka szkolnictwa borykała się ze znalezieniem pracy w swoim zawodzie. Przez blisko rok pozostawała w domu rodzinnym. Jak zapisała we wspomnieniach jej bratowa Antonina Uzarowa, bardzo chętnie pomagała w domowym gospodarstwie i dzięki staraniom brata i jego znajomych w 1934 r. Ludwika rozpoczęła pracę w Zakładzie Karnym w Łęczycy. Tutaj poznała swojego przyszłego męża Stanisława Krysiaka, który również pełnił więzienną służbę. Wybuch wojny w 1939 r. sprawił, że więzienie z Łęczycy przeniesiono do Warszawy. W ten sposób Ludwika i jej narzeczony rozpoczęli służbę na Pawiaku, który wkrótce stał się niemieckim więzieniem śledczym. W kaplicy tego więzienia w październiku 1939 roku zawarli związek małżeński, który pobłogosławi ks. Leon Pawlina, więzienny kapelan. Ich wspólne szczęście nie trwało długo.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół