• facebook
  • rss
  • Podniesiony z ruin

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 47/2014

    dodane 20.11.2014 00:00

    Jedną z ciekawostek historycznych miejscowości jest to, że widniała w zapisach kościelnych jeszcze przed erygowaniem tutaj parafii.

    Obecny kościół jest już trzecią świątynią, którą zbudowano w tej parafii. O pierwszej mało wiadomo, a najwcześniejsze wzmianki o plebanie z Łukawy pochodzą z 1326 roku. W żywotach biskupów krakowskich można wyczytać, że bp Iwo Odrowąż swoją wieś dziedziczną podarował cystersom z Wąchocka w 1220 roku.

    Na dawnych fundamentach

    Istnieją przypuszczenia, że zanim powstał drewniany kościół, mogła być tutaj pobudowana kaplica. Świątynię postawiono w pierwszej połowie XIV wieku i istniała do 1745 r., kiedy to staraniem proboszcza ks. Józefa Cyberta i parafian wzniesiono kościół murowany. Wezwanie kościoła nie zmieniało się od początku i kolejne świątynie dedykowane były św. Katarzynie. Potwierdza to breve papieża Klemensa XIII z 1758 r., w którym nadaje odpust na św. Katarzynę 15 listopada. Prawo kolatorskie tego kościoła przez lata należało do klasztoru wąchockiego, co tłumaczy fakt, że w 1831 r. proboszczem w Łukawie został były cysters ks. Maur Kuczera, który był równocześnie wykładowcą teologii dogmatycznej i moralnej w sandomierskim seminarium.

    Zawierucha ostatniej wojny nie oszczędziła podsandomierskiego kościoła. Intensywne działania wojenne spowodowały jego całkowitą ruinę. – Obecny kościół powstał po wojnie, dokładnie na fundamentach zniszczonej świątyni. Powstawał przez dobrych kilka lat, a sam wystrój wnętrza wskazuje na to, że wykonano je podczas przemian soborowych. Ołtarz zbudowano w taki sposób, że można przy nim było odprawiać Eucharystię zarówno stojąc przodem, jak i tyłem do ludzi. Dziś jest to już niepraktyczne, a umiejscowienie tabernakulum pod ołtarzem nie jest zgodne z przepisami liturgicznymi – podkreśla ks. Marek Pękacz, proboszcz parafii. Jak podkreśla, parafianie dbają o swoją świątynię i choć to niewielka parafia, co roku prowadzone są drobne inwestycje, aby naprawić, co niszczy czas i upiększyć kościół.

    Parafialne niepokoje

    Sytuacja mieszkańców Łukawy w tym roku nie jest ciekawa. Zdecydowana większość z nich to ogrodnicy. Cała miejscowość niemalże tonie w sadach. Tegoroczne zbiory nie były złe, ale jak w całej okolicy, tak i tutaj rolnicy mają kłopot ze zbytem owoców. – W poprzednich latach, co wyprodukowaliśmy, sprawnie było sprzedawane i to po rozsądnych cenach. W tym roku odczuwamy duży krach na owocowym rynku ze względu na embargo na wschodniej granicy. To stawia pod znakiem zapytania, czy i jak utrzymamy nasze rodziny? – żali się pan Krzysztof, jeden z miejscowych producentów jabłek.

    Większość rodzin utrzymuje się właśnie z sadowniczej produkcji. Tylko nieliczne osoby pracują w niedalekim Sandomierzu lub okolicy. Proboszcz zauważa, że parafia z roku na rok coraz bardziej się wyludnia. – Dużym niepokojem napawa fakt, że w ostatnich latach chrzcimy rocznie tylko po kilkoro dzieci. W ubiegłym roku był tylko jeden chrzest. Podobnie rzecz się ma ze ślubami. To wskazuje, że coraz mniej osób wiąże przyszłość z rodzinnymi stronami – zauważa proboszcz. Z podobnymi problemami boryka się miejscowa szkoła. Przed zamknięciem uchronili ją mieszkańcy, zakładając stowarzyszenie, które przejęło prowadzenie placówki. Obecnie uczęszcza do niej około 30 dzieci. Aby tę małą grupkę zachęcić do coniedzielnej Mszy św., w ostatnim czasie wprowadzono specjalną Eucharystię dla dzieci. – Ożywiło to trochę parafię. Dzieci chętniej przychodzą na Mszę św. specjalnie dla nich. Jest wtedy kazanie dialogowane, specjalna oprawa muzyczna i słodki upominek – opowiada proboszcz. Ciężko jednak zorganizować dla nich jakąś formę letniego wypoczynku, bo większość zaangażowana jest w sezonowe prace w sadownictwie, gdzie pomaga rodzicom w codziennych zajęciach.

    W ostatnim czasie udało się dzięki środkom unijnym wykonać instalację odwodnienia kościoła oraz zabezpieczenia przed wilgocią. W planach proboszcz wymienia odnowienie elewacji kościoła oraz odmalowanie wnętrza świątyni

    Zdaniem proboszcza

    – Największym moim zmartwieniem są problemy parafian. Martwię się sytuacją w sadownictwie, która dotyka prawie każdej rodziny. Niepokojąca jest także malejąca liczba parafian, która nie daje dobrych perspektyw. W parafii działa grupa ministrantów, do której należą i chłopcy, i dziewczęta. Próbowałem obudzić ducha oazowego, ale problem w tym, że kościół położony jest prawie na skraju parafii i dzieci musiałby przemierzać znaczną odległość i to bardzo ruchliwą trasą. Obawy rodziców o ich bezpieczeństwo są duże. Cieszy mnie to, że rozpoczęte Msze dla dzieci cieszą się sporą frekwencją. Na tej podstawie spróbujemy budować może jakąś grupę duszpasterską. Modlitewnie wspierają nas parafialne koła różańcowe; choć nie jest ich dużo, ich modlitwa jest dla nas cenna. Cechą charakterystyczną są ludowe nabożeństwa majowe, na które mieszkańcy gromadzą się niemalże przy każdym krzyżu i kapliczce na terenie parafii. Od 7 lat parafia słynie z bardzo oryginalnej szopki bożonarodzeniowej, która usytuowana jest przed kościołem. Figury i wyposażenie są niemal naturalnej wielkości.

    ks. Marek Pękacz

    Pochodzi z parafii Dziebałtów (diec. radomska). Wyświęcony na kapłana w 1988 r. W parafii posługuje od 2008 roku.

    Zapraszamy na Msze św.:

    W niedziele i święta: 9.00 i 11.30

    W dni powszednie: 7.30 lub 17.00

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół