• facebook
  • rss
  • Jesień była piękna

    Marta Woynarowska

    dodane 05.09.2014 10:44

    75 lat temu pogoda w Polsce była niemal taka sama jak w tegorocznych pierwszych dniach września. I wtedy, tak jak i dzisiaj toczyła się wojna.

    Mimo, iż teren obecnej naszej diecezji leżał w niemal w środku Rzeczypospolitej i wydawało się, że front – jeśli w ogóle do tego dojdzie – dotrze po dłuższym czasie. Ludzie żyli jeszcze pamięcią pozycyjnymi działaniami I wojny światowej. Tymczasem już 2 września mieszkańcy Sandomierza, Tarnobrzega i Chmielowa poznali nowe, nieznane im sposoby walki. Doświadczyli również co kryje się pod enigmatycznym określeniem „bombardowania”, stale przytaczanym przez spikera Polskiego Radia. Późnym sobotnim popołudniem, kiedy ludzie sprzątali domy, obejścia przed świąteczną niedzielą, na niczego nie spodziewające się miejscowości spadł grad bomb. Zginęło kilkadziesiąt osób, najwięcej w Chmielowie, bo aż ponad 50. On też najbardziej ucierpiał, został bowiem niemal całkowicie zniszczony. Już tylko parę osób pamięta tamten, ciepły, słoneczny dzień, który przyniósł tyle cierpienia.

    Na nasze tereny niebawem zaczęły nadciągać rzesze uciekinierów, głównie z zachodnich i południowo zachodnich rejonów kraju. Wśród nich byli także Wojtyłowie – ojciec i syn, którzy opuścili Kraków, jak wielu innych jego mieszkańców, by szukać bezpieczniejszego miejsca. Wybór padł na Tarnobrzeg, skąd pochodził serdeczny kolega młodego Karola – Juliusz Kydryński. Nie dotarli jednak do miasta nad Wisłą, które również niebawem, bo 13 września znalazło się w rękach niemieckiego okupanta.

    Dlaczego tyle miejsca poświęciłam wydarzeniom sprzed 75 laty? Bo mimo woli, zwłaszcza w tych dniach, które tak bardzo pod względem aury przypominają tamten wrzesień, mocniej odczuwa się grozę wojny. Tym bardziej, że toczy się ona nie tak daleko, zaledwie 1400 km od nas. I tak jak my w 1939 r., tak teraz Ukraina musi się zmagać z rosyjskim agresorem. I tak jak my zostaliśmy przez sojuszników opuszczeni, tak i teraz Ukraińcy toczą samotną walkę z Goliatem. Żadne z państw członkowskich NATO czy Unii Europejskiej nie chce ich wesprzeć zbrojnie. Ba! Kilkanaście dni temu wiceminister obrony narodowej podczas wizyty w Hucie Stalowa Wola zapewniał, że nasze zakłady zbrojeniowe nie dozbrajają Ukraińców.

    Nie rozumiem dlaczego nie możemy sprzedać, czy wysłać im broni? Przecież Ukraina nie jest objęta żadnym embargiem. Natomiast, jak na ironię, okazuje się, że handel i kontrakty zbrojeniowe z Rosją są dopuszczalne.

    Więc w końcu kogo wspieramy – my Europejczycy z UE – agresora, czy ofiarę? Bo póki co to owo wsparcie dla ofiary sprowadza się tylko do słów, słów, słów, a nie czynów. Sytuacja z marca 1938 i września 1939 r. się powtarza. Zostawiając na pastwę Hitlerowi Czechosłowację i Austrię zaostrzono jego apetyt i utwierdzono w przekonaniu, że kiedy przyjdzie mu chęć na kolejne państwa Europu środkowo-wschodniej, to ani Francja, ani Wielka Brytania nie kiwną paluszkiem. Podobne podchody czyni teraz Putin.

    Dlatego zwłaszcza, my Polacy, którzy doświadczyliśmy na sobie, co to znaczy być osamotnionym w walce, powinniśmy działać na rzecz Ukrainy. (Zresztą skutki wojny już odczuwają nasi rolnicy i sadownicy, którzy w ostatnich latach podpisywali umowy na olbrzymie dostawy owoców na Ukrainę i do Rosji). Nikt nie wie jak daleko posunie się Putin i czy w takiej sytuacji możemy czuć się całkowicie bezpieczni?


     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół