• facebook
  • rss
  • Obozowa golgota

    dodane 13.11.2014 00:00

    Pamiętam, jak ks. Lenart wijący się z boleści, wynędzniały, zziębnięty, musiał kilkakrotnie na czas biec w mroźny styczniowy dzień przed szpital obozowy i wyczekiwać całymi godzinami na dopuszczenie do lekarza...”

    Ks. dr Jan Lenart urodził się 30 czerwca 1900 r. we wsi Wolica w parafii Modliborzyce. W 1924 r. przyjął święcenia kapłańskie. Potem studiował na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Uwieńczył je doktoratem z filozofii i prawa kanonicznego. Po powrocie do Polski w 1926 r. wykładał etykę, teodyceę, ceremonie liturgiczne i prawo kanoniczne w Lubelskim Seminarium Duchownym.

    Choć miał niemało obowiązków, nigdy nie zapomniał o swojej rodzinnej parafii i wiele czasu poświęcał w niej na działalność charytatywną. Bardzo aktywnie wspomagał w pracy duszpasterskiej ks. Stanisława Rybkę. Sympatię i szacunek wiernych zapewniły mu dobroduszność i prostota w obcowaniu z innymi. Aktywnie wspomagał Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży działające w modliborzyckiej parafii.

    Wszystko zmienił wybuch II wojny światowej. 17 listopada 1939 r. gestapo aresztowało obu biskupów lubelskich oraz 13 księży, pracowników kurii biskupiej i profesorów seminarium. Wśród aresztowanych był także ks. Jan. – Najpierw osadzono ich na Zamku Lubelskim i zaocznie skazano na śmierć, którą zamieniono na obóz koncentracyjny w Sachsenhausen. Trudne warunki w obozie, nędzne wyżywienie, brak odpowiednich ubrań oraz mroźna zima w latach 1939–1940 spowodowały osłabienie zdrowia ks. Lenarta. Odezwała się choroba wrzodowa żołądka, na którą uskarżał się już w Lublinie, a która ponownie zaatakowała osłabiony życiem w obozie organizm. Współtowarzysze niedoli z ogromnym bólem patrzyli na pogarszający się stan zdrowia księdza – opowiada Urszula Bzdyra, regionalistka z Modliborzyc.

    Ostatnie chwile życia i śmierć ks. Lenarta tak opisał po wojnie w „Wiadomościach diecezjalnych” ks. Adam Feliks Czuk, również więzień obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen: „Było to w nocy z 13 na 14 lutego 1940 r. Spałem na pryczy nad łóżkiem ks. Lenarta; w nocy przez sen posłyszałem charczenie, obudziłem się i pod łóżkiem ks. Lenarta spostrzegłem kałużę krwi – to krwotok żołądka. Koło południa ks. Lenart zaczął tracić przytomność... Wzięliśmy we czterech – ks. Krynicki, ks. Olech, pewien ksiądz niemiecki i ja – będącego w agonii ks. Lenarta w koc i na ramionach zanieśliśmy go poprzez zasypany głębokim śniegiem plac apelowy do szpitala obozowego. Tu nie robiono nadziei przyjęcia, kazano konającego położyć na posadzce cementowej korytarzyka szpitalnego i jak nam później powiedział ks. Józef Styp-Rękowski, ks. Lenart zaraz zmarł”.

    Zwłoki ks. Lenarta zabrano do kostnicy, a następnie spalono w krematorium obozowym.

    Dzięki staraniom rodziny w maju 1940 r. jego prochy sprowadzone zostały do Polski. Urządzono symboliczny pogrzeb i złożono je w rodzinnym grobie na miejscowym cmentarzu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół