• facebook
  • rss
  • Trzeba zawsze być z ludźmi

    dodane 06.03.2014 00:00

    O biskupim chrzcie bojowym, mandacie zaufania 
do Kościoła i nietypowym prezencie na jubileusz 
z bp. Edwardem Frankowskim rozmawia ks. Tomasz Lis.


    Ks. Tomasz Lis: W jakich okolicznościach dowiedział się Ksiądz Biskup o papieskiej nominacji?


    Bp Edward Frankowski: Byłem wtedy proboszczem w Stalowej Woli w parafii Matki Bożej Królowej Polski, w mieście, które planowane było jako miasto bez kościołów. Zostałem wezwany przez ówczesnego prymasa Józefa Glempa, który zakomunikował mi, że Jan Paweł II zamianował mnie biskupem pomocniczym diecezji przemyskiej. Było to dla mnie ogromne zaskoczenie i nie ukrywam – byłem pełen obaw, czy podołam powierzanym mi zadaniom. Jednak miałem świadomość, że jest to Chrystusowe wezwanie, by jeszcze bardziej oddać się służbie Kościołowi.


    Stał się Ksiądz Biskup współpracownikiem bp. Ignacego Tokarczuka, ale z siedzibą w Stalowej Woli.


    Zaraz po nominacji udałem się do biskupa, który mnie po ojcowsku przyjął i uspokoił. Zapewnił, że zostanę w Stalowej Woli, a do stolicy diecezji, Przemyśla, będę dojeżdżał tylko raz w tygodniu oraz w wypadku ważnych spraw. To mnie ucieszyło, gdyż wtedy w Stalowej Woli rozpoczęliśmy bardzo dużo inicjatyw duszpasterskich związanych z pomocą robotnikom, okolicznym rolnikom, rodzinom i młodzieży. Powstawała filia KUL-u, Instytut Wyższej Kultury Religijnej, bardzo prężnie działało duszpasterstwo ludzi pracy oraz wiele stowarzyszeń i grup młodzieżowych. Pozostając w Stalowej Woli, wraz z duszpasterzami mogłem kontynuować te dzieła, równocześnie pełniąc posługę biskupią. Pamiętam, moim chrztem bojowym było bierzmowanie w parafii w Sanoku, gdzie jednego dnia udzieliłem tego sakramentu ponad 700-osobowej grupie młodzieży.


    Był to trudny czas przemian ustrojowych i niełatwy okres dla Kościoła.


    Rok przed moją nominacją robotnicy stalowowolscy wyszli zwycięsko ze strajku dzięki dużemu wsparciu parafian i księży, co przyczyniło się do utworzenia niezależnych związków zawodowych. W tym trudnym czasie plebania oraz budynki kościelne stały się azylem dla wielu prześladowanych i tych, którym groziło więzienie. Jako proboszcz, wraz z księżmi czułem się odpowiedzialny za Stalową Wolę. Sam pochodzę z rodziny robotniczo-chłopskiej, a moje studia z katolickiej nauki społecznej dały mi narzędzia naukowego widzenia spraw społecznych. Zawsze wychodziłem z założenia, że „kapłan jest z ludu wzięty i dla ludu postawiony”. Oni mogli i mieli prawo na mnie liczyć. Równocześnie był to czas olbrzymiej konsolidacji społeczeństwa, które wielką nadzieję pokładało w Bogu, obdarzając Kościół dużym mandatem zaufania. Jednak kilka lat później sytuacja odwróciła się i niejeden raz doświadczyłem fałszywych oskarżeń czy podejrzeń, tym boleśniejszych, że zawsze miałem otwarte serce dla ludzi pracy.


    Wraz z utworzeniem nowej diecezji sandomierskiej zostały Biskupowi powierzone nowe zadania.


    Tworzenie struktur nowej diecezji przypadło na czas trwającego synodu plenarnego, a w naszej diecezji rozpoczął się synod diecezjalny. Z tymi wydarzeniami związana była swego rodzaju praca u podstaw we wszystkich parafiach, z konkretnymi ludźmi, którzy utworzyli parafialne zespoły synodalne. W każdej parafii byłem minimum raz w roku na spotkaniu, a raz w miesiącu na sesji dekanalnej w poszczególnych parafiach. To pozwoliło mi poznać rzeszę ludzi oddanych Kościołowi i pragnących zaangażować się w działania społeczne. Dzięki tym wizytom i spotkaniom, już po zakończeniu synodu, powstawały oddziały Akcji Katolickiej oraz innych stowarzyszeń katolickich, które do dziś służą pomocą w parafiach. Pewnym podsumowaniem tych spotkań jest moje opracowanie socjologiczne uwarunkowań postaw i życia religijnego w diecezji sandomierskiej.


    Czy łatwiej było wtedy posługiwać czy dziś?


    Trudno porównywać miniony czas z obecnym. Każdy z nich ma swoją charakterystykę, swoje pozytywne i negatywne uwarunkowania. W tamtym czasie było łatwiej rozróżnić dobro i zło, przyjaciela od prześladowcy. Dziś rzeczywistość, która nas otacza, jest dość mocno zmanipulowana. Zło w subtelny sposób stara się wedrzeć w ludzkie serce pod pozorem dobra. Dużym niebezpieczeństwem są tworzone przez media kulturowe mity, które przedstawia się jako niepodważalne fakty, zniekształcając w ten sposób prawdę i rzeczywiste oblicze świata.


    Czym jest, w perspektywie ćwierćwiecza, posługa biskupia?


    Trzeba zawsze być z ludźmi, to zadanie pasterza, czyli biskupa. Chrystus zlecił nam zadania nauczania, pasterzowania i uświęcania, które nieodłącznie związane są z byciem z ludźmi i dla bycia dla nich. To pozwala na poznanie ich codziennych zmartwień, problemów, kłopotów i radości oraz wyjście z pomocą, na którą oczekują. O takim byciu razem z wiernymi mówił papież Franciszek podczas ostatniej wizyty ad limina, w której mogłem uczestniczyć wraz z biskupem ordynariuszem Krzysztofem Nitkiewiczem. Było to dla mnie wspaniałe spotkanie i miły prezent na biskupi jubileusz.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół